najbardziej odjechane momenty w historii couture

Od rewolucyjnych balerin Yves Saint Laurent, do najntisowych mega mutantów Thierry'ego Muglera. Oto ultraszybki kurs przez kolekcje, która ukształtowały modowe uniwersum.

tekst i-D Staff
|
09 Lipiec 2015, 3:53pm

Balety Rosyjskie YSL
Niewątpliwie to Yves Saint Laurent był pierwszym buntownikiem couture. Przejmując kierownictwo nad domem Diora od samego Monsieur Christiana, w jakże dojrzałym wieku 21 lat, Yves postawił świat wielkiej mody do góry nogami, śmiało przełamując skostniałe podwaliny. Na początek, zaaplikował Diorowi dawkę kontrkultury w 1957 roku, kiedy to do kolekcji couture zaczął wprowadzać dynamikę i różnorodność. Udowodnił, że jest mistrzem w zapożyczaniu elementów z obcych kultur i wynoszeniu ich na piedestał wielkiej mody, jak na przykład w przypadku afrykańskich stożkowych napierśników czy znalezisk z marokańskiego bazaru. Kolekcja pt. Russian Collection, wypuszczona w 1976 roku i zainspirowana kostiumami Léona Baksta dla zespołu baletowego Ballets Russes z początku XX wieku, jest jedną z najsłynniejszych indywidualnych kolekcji w historii mody i hołdem dla przepychu i zdobień, czyli tego, co stanowi couture.

Las Chanel autorstwa Karla Lagerfelda
Wprawdzie same kolekcje couture Chanel nie należą do najbardziej udziwnionych, ale na widok kreacji tego domu mody zawsze opada szczęka. Nie trzeba się aż tak cofać w czasie, bo wystarczy przenieść się wstecz o jedyne dwa lata, do kolekcji wiosna/lato 13, gdy to Karl Lagerfeld dosłownie stworzył las. Pokaz miał przywodzić na myśl XVIII-wieczny, niemiecki romantyzm i zrobił to w najbardziej dosadny sposób z możliwych, czyli za sprawą prawdziwego lasu w paryskim Grand Palais.

Mutanty Thierry'ego Muglera
Francuski renegat uwydatnionych ramion i ekstremalnie zwężonych talii w latach 80. zdefiniował modę jako hiperseksualną grę. Nieważne, czym się inspirował, czy to motylami, czy robotami, Mugler zawsze potrafił tchnąć w modelki jakieś dodatkowe życie, a teatralność jego pokazów utorowała drogę takim gigantom jak John Galiano czy Alexander McQueen. „Nie wierzę w naturalną modę", mówił projektant. „Idźmy na całość! Gorsety, push-upy, wszystko! Jak już robić, to na maksa". Thierry Mugler słowa dotrzymał, co widać było w kolekcji couture jesień/zima 97. Końcówka kolekcji wygląda tak, jakby projektant poddał Godzillę kompletnej urodowej i modowej transformacji. Niektórzy ludzie wyprzedzają czas, niektórzy zaś, jak Mugler, wyprzedzają własny gatunek. 

Christian Dior i Zło z Krainy Czarów
Żałobę po mistrzu Christianie Diorze bezpośrednio pomógł złagodzić Yves Saint Laurent, a Marc Bohan i Gianfranco Ferre pokierowali marką przez burzliwy schyłek XX wieku. Jednak to urodzony na Gibraltarze Galliano wprowadził dom mody w nowe milenium, nadając słowu „teatralność" nowe znaczenie. Kolekcja Galiano na sezon jesień/zima 06 to w skrócie Zło w Krainie Czarów, garden party z głośnikiem podkręconym na maksa. To kolekcja, gdzie renesans spotkał się z punk rockiem, na bujnym, acz dosyć niepokojącym, botanicznym tle. Modelki wyglądają, jakby nie mogły zdecydować, za kogo przebrać się na Halloween - za Joannę d'Arc, Królową Kier czy może za Siouxsie Sioux.

Debiut Alexandra McQueena w Givenchy
„Dajcie mi czas", powiedział Alexander McQueen, „a ja dam wam rewolucję". Wygląda na to, że projektant nie potrzebował go zbyt wiele, aby odcisnąć niezatarte piętno w świecie couture. Mimo że swą pierwszą kolekcję dla Givenchy określił jako „gównianą" (może naprawdę tak uważał, a może tylko podkręcał temperaturę), jedna rzecz jest pewna: dramatycznie zmieniła ona kierunek, w jakim podążało Givenchy. Przejmując stery od samego Galliano, wówczas 27-letni McQueen wprowadził do domu mody swoje mroczne fantazje, tym samym tworząc najbardziej niezapomniane momenty w historii marki. Wystarczy tylko spojrzeć na Naomi Campbell w złotych, baranich rogach.

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie z YouTube'a

Tagged:
couture
haute couture