skepta o air maxach 97 ultra sk

O wielkiej miłości do sneakerów i zaskakujących zdolnościach wrotkarskich...

|
wrz 6 2017, 12:30pm

„O rany. Mam tyle sneakerów. Tyle sneakerów", zaczyna Skepta. „Powiedziałaś to słowo, a ja wyobraziłem je sobie w mojej sypialni — są po prostu wszędzie. Muszę się przeprowadzić i urządzić pokój z Nike'ami. Muzeum".

Chyba będzie musiał się z tym pospieszyć, bo do kolekcji właśnie dołączyła nowa para butów, którą stworzył razem z Nike — Air Max 97 Sk. Ich światowa premiera odbyła się 2 września, a dziś (6.09) model trafił do sprzedaży w polskich sklepach (Chmielna 20 Lab i Run Colors). Buty pochodzą z limitowanej kolekcji, więc obowiązuje zasada „kto pierwszy, ten lepszy".
Kampanię stworzył oddany współpracownik Skepty — Dexter Navy. Same Air Maxy są wspaniałe: czarno-szare z opalizującymi, czerwonymi panelami i zielonkawymi wstawkami. Tak bardzo chcemy je mieć!

Rozmowa ze Skeptą na temat butów przypomina obserwowanie dzieciaka w sklepie ze słodyczami — tyle że tutaj dzieciakiem jest przekraczający granice gatunków pionier grime'u i zdobywca prestiżowej nagrody Mercury, a sklepem jest jedna z najbardziej legendarnych marek świata.
Skepta przeszedł długą drogę: gdy miał siedem lat, odkładał na swoją pierwszą parę Air Maxów, a gdy zdobył upragnione sneakery, zasypiał z nimi na stoliku nocnym. Teraz stworzył własny model, na którym widnieje jego logo i rozdaje go dzieciakom ze swoich okolic, z butelką szampana pod pachą. „Po prostu rozdawaliśmy buty i rozlewaliśmy szampana. Zupełnie jak w filmach. Czułem się wspaniale, gdy wróciłem do Meridian Walk — gdzie dorastałem — i rozdawałem buty moim braciom, siostrom i ciotkom z osiedla. Wszystkie mamy wyszły na zewnątrz. Były dumne z Juniora". I słusznie.

Zapytaliśmy Skeptę, ile znaczy dla niego ta współpraca, jak wygląda siedzenie w studiu z Mickiem Jaggerem oraz jakie triki potrafi zrobić na wrotkach.

Co sądzisz o tym całym streetwearze?
Teraz to stało się bardziej popularne, ale ubierałem się tak już za młodu. Robiliśmy to, żeby dobrze wyglądać na imprezach, a nie w imponować znajomym w internecie.

A co myślisz o stwarzaniu pozorów w mediach społecznościowych, które niekoniecznie odzwierciedlają prawdziwe życie? Czy to dla ciebie trudne?
Nie interesuje mnie to za bardzo, bo żyłem zanim to stało się istotne. Mogę sobie jednak wyobrazić, jaką presję wywierają media społecznościowe dziś na młodzież z osiedla, powiedzmy piętnastolatków. Ciąży na nich presja, bo ich Instagramy wyglądają tak super. Myślą sobie: kurna, on ma skuter, dres, telefon i samochód. Ale ci, którzy potrafią być ponad to, niezależnie od wieku, są naprawdę szczęśliwi i odnoszą sukcesy — koniec końców to oni się wyróżniają. Wzbudzają naszą sympatię, bo mają to w nosie.

Czy masz jakieś rady dla osób, które zmagają się z tą presją?
Życie jest podróżą, a ja nie wskakuje w cudze i nie mówię ludziom, co mają robić.
Sądzę jednak, że krok po kroku każdy, kto jest w sieci wyłącznie z materialistycznych pobudek dostanie nauczkę. Coś wydarzy się w ich życiu i zrozumieją, że to nie jest najważniejsze.

W streetwearze liczy się wygoda: dresy i sneakery zamiast niepraktycznych, wytwornych ubrań. Dlaczego nie chodzimy ciągle w garniturach?
Ubrania, które nosisz, nie odzwierciedlają twojej inteligencji. Nie trzeba wskakiwać w garnitur, żeby coś znaczyć. Ludzie stawiają na komfort i praktyczność, a nie na ściemy. Kiedyś ludzie nosili różne rzeczy, żeby wyglądać, jakby faktycznie coś robili. Teraz nie musimy wyglądać, jakbyśmy się czymś zajmowali, bo możemy po prostu to robić i nosić się jak chcemy, tak żeby było wygodnie. A sneakery są bardzo, bardzo wygodne.

