lana del rey: od gier wideo po ultraprzemoc

Zagadkowa Lana Del Rey skradła serca całego świata głosem pełnym tęsknoty. Z okazji premiery jej trzeciego albumu Ultraviolence wspominamy wywiad, którego udzieliła nam w 2011 roku.

tekst Milly McMahon
|
06 Czerwiec 2014, 2:30pm

Lana Del Rey by Scott Trindle

Lana Del Rey to czarująca postać. Choć jest delikatna i krucha, zapiera dech swoją urodą, a jej niebieskie oczy skrywają tajemnicę. W nieogarniętym stylu gwiazd starego kina jest piosenkarką, której ani występy, ani oglądające ją tłumy nie sprawiają przyjemności. Ujęcie jej słowami jest równie trudne jak umówienie z nią spotkania. Urodzona w Namibii, a wychowana w Lake Placid Lana jako nastolatka przeprowadziła się do Nowego Jorku i rozpoczęła karierę pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem: Lizzy Grant. Chociaż już pierwszy jej album wydała poważna wytwórnia, marzenia o wielkiej karierze Lana musiała odłożyć na półkę razem z dużą częścią nakładu swego albumu. Gdy sukces wydawał się dalszy niż kiedykolwiek, sponiewierana Lizzy wzięła sprawę w swoje ręce - wymyśliła się na nowo i weszła w świat muzyki jeszcze raz, tym razem jako Lana Del Rey, z ksywką hołdem dla ulubionych ikon Hollywoodu. Nie musiało minąć dużo czasu, żeby cały świat pokochał jej Video Games - nostalgiczną, kołysankopodobną balladę do faceta, w którym się kochała. Zebranie 3,5 miliona wyświetleń na YouTube wystrzeliło tę mieszkającą w przyczepie dziewczynę prosto w mainstream. W sukces, którego jeszcze nie znała. Teraz Lana ostrożnie ukrywa pewne strony swojej osobowości, jest intelektualistką, choć nigdy zbyt wylewną. Wysławia się cicho i powoli, głosem o barwie tytoniu. Opisuje swoją posępną, filmową muzykę jako szczęśliwą, ale niechętnie zdradza szczegóły. Zatrzymana w ruchu mogłaby istnieć w każdych czasach - jeśli istnieje w ogóle. i-D spotkało się z tą zwodniczą pieśniarką, żeby to sprawdzić. I dowiedzieć się o niej choć trochę więcej.

Video Games zrobiło furorę na długo przed premierą. Spodziewałaś się takiego sukcesu?
Wrzucałam muzykę do internetu od tak dawna, że wątpiłam, czy przyciągnie więcej uwagi niż każdy inny utwór. Dziwne, że ludzie zareagowali tak na pięciominutową balladę. Właściwie to cudowne.

O czym jest ta piosenka?
Rozmawiałam wczoraj z dziennikarzami, którzy powiedzieli, że to smutny kawałek, ale mi wydaje się radosny. Przez długi czas nic mi nie wychodziło. Napisałam Video Games w momencie, w którym odpuściłam sobie ambicje o byciu wybitną artystką. Cieszyłam się po prostu byciem z moim chłopakiem, mieszkaniem na kempingu i patrzeniem, jak gra na konsoli. Z tego składało się moje życie, byłam z tym pogodzona, więc to piosenka o moim szczęściu.

Jak myślisz, co twój ówczesny chłopak poczuł, gdy ją usłyszał?
Sądzę, że mu się spodobała. Opowiada o naszym wspólnym codziennym życiu: o ubieraniu się na wyjścia, siedzeniu przed telewizorem. Ma ładną melodię, idealnie pasującą do tego, co wtedy czułam… Gdy dostajesz wszystko, czego chciałaś, i tracisz to, i znowu tego pragniesz, i znowu tracisz, stajesz się prostszym człowiekiem. Zdajesz sobie sprawę, że nic nie jest wieczne, więc tym, czego naprawdę chcesz, jest ktoś, z kim możesz się bawić i spędzać cały swój czas.

Czy pamiętasz, jak po raz pierwszy zobaczyłaś czyjś występ i pomyślałaś: „Tego właśnie chcę"?
Gdy ujrzałam Kurta Cobaina na MTV Unplugged, powiedziałam do siebie: „Fuck, jakie to seksowne!". Byłam młoda, ale wiedziałam już, że dzieje się coś złego. Cały wydźwięk koncertu był mroczny, nawet kwiaty i świece na scenie wyglądały jak z pogrzebu. Kurt był legendą o wiele większą niż każdy, kogo widziałam w życiu czy w telewizji.

Kto inspiruje cię dzisiaj?
Eminem. Zawsze mówi prawdę i ma łeb do rymów. Rapuje o rzeczach mu bliskich i jest dokładnie tak zabawny i bystry, jakim się wydaje. Jest mądrzejszy niż ktokolwiek inny w show-biznesie, może poza Weezym. Każdy to wie.

