molly matalon, jej mama i myspace

Młoda artystka zmieni sposób, w jaki postrzegasz kobiety.

tekst Emily Manning
|
30 Czerwiec 2015, 3:05pm

Nieważne, czy fotografuje swoich znajomych w studiu albo własną mamę w rodzinnych stronach, na przedmieściach południowej Florydy, zdjęcia Molly Matalon zawsze mają przepiękną kompozycję, a zarazem dużo charakteru. Molly studiowała w nowojorskiej szkole fotografii - New York's School of Visual Arts, gdzie jej mentorką była Kathy Ryan, szefowa działu fotografii w New York Times. Po ukończeniu szkoły w zeszłym roku pożegnała Brooklyn i powitała San Francisco, gdzie obecnie odkrywa całkiem nowe pokłady intymności wraz ze swoim przyjacielem, Damienem Maloney. Para fotografów wybiera się właśnie w podróż w ramach wspólnego projektu Olive Juice, a my zdążyliśmy spotkać się z Molly i porozmawiać o tym, jak tworzy pozytywny obraz własnego ciała i dlaczego selfie mają znaczenie.

Opowiedz nam o sobie.
Wychowałam się na południu Florydy, w Boca Raton i Delray Beach. Mieszkają tam głównie starzy ludzie, więc ja większość czasu spędzałam na koncertach punkowych i hardkorowych w Pompano lub Miami. Chciałam się zakumplować z ludźmi ze sceny hardkorowej, ale męskość jest tam bardzo głęboko zakorzeniona, więc zawsze czułam się trochę z boku, zresztą nadal tak trochę jest. Chodziłam na koncerty i robiłam zdjęcia kapelom, co potem przerodziło się w robienie zdjęć ludziom na ich profile na MySpace. Właśnie w ten sposób zaczęłam zajmować się fotografią.

Serio?
Ludzie zawsze gadają: „Zacząłem robić zdjęcia, bo mój dziadek podarował mi ten niesamowity vintage aparat". Bla bla, gówno prawda! Boca Raton to nadmorskie miasto, ale ja zawsze miałam straszne kompleksy na punkcie swojego ciała, więc nigdy nie chodziłam na plażę. Bujałam się po centrum handlowym, siedziałam na MySpace i chodziłam na koncerty punkowe. Jak o tym pomyślisz, to w sumie MySpace to był Tumblr przed Tumblrem. Teraz to tam jest większość zdjęć, ale mi wystartować pomógł właśnie MySpace.

Jak ważne jest dla ciebie środowisko kreatywne?
Jak dorastałam, to nie miałam wielu przyjaciół, a mimo to pojechałam do Nowego Jorku i zaczęłam chodzić do szkoły, gdzie wszyscy jarali się dokładnie tym, co ja. Poznałam ludzi, których interesowała podobna krytyka co mnie, więc jakoś naturalnie się zgraliśmy. Gdy ja robię zdjęcia ludziom z mojego środowiska kreatywnego lub gdy oni robią zdjęcia mi, to istnieje między nami niepisana współpraca. Wiemy, czego jedno oczekuje od drugiego i możemy też być ze sobą zupełnie szczerzy.

Skoro mowa o bliskości z tymi, których fotografujesz, opowiedz o swojej serii Mom.
Istnieje wiek, jakoś między 40-50 lat, w którym kobiety po prostu przestają być fotografowane, może dlatego, że społeczeństwo nie uważa ich już za seksowne. Moja mama jest właśnie w takim wieku i jak dorastałam, to właściwie nie było między nami żadnej więzi. Właśnie ta dynamika jest czymś, co mnie interesuje i co chcę przekazać w swoich zdjęciach: jak objawia się kobiecość na różnych stadiach życia i w różnych lokalizacjach oraz to, jakie istnieją między nami, kobietami, podobieństwa. To ciekawe doświadczenie, patrzeć na własną mamę z krytycznego, a nie emocjonalnego punktu widzenia. Nie interesują mnie zdjęcia rodziny, które są pasywne, w stylu „moja mama siedząca na łóżku". Ja nie posiadam z nią takiej relacji. Ona jest makijażystką i jest cholernie towarzyska, od zawsze zadawała się z ludźmi ze środowiska queer, jako że pracuje w świecie make-upu. Osobowość, którą widzicie na zdjęciach, to naprawdę ona. A robiąc jej zdjęcia, miałam okazję spędzić z nią więcej czasu i lepiej ją poznać, więc to umocniło nasze stosunki.

