Reklama

punkowa historia bez cenzury

Kto stoi za najlepszą książką o buntowniczej subkulturze?

tekst Hannah Ongley
|
25 Lipiec 2016, 3:36pm

andy warhol, lou reed, and danny fields at max’s kansas city. photo by bob gruen.

W tym roku punk obchodzi swoje 40-lecie. Wielu ludzi zastanawia się, czy antysystemowa subkultura faktycznie powinna zostać upamiętniona wystawami w muzeum i dodawaniem do listy zabytków budynków, w których swoją siedzibę mieli m.in. Sex Pistols. Niedawno Joseph Corré (syn punkowych pionierów: Vivienne Westwood i Malcolma McLarena) ogłosił, że ma zamiar świętować w inny sposób: paląc kolekcję punkowych pamiątek (wartych około 27 mln złotych) na znak protestu. Inni sądzą jednak, że punk powinien zostać upamiętniony, jako część historii. Obszerna książka „Please Kill Me" zgodnie z podtytułem zawiera „nieocenzurowany przekaz ustny", dotyczący początków gatunku. Została napisana w 1996 roku przez współzałożyciela magazynu Punk, Legsa McNeila oraz poetkę i historyczkę, Gillian McCain, niemal 20 lat po premierze pierwszej płyty Ramones. Obiektywnie „Please Kill Me" to najlepsza książka o punku, jaka kiedykolwiek powstała. Składa się z przeprowadzonych na przestrzeni lat wywiadów z legendarnymi postaciami, które przeniosły punka za Ocean — z obskurnego zaplecza klubu CBGB z ostatnich lat królowania Warhola w Nowym Jorku do Wielkiej Brytanii.

Legs widział wszystko na własne oczy, ale wkład Gillian często jest ignorowany. McCain jako powód wskazuje większą popularność Legsa, a nie ignorowanie kobiet, które ma długą „tradycję" w punku, chociaż pewnie oba te czynniki po trochu się do tego przyczyniły. Bez względu na to współautorzy książki wciąż są bliskimi przyjaciółmi i nadal ze sobą współpracują. Ostatnio stworzyli książkę złożoną z pamiętników Mary Rose, nastolatki z problemami. Legs znalazł jej dzienniki w szafie, w domu znajomych z Pensylwanii. i-D porozmawiało z Gillian o niesłabnącej sile oddziaływania „Please Kill Me", złożoności umysłów nastoletnich dziewcząt, a także o jej niesamowitej kolekcji zdjęć paparazzich. Zdjęcia, które pokazujemy w tym artykule, to niepublikowane wcześniej fotografie z nowego, jubileuszowego wydania „Please Kill Me" — w tym roku przypada 20. rocznica premiery książki.

Ramones z ekipą Punk magazine. Od lewej: Johnny Ramone, John Holmstrom, Tommy Ramone, Joey Ramone, Legs McNeil i Dee Dee Ramone. Zdjęcie: Tom Hearn. 

Jak poznałaś Legsa?
Poznaliśmy się przez świętej pamięci Maggie Estep i od razu się zaprzyjaźniliśmy. On zaczął wtedy pracę nad biografią Dee Dee Ramone, ale ponieważ bardzo spodobała mu się książka „Edie", postanowił spisać ją w formie przekazu ustnego. Porozmawiał z menedżerem Dannym Fieldsem, wszystkie wywiady były transkrybowane. Wstawałam wcześnie, żeby je przeczytać przed pracą, bo były takie fascynujące. Danny to nie tylko Ramones. Zajmował się też MC5, The Stooges, obracał się w kręgu znajomych Warhola. Dlatego powiedziałam: „To smutne, że nie usłyszymy tych opowieści, bo książka jest tylko o Ramones". Potem z Dee Dee były same problemy i powiedziałam Legsowi: „Myślę, że ta książka powinna być o czymś więcej, niż tylko o Ramones". A on na to: „Dobra, chcesz ją napisać ze mną?". Pracował nad tym już sporo czasu, zanim dołączyłam do ekipy.

Ile wywiadów miał już nagranych?
Kilka z czasów magazynów Spin i Punk, ale jakieś 90 procent całości stanowią wywiady, które zrobiliśmy razem lub osobno w latach 90.

Jeszcze nie było cię na świecie, gdy odbyły się pierwsze z tych wywiadów. Kiedy zainteresowałaś się punkiem?
Miałam starsze rodzeństwo, o wiele starsze. Wyjeżdżali na studia i do Europy. Nie wiem dlaczego, ale zawsze przywozili płyty i zostawiali je w domu rodziców. To było wspaniałe, bo wtedy wszystko było wydawane na winylach. W dzieciństwie okładki robiły na mnie bardzo duże wrażenie. Przeszłam od słuchania Led Zeppelin i Carly Simon do Sex Pistols i Velvet Underground. Miałam na uszach słuchawki, a rodzice siedzieli w innym pokoju. Właśnie tak spędzałam czas od 12 roku życia.

The Stooges w pierwszym klubie Max's. Od lewej: Ronnie Asheton, Scott Asheton, Iggy Pop i James Williamson, sierpień 1973 roku. Zdjęcie: Danny Fields. 

Jesteś w tym samym wieku co Joseph Corré, syn Vivienne Westwood i Malcolma McLarena, który niedawni powiedział, że spali wszystkie swoje punkowe pamiątki. Jak na to zareagowałaś?
Nie cierpię niszczenia wszelkich historycznych dokumentów. To przykre i denerwujące. Chyba ostatecznie tego nie zrobił, prawda?