Mówiłeś także, że w projekcie Air Maxów wykorzystałeś hafty i kolory z flagi Maroka, aby je uwznioślić i wprowadzić szyk na ulice. Dlaczego to było dla ciebie ważne?
Pamiętam, jakim zerem czułem się na ulicy. Mogłem z całych sił krzyczeć, wydzierać się do mikrofonu i miałem wrażenie, że nikt mnie nie słyszy. Z kolei w Maroku wszyscy wyglądali po królewsku. Czułem się niesamowicie już przez same hafty. Przypominały mi o Nigerii i o wyszywanych zdobieniach, które zawsze były obecne w mojej rodzinie. Nieważne, przez co przechodziliśmy — wystarczyło, że mieliśmy na sobie afrykańskie stroje z haftami na szyjach, więc wyglądaliśmy dobrze i świętowaliśmy. Pomyślałem sobie: „Kurde, sprowadzę to na kwadrat, na ulice, na dresy i Air Maxy, żeby wszyscy mogli się poczuć po królewsku". Widziałaś już te buty?

Niestety na żywo jeszcze nie. Nie nosisz ich?
Nie… Mam parę, ale wczoraj wszyscy, którym je rozdałem, mówili szeptem: „Stary, nie mogę ich nosić. Jeszcze je porysuję…". Mówili o nich, jakby to był samochód czy coś. Eksponat muzealny.

Często tak jest ze streetwearem. Ludzie kupują ciuchy, ale potem boją się je nosić, bo nie chcą ich zniszczyć…
Tak, ale w streetwearze często liczy się, kto to wcześniej nosił, ubrania stają się jakimiś szalonymi świętymi Graalami. A tutaj wszyscy dostawali do ręki buty i mówili, że nie mogą ich założyć.

A chcesz, żeby je nosili?
Tak, ale głównie chcę, żeby traktowali je według uznania. Jeśli chcą je założyć raz i postawić w gablocie za szkłem to proszę bardzo. Ja pewnie tak zrobię z moimi. Cóż, potrzebuję kilku par, bo chcę zrobić z nimi kilka rzeczy.

Czyli jedne do noszenia…
Drugie do gablotki...

Trzecie do zamontowania na masce samochodu…
I jedne schowane — dam je kiedyś moim dzieciom.

Planujesz ze sporym wyprzedzeniem.
Tak.

Pewnie spokojnie możesz dostać jakieś 50 par.
Ha — Nike, słyszeliście? Nie no, mogę skołować parę par. Ale to nie ja nimi rozporządzam. Po prostu się cieszę, że ludzie się jarają i czują taką samą magię, jak ja z moimi Air Maxami, gdy byłem młodszy. Gdy rozdawałem je wczoraj, wszyscy otwierali pudełka, a potem od razu je zamykali i na mnie patrzyli. Potem znowu otwierali, zamykali i na mnie patrzyli. Zupełnie jakbym rozwiązał najtrudniejszą łamigłówkę świata.

Udało ci się.
Cieszę się, że nie mówili: „O, fajnie, to twoje nowe butki, tak? Aha, dzięki stary, jasne, może teraz będę się w nich wozić". Po czym mogli je włożyć tylko raz i rzucić w kąt. Wcześniej spotkałem się z taką reakcją moich znajomych.

Poważnie?
Tak — wtedy dociera do mnie, że jednak nie jestem takim geniuszem. Albo że czasem wszystko siedzi tylko w mojej głowie… Jednak tym razem to była najlepsza premiera, jaką mogłem sobie wymarzyć. Nie wyobrażam sobie lepszego początku mojej buciarskiej kariery.

Czyli teraz będziesz się tym zajmował regularnie?
No cóż, trochę przypominam Michaela Jordana, co nie? To chyba przez te uszy. [Jordan od lat 80. swoim nazwiskiem sygnuje całą linię butów Nike, która wciąż pozostaje popularna — przyp. red.] Nie no, nie wiem o co chodzi, ale kiedyś wszyscy mówili mi, że wyglądam jak on. Byłbym więc głupcem, gdybym nie poszedł w ślady tak wielkiego człowieka. Zdecydowanie postaram się rozbudować kolekcję SKAir.

