Reklama

syrious mission, wojna oczami dzieci

Dwójka holenderskich fotografek, Laura Andalou i Odette Denijs, udała się do Jordanu by udokumentować życie dzieci w obozach uchodźców wojny domowej w Syrii. Dały im głos wkładając w ręce jednorazowe analogowe aparaty i ucząc patrzeć przez obiektyw.

tekst Channa Brunt
|
09 Grudzień 2014, 11:17am

Photography Laura Andalou

W czerwcu i wrześniu tego roku, dwójka fotografek, Laura Andalou i Odette Denijs, wypchały swoje podróżnicze torby jednorazowymi aparatami analogowymi i razem z organizacją charytatywną Syrious Mission poleciały do Jordanu. Tam rozdały je dzieciom w obozach uchodźców wojny domowej w Syrii i tym samym dały im sposób na ucieczkę, ze świata wojny w świat fotografii. Wybrane zdjecia zrobione przez dzieci i same fotografki zostaną wystawione w Volkshotel w Amsterdamie.

Czym jest Syrious Mission?
Laura: Syrious Mission jest organizacją non-profit, która skupia się na dzieciach. Niesiemy pomoc przez róże rodzaje terapii, np. muzykoterapię. Pomimo tego, że ludziom w obozach zapewniona jest opieka, to większość z nich mieszka jednak poza ich obrębem, w pobliskich miastach. Wtedy do akcji wchodzi Syrious Mission. Ważne jest dla nas by nie tylko wspierać dzieci z obozów uchodźców. Chcemy pomagać wszystkim potrzebującym, których dotknęła trauma wojny.

Jak wspominacie pracę z dziećmi?
Laura: Praca z dziećmi jest wyjątkowa, głównie ze względu na barierę językową. Miałyśmy ze sobą tłumacza, ale tak naprawdę potrzebowałyśmy go tylko na początku, z czasem zaczęłyśmy dogadywać się na inne sposoby. Gdy spacerowałyśmy przez wioskę robiąc zdjęcia, nigdy nie było potrzeby korzystania z tłumaczenia. Wspólnym językiem był język gestów i emocji.

Jak taki projekt może pomóc dzieciom?
Odette: To rodzaj ujścia. Ważne jest przede wszystkim to, żeby ludzie poczuli, że ktoś o nich pamięta. Wiele osób dało nam do zrozumienia, że czuli się po prostu zapomniani. Gdy zabierałyśmy maluchy na całe tygodnie, by bawić się i pokazywać im, jak robić zdjęcia, zauważyłyśmy, że wdzięczni byli przede wszystkim ich rodzice, za to że ich dzieci znowu mogą być po prostu dziećmi. Jest to także ważne dla następnego dorastającego tam pokolenia. To pokolenie wojny. Na przykład w Jordanie, małym państwie, którego populacja w dużej części składa się z uchodźców, z Palestyny, Iraku, a teraz Syrii. Zależało nam na pokazaniu innej formy ekspresji i komunikacji.

Jakie są twoje cele?
Odette: Po prostu sprawić, żeby dzieci dobrze się bawiły, dać im możliwość opowiedzenia swojej historii własnymi słowami. Chciałam by poczuły, że są ważne, że każdy z nich jest odmienną osobą. Nasza pomoc wychodzi poza dostarczanie jedzenia i dachu nad głową, chodzi o to uczucie, że są „kimś" i wiedzą, że ktoś ich słucha.
Laura: Dla mnie wszystko zaczęło się dużo wcześniej. Zawsze chciałam wykonywać taką pracę, ale nie wiedziałam jaką formę mogłaby przybrać, po czym nagle weszłam w kontakt z Syrious Mission i moje marzenie zamieniło się w realny plan. Zawsze chciałam pomagać.

Oficjalne otwarcie wystawy Vanya Pieters w Volkshotel w piątek, 5 grudnia, od godz. 17:00 do 22:00.

Kredyty


Tekst: Channa Brunt
Zdjecia: Laura Andalou i Odette Denijs

Tagged:
Syria
jordan
Fotografia
Laura Andalou
odette denijs
syrious mission