tylko w i-D: m.i.a. o swojej pierwszej kolekcji

Artystka w zeszłym tygodniu wypuściła pierwszy oficjalny merch, stworzony z Astrid Andersen.

tekst Steve Salter; zdjęcia: Regina Lemaire-Costa; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
17 Sierpień 2017, 2:49pm

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

Fani M.I.A. z pewnością pamiętają, że kilka miesięcy temu artystka wrzuciła na stronę swoje grafiki do pobrania i zachęcała fanów do tworzenia własnych gadżetów. „Nie mogę się zebrać do tworzenia merchu, niszczenia środowiska i zniewalania ludzi, czy mogę po prostu dać wam grafikę wektorową i sami ją sobie nadrukujecie na koszulkę albo bluzę?", Maya Arulpragasam napisała na Twitterze, a potem wrzuciła wspomniane wektory. 11 miesięcy po premierze albumu i dziewięć po tych tweetach, Maya nawiązała współpracę z duńską projektantką Astrid Andersen, aby stworzyć pierwszą kompletną kolekcję ekologicznego merchu. Duet stworzył pierwszą kolekcję OHMNI w 24 godziny. Składa się ona z koszulek, dresów i płaszczy przeciwdeszczowych z motywami z jej albumu „AIM". Płaszcz jest w 100% wykonany z plastiku z odzysku. Ceny wahają się od 50 do 120 funtów (230-500 zł).

Maya podzieliła się z nami lookbookiem autorstwa Reginy Lemaire-Costy i opowiedziała nam o nacisku fanów, powiązaniach jej rodziny ze światem mody, pragnieniem stworzenia etycznej i przystępnej linii oraz nadziejach na przyszłość OHMNI.

Co skłoniło cię do stworzenia Ohmni?
Ludzie od czterech lat prosili mnie o merch. Nawet przy wypuszczaniu albumów i teledysków staram się unikać deadline'ów, bo chcę, żeby to wychodziło naturalnie. Presja wywierana przez fanów rosła, a ja nie mogę niczego sprzedawać na festiwalach — to bardzo frustrujące. Gdy próbowałam umieścić na stoiskach swoje rzeczy, musiałam przejść przez całą papierologię. Przesłaniem [stojącym za Ohmni] jest pokazanie kolejnej części mnie jako artystki oraz zamysł „fly pirate", jednoczenia się – łączy się z tym estetyka pełna pewności siebie.

Czy fani zasugerowali ci, czego chcieli?
Chcieli koszulek „Fly Pirate", bo wszyscy są piratami. Niestety z tym wiążą się pewne komplikacje, nad którymi pracujemy. Bardzo się cieszę, że udało nam się to stworzyć tak szybko. Od dawna nie zajmowałam się modą. To otworzyło nową przestrzeń w moim mózgu. Mam ochotę wrzucić wszystko na stronę, cały mój dom.

Co dokładne zainteresowało cię w Astrid Andersen? Jak blisko współpracowałyście?
Skontaktowałam się z nią, bo podobała mi się jej ostatnia kolekcja. Postanowiłyśmy, że zrobimy coś bardzo spontanicznego. Zajęło nam to 24 godziny. Szanujemy się nawzajem, a do tego ona pracuje bardzo szybko i nie owija w bawełnę — bardzo mi się to podoba. Wszystko przypominało mi pracę nad „AIM". Gdybyśmy połączyli wszystkie teledyski, powstałaby estetyka kolekcji, którą stworzyła. Materiały przypominały mi flagi i materiał, który miałam na sobie w klipie do „P.O.W.A".

Czy to przypomina ci o czasach, w których wszystko robiliście sami?
Tak. Myślałam o mojej mamie, siedzącej z maszyną do szycia na sofie w pokoju obok.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Czy twój dom jest teraz pełen pudeł?
Tak! Przeglądam je jedno po drugim i wrzucam wszystko do sklepu internetowego. Muszę przedrzeć się przez archiwa, bo mam tam niesamowite rzeczy i nie wiem, czemu ich nie noszę, ani nie wykorzystuję. Może dla duszy lepiej będzie je zrecyclingować. To część mojego etosu. Ohmni oznacza „wszędzie", co jest zaprzeczeniem [skrótu] M.I.A. [missing in action, czyli zaginionej w akcji]. Podoba mi się ta sprzeczność: mogę jednocześnie być M.I.A. i Ohmni (śmiech).

Mocny przekaz. A co Ohmni oznacza dla ciebie?
Cóż, „ni" albo „nee" w języku tamilskim znaczy „ty", a „ohm" to wibracje w wedyjskim. Odnosi się też do tego, jak na wszystko się zgadzamy. Może to więc znaczyć „tak, ty", albo „ohm, ty". Chodzi o danie ludziom czegoś miłego i pozytywnego. Om to także [jednostka] oporu prądu elektrycznego.

Naprawdę to przemyślałaś, bardzo nam się to podoba. Brzmi, jakbyś zatoczyła krąg, od M.I.A. do istnego przeciwieństwa…
„Wszędzie". Czuję, że to nowy etap.

Czy możesz powiedzieć nam coś więcej o związku twojej rodziny z modą?|
Mama ma pięciu braci, a trzech z nich zajmuje się modą. Mój wujek był pierwszą osobą z brązową skórą, która była właścicielem stoiska na Petticoat Lane Market w latach 60. Dorobił się milionów. Był pierwszym człowiekiem sukcesu ze Sri Lanki w branży kreatywnej — jest legendą na Sri Lance, to on pomógł nam przyjechać jako uchodźcom. Ze względu na niego moda chyba zawsze była częścią mnie.

Ceny twojej kolekcji wahają się od 50 do 120 funtów. To dość rozsądne ceny jak na kolekcję stworzoną z projektantem. Jak ważna dla ciebie była zarówno przystępność, jak i ekologia?
Zachęcam fanów, by nie interesowali się pieniędzmi i symbolami pozycji społecznej. Sprzedaż czegoś tak drogiego kłóci się z moją filozofią. Myślę, że jeśli weźmiemy pod uwagę, że to Astrid Anderson i jedyna w swoim rodzaju kolekcja, to bardzo rozsądne ceny. Wcześniej wypuściłam logotypy, żeby fani mogli sami [je sobie nadrukować] i rozwinęłyśmy ten pomysł. Zastanawiałam się, jak zrobić własną kolekcję etycznie i świadomie. Nie wiedziałam, w którym kierunku pójść, aż inicjatywa Parley for the Oceans nie zapytała, czy nie chcę z nimi pracować.

A jak wygląda przyszłość Ohmni? Jak chciałabyś rozwinąć linię?
Zrobię więcej wspólnych projektów z różnymi projektantami. Bez względu na to, z kim będę pracować, wykorzystamy etyczne materiały. Materiał z butelek z recyclingu od The Parley from the Oceans pochodzi z limitowanej edycji, właśnie go testuję. Jeśli już, chciałabym to rozwinąć. Fajnie jest wypełnić tę lukę i pokazać etyczne materiały projektantom, którzy jeszcze ich nie używają. Jestem także otwarta na zapoznawanie mnie z nowymi rzeczami. Zawsze jestem otwarta, bez względu na to, w którą stronę to działa.

Przeczytaj też:

ohmni.com

Kredyty


Tekst: Steve Salter
Wywiad i zdjęcia: Regina Lemaire-Costa

Tagged:
Features
m.i.a
muzyka
Astrid Andersen
Regina Lemaire-Costa
ohmni