Martwiłaś się o to, jak ludzie odbiorą cię jako piosenkarkę?
Gdybym wiedziała, ile osób obejrzy Video Games, przynajmniej bym się umalowała i zrobiła włosy [śmieje się]. I może nie nakręciłabym klipu laptopem! Minusem zamieszczenia teledysku w internecie jest to, że na tyle osób, którym się podoba, przypada drugie tyle, które go nie znoszą. Na pocztę dostaję masę pełnych nienawiści wiadomości. Internauci krytykują moją twarz i obrażają mnie. To jedna z najgorszych rzeczy, z którymi miałam do czynienia. Być może brzmi to jak jakiś luksusowy problem - ale tak nie jest. Jestem całkiem prostą osobą. Nie znam zbyt wielu ludzi i przez bardzo długi czas trzymałam swoją twórczość tylko dla siebie, nie jestem przyzwyczajona do publiczności. Przywykłam do tego, że mojej muzyki nikt jednak nie słucha…

W klipie do Video Games wykorzystano fragmenty nagrań, na których Paz de la Huerta upada pijana na Złotych Globach. Po co?
Ona jest idealna. Idealna, bo przez całe życie pragnęła sławy i gdy ją otrzymała, naprawdę się nią cieszy.

Utożsamiasz się z nią?
Nie. To znaczy… tak. Pewnie dlatego tam ją wsadziłam. Nie chcę tego samego co ona, ale wiem, o co jej chodziło. Ona cholernie kocha upadać, tarzać się we własnej kompromitacji. Dokładnie wie, co się dzieje i lubi to. Wstawiłam te fragmenty, bo myślałam, że pasują do piosenki, tak samo jak filmy dzieciaków nad basenem z taśmy Super 8. Pozwoliłam rządzić intuicji. Miałam w głowie bardzo wyraźne wyobrażenie klipu. Można powiedzieć, że jest on moją ciemną wersją amerykańskiego snu, niewypału sławy… ale to chyba zabawne.

Pisanie przychodzi ci naturalnie?
Przychodziło. Francis Ford Coppola powiedział kiedyś: „Jeśli siadasz w tym samym miejscu o tej samej porze każdego dnia, to twoja muza będzie wiedzieć, gdzie cię szukać". Tak bardzo inspirowały mnie wizje, które miewałam, że przetwarzanie ich na muzykę było łatwe, ale teraz siadam do pisania tylko wtedy, gdy wena nadejdzie sama. Poprzedniej nocy miałam pomysł… [zaczyna śpiewać o whisky i ciuchach z lumpeksu]. Czasami takie rzeczy po prostu przychodzą do głowy.

Występy sprawiają ci przyjemność?
Hmm, bardzo lubię pisać, naprawdę lubię śpiewać, zdjęcia też są łatwe, ale występy cholernie mnie stresują. Naprawdę są przerażające!

Jak się do nich przygotowujesz?
Modlę się całą noc, choruję - cokolwiek. Mam nadzieję, że to się zmieni. Nie byłam na scenie od 16 miesięcy.

Masz jakieś pomysły na tytuł pierwszego albumu?
Tak, mam ich trochę, np. The Best of Lana Del Rey [śmieje się] i The World Is Ours, który jest cytatem z Człowieka z blizną, ale chyba jakiś raper już go użył.

A co z okładką?
Chcę wykorzystać zdjęcie, które bardzo lubię. Ma w sobie coś z Lauren Bacall. Nie jest ani zbyt delikatne, ani zbyt mocne - znajduje się idealnie pośrodku. Bardzo piękne, bardzo w stylu Vivienne Westwood… I białe… Jak włosy Veroniki Lake na błękitnym niebie…

Gdybyś była gwiazdą filmową, kto zagrałby twojego amanta?
Pewnie Elvis…

Co oznacza tatuaż „M" na twojej dłoni?
Magia, przydałaby mi się [śmieje się].

Przeczytałam, że na studiach uczyłaś się o matematycznych dowodach na istnienie Boga. Doszłaś do jakichś wniosków?
[śmieje się] Nie. Jest wiele gałęzi metafizyki, kosmologii, kosmogonii, a moja skupiała się na początkach wszechświata i na tym, jak rzeczywistość stała się prawdziwa. Metafizyka wciąż stawia więcej pytań, niż dostaje odpowiedzi, ale jest coś takiego jak Teoria Wszystkiego, która stara się odkryć, jak powstał świat. Przybliża się coraz bardziej do odpowiedzi, z czego składa się wszelka materia i tym podobne…

Gdy byłaś w swoim najgłębszym dołku, co popychało cię do przodu?
Tylko dzięki losowi i szczęściu udało mi się iść dalej. Sama nie dałabym rady. To była długa i ciężka droga… Złamane serce, brak pieniędzy i wiele innych problemów…

Te przeżycia cię zniszczyły czy uczyniły silniejszą?
Ani jedno, ani drugie. Cieszę się, że już po wszystkim. Nadal jestem tą samą osobą, ani lepszą, ani gorszą… Może tylko wiem już trochę więcej.

lanadelrey.com

Kredyty


Tekst: Milly McMahon
Zdjęcie: Scott Trindle
Stylizacja: Caroline Newell
Włosy: Marc Ramos przy użyciu Bumble & Bumble
Makijaż: Pamela Cochrane z OB Represents przy użyciu NARS
Asystent fotografa: Mark Simpson
Asystent stylisty: Raphael Hirsch
Lana ma na sobie stanik What Katie Did, spódnicę od Christiana Diora i buty Alberto Guardiani.

Tagged:
ultraviolence
muzyka
muzyka wywiady