W jaki sposób ten projekt zainicjował inne?
Po tej serii zaczęłam pracować w studiu nad kolejnym, o tytule Babygirl. Odkrywając seksualność i kobiecość w ramach robienia zdjęć mojej mamie, zaczęłam zadawać sobie pytania: jak wygląda mój stosunek do własnego ciała i jak wyglądają moje doświadczenia z seksem? Jak postrzegam siebie jako kobietę? W konwencjonalnych kryteriach nie jestem chudą, atrakcyjną dziewczyną, a wiele interakcji, jakie przeżyłam z mężczyznami, polegały na tym, że oni próbowali się zdecydować, czy moje ciało im się podoba czy raczej nie. Chciałam więc przyjrzeć się seksualizacji „dziewczynki" [baby girl] i co ona oznacza dla ludzi, a także, w jaki sposób postrzegamy rzeczy przez pryzmat seksualności.

Ostatnio pojawiłaś się na zdjęciach Ryana McGinleya, na wystawie Yearbook. Znajomi non stop robią ci zdjęcia, czy czujesz się czasami bezbronna przed kamerą?
Uwielbiam być fotografowana. Z czasem, stałam się takim narcystycznym egomaniakiem i lubię, jak ktoś mi robi zdjęcia, ale myślę też, że to akurat dobrze. W całej historii kobietom, które wyglądają tak jak ja, raczej nie przydzielano w ogóle takiej roli, a jeśli już to robiły, to nie mogły się z tego cieszyć. W stylu: „jak śmiesz, gruba kobieto, czuć się swobodnie przed kamerą, spójrz tylko na siebie!" Ja lubię to wywracać do góry nogami.

Widziałam, że wrzuciłaś na swojego Tumblra posta o Kim Kardashian i jej albumie z selfie. Jako kobieta i fotografka, jakie są twoje odczucia? Czy selfie niszczą fotografię?
Ktoś w innym wywiadzie zapytał mnie, czy uważam, że moje portrety są celnym odzwierciedleniem osoby. Myślę, że portret nigdy nie będzie trafną reprezentacją osobowości, bo ktoś inny ten portret tworzy. To jest moja reprezentacja. To nie oni, tylko ja. I to dlatego selfie są ważne, bo każdy z nas mówi: „To jestem ja. Ja, nie w obiektywie kogoś innego". Nie sądzę, żeby Kim zależało, aby się uplasować w pierwszej setce albumów wszechczasów ze swoimi selfie. Nie sądzę, żeby próbowała zakomunikować coś poza: „jestem kobietą i właśnie tak myślę, że wyglądam". Ale to też jest ważne.

Nad czym obecnie pracujesz?
Ostatnio nie robiłam sobie samej zdjęć, ale bardziej skupiam się na ludziach i rzeczach dookoła mnie. Pracuję nad projektem o tytule Olive Juice razem z moim najlepszym przyjacielem, Damienem. Mamy cholernie bliską relację, która nie jest seksualna, więc dużo razem podróżujemy, robiąc sobie nawzajem zdjęcia i próbując dowiedzieć się, co może znaczyć intymność.

mollymatalon.com

Zobacz też: Kobieca intuicja w obiektywie Amandy Charchian.

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Molly Matalon

Tagged:
myspace
Wywiady
Kultura
Molly Matalon
kobiety