Powiedział, że zrobi to w tym roku, bo punk obchodzi 40-lecie. Jak myślisz, dlaczego ludzie uważają, że punk nie powinien zostać zachowany, jak inne części historii?
Myślę, że punk był pewnego rodzaju zjawiskiem, duchem. To bardzo interesujące, że punk wciąż nie jest uważany za coś staroświeckiego. Zaczął się we wczesnych latach 70. lub w ich połowie, ale kiedy o nim słyszymy, brzmi bardzo współcześnie. W Londynie na koncercie w Roundhouse widziałam dzieciaki z irokezami i nadrukami zespołu Agnostic Front na skórzanych kurtkach. Wcale nie wyglądali staroświecko, tylko buntowniczo, to bardzo dziwne.

Książka świetnie uchwyciła punkowy humor. Wydaje się, że czasem się o nim zapomina, a ludzie traktują go o wiele poważniej, niż sam punk traktował siebie.
Tak. Ktoś spytał mnie i Legsa jaki stereotyp najbardziej nas denerwował. Odpowiedziałam, że ludzie uważają, że punk był pozbawiony humoru. Wcale taki nie był. Ramones byli przezabawni.

Zabawne, że ludzie czepiają się też „sprzedawania się", bo przecież Ramones bardzo tego chcieli. Byli dzieciakami i chcieli zarobić kasę.
Tak, to prawda. Ale myślę, że pokazaliśmy to w „Please Kill Me". Kto by nie chciał zarabiać pieniędzy za to, co kocha? Jak można to oceniać? Trzeba z czegoś żyć. Uwielbiam piosenki The Stooges i Ramones w reklamach. Nie uważam tego za sprzedawanie się. Wciąż brzmią aktualnie, to świetne.

Debbie Harry w klubie CBGB. Zdjęcie: Bob Gruen.

Czy denerwuje cię, że ludzie bardziej kojarzą tę książkę z Legsem, a nie z waszym duetem?
Od czasu do czasu. Czasami mnie to bawi, a jak mam zły humor — to mnie denerwuje. Myślę, że to wynika bardziej z jego popularności, niż z seksizmu. On jest twarzą tego projektu, prawda? On tam był, a ja nie.

Opowiedz o swojej wielkiej kolekcji odnalezionych zdjęć, w tym fotek paparazzi, które wyszperałaś na eBayu.
Tak, to niezłe znalezisko. Myślę, że zrobił je facet, który wydał książkę „Starbuck". Nie wiem czy wyrzucił te zdjęcia, czy co, ale rozpoznaję tylko około 20 procent z osób na fotkach. Wiele z nich jest z tyłu podpisanych. Myślę, że większość z nich to aktorzy z Broadwayu. Mam tysiące odnalezionych zdjęć. Raz w tygodniu przychodzi do mnie stażysta i je kataloguje. Kolekcjonuję je od około 20 lat.

Ty i Legs pracowaliście razem także nad „Dear Nobody: The True Diary of Mary Rose", książką, która jest jak prawdziwa wersja „Idź, zapytaj Alice" — kontrowersyjnego 'pamiętnika' nastolatki z problemami. Jak znaleźliście zapiski tej dziewczyny?
Legs był w miasteczku w Pensylwanii. Przyjaciółka jego córki powiedziała mu o pamiętnikach, które czytała. Napisała je zmarła siostra przyjaciółki. Były ukryte w szafie, do której dziewczyny się zakradały, żeby je poczytać. Matka je ukrywała. Legs powiedział, że chętnie by je przeczytał. Podobno Mary Rose była fanką „Please Kill Me", więc jej matka pozwoliła Legsowi je zobaczyć. Zeskanował część i wysłał je do mnie. Oszaleliśmy na ich punkcie, były takie dobre. Mama pozwoliła nam je opublikować. Było bardzo ciężko, bo to nie były tylko pamiętniki. Znaleźliśmy dzienniki, opowiadania, wiersze, rysunki. Musieliśmy ułożyć oś czasu dwóch lat jej życia i stworzyć z nich narrację. To w stu procentach jej słowa, była świetną pisarką. Czuć jej gniew, który odczuwała z wielu różnych powodów. Jej matka powiedziała nam, że kiedyś nauczyciel oskarżył ją o plagiat, bo jej praca domowa była za dobra. Zamknęli ją w sali, zadali temat i kazali napisać 10 stron. Gdy je potem przeczytali, przyznali, że byli w błędzie. Była wściekła.

Pamiętam, że gdzieś czytałam zestawienie pięciu najbardziej nierealistycznych tekstów z „Idź, zapytaj Alice". To zabawne, bo wszyscy pamiętają okres dojrzewania i wiedzą, co by napisali, a czego nie.
Tak, były zupełnie nierealistyczne. Legs mówił, że go to denerwowało. Zawsze szukał prawdziwej „Idź, zapytaj Alice". To bzdury, których żadna nastolatka by nie powiedziała. Książki Mary Rose są mocne, pełne dojrzałych treści. Na początku nasz agent wysłał propozycje do wydawców książek dla dorosłych i dla młodzieży, nie wiedzieliśmy w którą stronę to się potoczy. Lubię czytać w sieci, że tylu dorosłych wciąga się w tę książkę. Dodatkowo otwierają się na rozmowę ze swoimi nastoletnimi dziećmi. Bardzo mnie to cieszy.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Hannah Ongley
Zdjęcia dzięki uprzejmości Grove Atlantic 
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
legs mcneil
Fotografia
Please Kill Me
gillian mccain
Wywiady
książka
Kultura
lata 70