rave i moda – jak to się zaczęło

Na początku lat 90. cały Berlin tańczył w ciuchach, które same wyglądały jak naćpane. Być może dlatego, że stworzył je ktoś naćpany.

tekst Lisa Riehl
|
13 Październik 2015, 3:58pm

Moda i muzyka idą w parze, każdy to wie. I nie mówimy tutaj jedynie o modowych metropoliach typu Nowy Jork i Londyn, ale także o Berlinie w latach 90. Muzyka inspiruje modę, kreuje subkultury, stanowi też natchnienie dla całego świata mody w momencie, kiedy subkultura staje się jego targetem.

W 1994 roku 2.5 mln młodych ludzi tańczyło na niemieckich (głównie berlińskich) rave'ach. Grupa ta kolektywnie dysponowała siłą nabywczą w postaci ok. 5 bln niemieckich marek. Spowodowali narodziny nowego stylu w modzie. Stylu przeznaczonego na imprezy i rave'y - mody, która miała wyróżnić ich z tańczącego tłumu.

„Ta moda wywodzi się z tańca", wspomina Frank Schütte, jedna z najbardziej znanych figur nocnego życia i mody w berlińskiej scenie techno lat 90., który ubierał imprezowiczów w swoją markę 3000. Obecnie Frank Schütte figuruje pod imieniem Frank Ford, wcześniej zaś tworzył ubrania, (nazywane przez niego techno krawiectwem) które miały jeden cel: wyróżnić z rave'ujących mas. Z projektantem mody Stefanem Loyem u boku, stworzył minispódniczki z plastikowych torebek, poliestrowe szlafroki i prowokujące nadruki na T-shirtach typu „Rich Bitch", „Spritzen" [spuszczać się] czy „Porn Star", a wtedy nadal było to coś mocno szokującego. Schütt, który nie bał się nosić absolutnie niczego - od kabaretek do Gaultier, szlifował swoje wczesne kolekcje w domowym zaciszu, bardzo często tripując na kwasie.

Rave'owcy stali się modową reinkarnacją dzieci kwiatów z lat 60. Otwarci na wszelkie modowe eksperymenty, jarali się tak samo przebierankami, co rozbieraniem się. Uniform prawdziwego rave'owca z lat 90. często był przedsięwzięciem polegającym na założeniu: „jak być jak najbardziej roznegliżowanym, a jednocześnie ubranym". To, co się nosiło, musiało obowiązkowo razić po oczach: neonowe kolory w połączeniu z pluszem, platformami i syntetycznymi materiałami. 

Rave'ujące dzieciaki, które miały kasę, wydawały ją w butikach takich jak np. Berlin's Groopies. Można tam było znaleźć amerykańskie marki np. Patricię Field. Tak, tę samą Patricię Field, która potem stała się znaną stylistką w Seksie w wielkim mieście. Kozaki z lakierowanej skóry i futrzaste torby regularnie przychodziły do stolicy Niemiec prosto z Nowego Jorku, Paryża, Tokio i Londynu. Idea za sklepem Wicked Garden była podobna, choć jego reputacja była nieco wyższa dzięki stałej „wyszukanej" klienteli w postaci prezenterów MTV i Vivy, a także DJów, jal Marusha. Moda z Londynu sprzedawała się równolegle z niemieckimi rave'owymi markami jak 3000 i Sabotage, przy czym ostatnia z nich wykorzystała nową technologię wplatania włókien ceramicznych w wełniane koszule, aby chronić wiecznie tańcującą klientelę przed przegrzaniem się.

Innymi markami odpowiedzialnymi za ubieranie kolorowych hord imprezowiczów z lat 90., było Panis & Hams, Asprial i Jörg Pfefferkorn. W połowie lat 90. ich świecące, modernistyczne kreacje z poliamidu trafiły na międzynarodowe wybiegi, windując krawiectwo techno w duchu „zrób to sam" do rangi paryskiego haute couture. Na parkietach zaczęło królować wszystko, co luźne, niedbałe, nieprzemyślane i zblazowane, jako stonowana odpowiedź na krzykliwą modę klubową. Tanie, funkcjonalne i wytrzymałe, w przeciwieństwie do cienkiego, kolorowego i drogiego. Trendy przychodzą i odchodzą i nawet subkultura techno nie potrafiła oprzeć się od temu najprostszemu prawu mody. Ludzie zaczęli nosić bluzy z kapturem (z logiem), dresowe spodnie (z trzema paskami) i jeansy (z wysokim stanem). 

W międzyczasie nawet Sabotage zaczął robić przyziemne ciuchy już bez włókien ceramicznych i opatrywać je znacznie wyższymi cenami. Jörg Pfefferkorn swą kreatywną energię przelał na modę biznesową. Schütte na dobre zniknął z Berlina, po tym, jak oszukał parę ważnych osób na parę ważnych sum. Traf chciał, że 10 lat później pojawił się na nowo w LA, już jako Frank Ford, nadal współpracując ze Stefanem Loyem, gdzie zaczął ubierać m.in. Britney Spears i Cher w ubrania wyglądające jak z kontenera PCK.

Czytaj też:  Berlin lat 90. w zdjęciach albo Potrzebujemy rave'ów z lat 90.                   

Kredyty


Tekst: Lisa Riehl 
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Tilman Brembs / Zeitmaschine.org
We współpracy z Converse

Tagged:
Berlin
rave
sabotage
niemcy
Kultura