Reklama

lecimy na islandię!

Na festiwalu Airwaves w tym roku królowały kobiety.

tekst i-D Staff
|
09 Listopad 2016, 4:54pm

Reykjavíkurdætur

Było, minęło. Islandzki festiwal Airwaves za nami. W uszach jeszcze dzwoni mnóstwo nowych zespołów i mnóstwo wspomnień. Mimo że środowy lineup (m.in. GKR, Sturla Atlas, Emmsje Gauti, Dizzee Rascal) został uwieńczony kameralnym koncertem Lorda Pusswhipa i nas dźwiękowo usatysfakcjonował, a we czwartek wzięliśmy udział w panelu dyskusyjnym na hip-hopowej konferencji Nonference, najlepsze było przed nami. Piątkowej nocy i-D zagościło na scenie Harpa Silfurberg.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jeden z największych budynków z imponującą przeszkloną fasadą był siedzibą „Biophillii" Bjork. Festiwalowicze nadciągali od momentu, w którym otworzyły się drzwi, a na ścianach pojawiły się zapętlone wizualizacje przygotowane przez ekipę i-D. Islandzkie trio aYia rozpoczęło noc ciemnoczerwonymi krajobrazami i dźwiękami, przywołując dawnych bogów muzyki, jak i nowych fanów. Dream Wife (z wokalistką Rakel na czele, która przeprowadziła się do Anglii, by studiować, a zamiast tego stworzyła zespół), tak jak przewidywaliśmy, były świetne. „Muzyka jest super!". powiedziała frontmenka na samym początku projektu artystycznego, który zamienił się w zespół, by potem zaprosić na scenę koleżankę z Reykjavikurdaetur, Vidgis.

Dream Wife

Skoro już mowa o córkach Reykjaviku, dziewczyny wystąpiły w scenerii kolorowych wizualizacji środkowych palców i całujących się postaci, które wyglądały jakby powstały w Paincie. Nonszalancka choreografia energetycznego refrenu przemieniła się w agresywny spektakl. Później ich hymn z Marszu Szmat pobił nawet zwrotkę Jaya Z z „Drunk in Love". „Byłoby super, gdyby ludziom zależało na polityce tak, jak zależy im na muzyce!", wykrzyczała jedna z członkiń zespołu. Następnie Warpaint wystąpiły z nowym albumem „Heads Up", a artystki zdradziły, że koncert na Islandii był ich marzeniem już od dawna. Tłum kołysał się w rytm piosenek, pomijając parę osób, które tu i tam próbowały tańczyć pogo. Noc zakończyła piosenka kwartetu „Disco/Very".

Islandzki duet electro Kiasmos wypuścił do sali lodowe dźwięki, tuż przed Santigold, która prosto z samolotu zaszczyciła widownię niesamowitym tańcem i kilkoma kostiumami. „To był najlepszy lineup wszechczasów!", usłyszeliśmy od ludzi wychodzących z budynku. Mimo że nie jesteśmy obiektywni, musimy się zgodzić.

Warpaint

Kiasmos

Santigold

Przeczytaj też:

Kredyty


Zdjęcie: Matthew Martin

Tagged:
warpaint
santigold
Reykjavik
islandia
festiwal
airwaves festival