Pozostaniesz przy Air Maxach czy spróbujesz z butami do biegania lub tańca?
Nie chcę szufladkować.

Dlaczego?
Bo jestem bardzo elastyczny. Czasy się zmieniają, a ja się dostosowuję, chociaż pozostaję taki sam — zupełnie jak woda.

Skoro już mówimy o szufladkowaniu — zorganizowałeś festiwal Boy Better Know, podczas którego przejąłeś halę O2 Arena i wypełniłeś ją nie tylko muzyką.
Gry, piłka nożna, deska, wrotki… A na koniec trochę dobrej muzyki. Mnóstwo różności dla ludzi, którzy nas słuchają i lubią aktywnie spędzać czas. W Boy Better Know robimy mnóstwo rzeczy — razem, oddzielnie… Każdy z nas ma swoje zajawki. Dlatego fajnie pokazać wszystkim, jacy jesteśmy, nie tylko na scenie. Mogliśmy spędzić czas z fanami, tymi którzy nas wspierają — po prostu z ludźmi. Miły dzień pełen aktywności. Kocham to słowo — aktywności. Aktywności.

Jaka aktywność jest twoją specjalnością?
Dobrze jeżdżę na wrotkach. Uważam się też za całkiem dobrego pomocnika w piłce nożnej. Na scenie chyba też idzie mi nieźle...

Dobrze jeździsz na wrotkach?
Tak, bardzo dobrze.

A na łyżwach?
Nie, tylko na wrotkach.

A grasz…
...w hokeja?

Grasz w hokeja?
Nie, chciałem ci tylko pomóc.

Pomoc się przyda. Potrafisz jakieś triki, obroty?
Potrafię skakać, kręcić się, jeździć tyłem i bokiem.

Jak się jeździ bokiem?
Rozstawia się stopy na boki.

Poza festiwalem BBK Takeover i Air Maxami stworzyłeś we współpracy inną wielką rzecz — kawałek z Mickiem Jaggerem. Jak wygląda przebywanie z nim w studiu? Co się wtedy dzieje?
Jagger powiedział, że potrzebuje rapera do piosenki — chciał żebym to był właśnie ja. Przedstawiałem mu mnóstwo pomysłów, a on siedział jak naukowiec. Bardzo wyluzowany, ale też bardzo stanowczy. Bezbłędny. Jak detektyw — czekał na właściwą odpowiedź. Rzucałem więc pomysłami, a on mnie prowadził. To była dobra sesja nagraniowa.

Czym różni się proces kreatywny podczas projektowania butów z kultową marką od nagrywania piosenki z ikoną muzyki?
Cieszę się, że to porównałaś, bo ostatnio mówiłem, że podejście do jednej sprawy można odnieść do tego, jak dana osoba podchodzi do wszystkiego. Chociażby sposób, w jaki ktoś skręca… powiedzmy papierosa. Chodzi o tę samą cierpliwość, przywiązanie uwagi do szczegółów, zdolność poproszenia o pomoc — w ten sam sposób zabierają się za wszystko. W tym sensie tworzenie butów było zupełnie jak współpraca z Mickiem Jaggerem. Ekipa z Nike ma na koncie mnóstwo sneakerów, więc rzucałem pomysłami i czekałem, aż powiedzą: „Tak, to jest spoko" albo „Nie, to się nie uda". Od początku miałem w głowie dość jasny obraz butów, które chciałem stworzyć. I wiedziałem, jak chciałem się czuć — tak jak w młodości, gdy zobaczyłem Air Maxy...

Jakie to było uczucie?
Tego nawet nie da się tego wyjaśnić. Nikomu. To bardzo osobiste przeżycie. Poszedłem do Nike bez wiedzy na temat tworzenia butów, ale znałem ich magię. Powiedziałem: „To pudełko magii, jest wszystkim, co mam. Powiedzcie mi, kiedy będzie dobrze". Miałem nadzieję, że efekt będzie wyglądać tak, jak w mojej głowie. I gdy je po raz pierwszy zobaczyłem…
K***a.

Przeczytaj też:

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.