Reklama

modelka inna niż wszystkie

Odkryła ją na Instagramie Lotta Volkova, stylistka Vetements i Balenciagi.

tekst Georgia Graham
|
21 Wrzesień 2016, 1:03pm

Gdy poznałam Lily Olsen w kawiarni niedaleko jej mieszkania w Nowym Jorku, od razu uderzyła mnie jej silna osobowość oraz drobna budowa (ma 162 wzrostu). Oprócz tego, że jest jedną z najbardziej rozchwytywanych obecnie modelek, jest także artystką i queerową aktywistką. Lily zaczęła spawać, gdy miała 16 lat i teraz tworzy prace z różnych dziedzin sztuki, w tym rzeźby i fotografie, a także instalacje — jak np. kampanię #itslegalNYC związaną z ruchem #FreeTheNipple. Portretuje głównie transpłciowe kobiety, a jej portrety są surowym świadectwem odmienności.

Lily pochodzi z Connecticut, przeprowadziła się do Nowego Jorku, by uciec przed konserwatywnymi ograniczeniami jej rodzinnego miasta, Greenwich. Opisuje je jako „bardzo szykowne miejsce, w którym ludzie spotykają się na polu golfowym albo w kościele". W kwietniu tego roku Lily odniosła sukces, po tym, jak została zwerbowana na Instagramie przez Lottę Volkovą i wystąpiła w paryskich pokazach Vetements i Balenciagi. Teraz łączy pracę modelki na pełen etat z karierą artystki. Spotkaliśmy się z 23-letnią, zjawiskową pięknością, by porozmawiać o kreatywności, kulturze queer i pierwszej podróży do Europy.

Jak się czułaś, gdy Balenciaga napisała do ciebie prywatną wiadomość na Insta? Czy możesz wyjaśnić, jak to się stało?
Stylistka Lotta Volkova obserwowała mnie na Instagramie. Napisała do mnie wiadomość i zapytała, czy chciałabym wziąć udział w castingach do pokazów Vetements i Balenciagi w hotelu Mercer. Nie miałam kompozytki ani agencji. Gdy przyjechałam, usiadłam koło kolesia, który wyglądał, jakby tam rządził, bo wszyscy bali się do niego podejść. Powiedziałam: „Cześć, jestem Lily", a on odparł: „Wiemy, kim jesteś". Byłam w szoku, bo przecież nie jestem znana.

To było w walentynki, po castingu poszłam na randkę i nie patrzyłam na telefon. Później zobaczyłam maila: „Balenciaga potwierdzenie" — byłam zszokowana i bardzo szczęśliwa. Nigdy wcześniej nie byłam w Europie.

Jesteś też multidyscyplinarną artystką. Jakie prace tworzysz?
Studiowałam rzeźbę i robiłam specjalizację z pracy z metalem. Fotografią zajęłam się później, lubię robić zdjęcia queerowym kobietom. Robiłam im portrety, które są radosne i mocne, bo chcę, żeby można było powiązać to z kobiecością, zamiast kojarzyć ją tylko z kwiatkami. I mniej skupiam się na włosach pod pachami!

Jak to było znaleźć się po drugiej stronie obiektywu?
Zaczęłam pracować jako modelka, gdy miałam 18 lat, bo moja była dziewczyna była fotografką i powiedziała, że powinnam pozować artystom w okolicy. Mam zaledwie 162 wzrostu, więc nawet nie wyobrażałam sobie, że będę robić coś związanego z modą.

Ostatnio pracowałam z Cass Bird — od lat podziwiam jej prace. Spotkanie z nią było niesamowite, bo zawsze uwielbiałam jej zdjęcia. Poczułam się, jakbym poznała homoseksualną mamę!

Mówisz, że fascynowały cię techniki spawania w metaloplastyce. Czy czujesz, że świat mody na pewien sposób formuje cię, żebyś dopasowała się do formy?
Ciężko nie chcieć przypasować się światowi mody, ale myślę, że ludzie zwrócili na mnie uwagę, bo jestem inna. To nie oni formują mnie — to ja chcę kształtować ich.

Najnowszy numer i-D skupia się na kobiecej perspektywie. Czy możesz nam powiedzieć coś o swoim projekcie #itslegalNYC?
To była moja oda do #freethenipple. Stworzyłam sylwetkę mężczyzny i kobiety z wyciętymi twarzami, w których miejscu można włożyć swoją głowę. Chciałam zobaczyć, jak ludzie reagują na piersi.

Zrobiłam to, bo czasami latem jest bardzo gorąco i nieraz w parku chciałam zdjąć koszulkę, ale nie mogłam, bo ludzie by się gapili i robili zdjęcia. A gdy robi to koleś, nie reagują. Chodzenie bez koszulki w nowojorskich okręgach jest legalne, ale ludzie tego nie robią, bo to temat tabu. Chcę to znormalizować i zdeseksualizować.

Lubię, gdy moje prace są ustawione w miejscach publicznych, bo ludzie się ich nie spodziewają. Nie szukają ich, ale są zmuszeni do stykania się z nimi. Zauważyłam, że ludzie nie chcieli być w roli osoby z biustem, bo od razu czuli się uprzedmiotowieni i seksualizowani.

Jak myślisz, jakie nowojorskie cechy możesz wprowadzić na paryską scenę modową?
Nowy Jork słynie ze swojej energii. Jest nadpobudliwy, bodźce aż przytłaczają zmysły, myślę, że właśnie to mogę wnieść do Paryża. To i trochę sarkastycznego poczucia humoru!

Czy zdawałaś sobie sprawę z fenomenu Vetements, zanim zostałaś wybrana do ich pokazu?
Kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale gdy się temu przyjrzałam, od razu to zrozumiałam. Vetements ma poczucie humoru, korzysta z kultury memów i w mniej poważny sposób podchodzi do branży mody, co jest rewolucyjne.

Czy takie buntownicze podejście do mody jest dla ciebie inspirujące?
Jasne! Uważam, że bunt jest niejako sposobem na stanie się odrębną jednostką, indywidualistką. Pochodzę z przedmieścia w Connecticut, gdzie nie ma żadnego buntu. Próbowałam się dopasować, ale po jakimś czasie nie mogłam już tego znieść, to było zbyt denerwujące i fałszywe.

Czy oddzielasz od siebie Lily-artystkę i Lily-modelkę?
Podoba mi się ich połączenie. Dzięki Lily-artystce znalazłam się w świecie mody. Z drugiej strony ludzie, których spotykam dzięki modzie i rzeczy, których doświadczam, inspirują moje prace.

Coraz bardziej skupiamy się na osobowościach modelek. Czy uważasz, że to buduje ich poczucie własnej wartości?
Oczywiście. Brak potrzeby konformizmu wywołuje wspaniałe uczucie, dodaje pewności siebie. Czujesz się bardziej wyjątkowo, a jednocześnie jesteś sobą. Myślę, że w naszym pokoleniu dzięki mediom społecznościowym wszystko kręci się wokół tworzenia własnej marki. To jak należenie do pokolenia pełnego akceptacji i wyjątkowych osobowości. Chcę być jego częścią.

Ostatni sezon był dla ciebie przełomowy — pierwszy raz poleciałaś do Paryża i przeszłaś po wybiegu w szpilkach. Czego spodziewasz się w tym sezonie?
Jestem ciekawa czy uda mi się cokolwiek zrobić, ciekawa kto odważy się zatrudnić niższą modelkę. Nie mogę się doczekać, żeby poznać nowych ludzi i iść na afertparty! Impreza po ostatnim pokazie Balenciagi była niesamowita.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Georgia Graham
Polaroid Lily dzięki uprzejmości Ford Models, prace dzięki uprzejmości Lily Olsen

Tagged:
Balenciaga
Fotografia
sztuka
Kultura
vetements
modelki
modelka
moda wywiady
lotta volkova
lily olsen