jak to jest być billem murrayem?

Najlepsza impreza, na jakiej był? Jaki jest sekret życia? Jak to jest pracować z Wesem Andersonem? Odpowiada Bill Murray.

tekst Claire Le
|
22 Październik 2015, 9:44am

Gdy nie jest zajęty graniem w świątecznych produkcjach Sofii Coppoli, ulubieniec Wesa Andersona znajduje czasami chwilę, by odpowiedzieć na wasze pytania - tym razem zrobił to na portalu Reddit w ramach AMA [akronim od „Ask Me Anything", czyli „Zapytaj mnie, o co chcesz", przyp. tłum.] Promując swój najnowszy film Rock the Kasbah, który w Polsce będzie miał swą premierę 11 grudnia, Bill z typowym dla siebie poczuciem humoru odkrywa swe tajemnice. Oto, czego się dowiedzieliśmy:

O najlepszej imprezie, na jakiej był bez zaproszenia
„Wbiliśmy się na słynną imprezę o nazwie „subway party" w latach 70. To była wtedy największa impreza w Nowym Jorku. Nie dało się na nią wejść, samo superhermetyczne towarzystwo. Działo się to w na zamkniętej stacji metra i to było szaleństwo. Czuliśmy się tam jak kosmici, ale było fantastycznie. Ja jestem pełen empatii, gdy ludzie mówią do mnie głupie rzeczy. Z kolei, kiedy ja powiedziałem Andy'emu Warholowi: „kocham puszkę po zupie", on tylko spojrzał mnie i odparł: „Nie pasujesz tu". Ach, co to były za czasy".

O tym, jak to jest pracować z Wesem Andersonem
„Nie wiem, co ja wnoszę do filmów. Wnoszę to, co on napisze. Myślę, że dodałem mu odwagi i tępiłem ludzi, którzy się brzydko zachowywali na planie. Mówiłem mu, nie martw się tym, ja sprawię, że to ujęcie wyjdzie. Zawsze mamy razem dużo frajdy. On lubi dobrze żyć i dobrze jeść. Wynajmuje kucharza, ale to mniej więcej oznacza, że możesz pracować 18 godzin, od jakiejś 7:30, potem on chce jeszcze 3 kolejne sceny i okazuje się, że jesz obiad o północy. Jest super, ale czekasz tylko żeby się umyć i kręci ci się w głowie. Potem idziesz spać. Ja nie wnoszę nic do filmu, ale zapewniam dobre towarzystwo".

O reality show, w którym mógłby wystąpić
Flavor Of Love. Sam pomysł, że on miał, moim zdaniem może niekoniecznie najbardziej atrakcyjne kobiety świata, ale na pewno dobrze zbzikowane. Serio, naprawdę stuknięte. Poza tym rozważałbym Amazing Race. Takie show, który oglądałem w Paryżu, podobny do tego [Flavor of Love]. Oglądałem jeden odcinek, w którym ludzie musieli jak najszybciej dostać się na szczyt hotelu w Singapurze, odpowiadając na niemożliwe pytania. Oglądałem to tylko po to, żeby zobaczyć, jak ludzie się kompletnie załamują. Jak próbują odpowiadać i to ich kompletnie zabija. Ale Amazing Race wydawał się naprawdę fajny, bo zwiedza się dużo miejsc. Wychodzą przy okazji wszystkie twoje umiejętności. Zawsze powtarzam ludziom, jak chcą wziąć ślub, żeby najpierw odbyli podróż dookoła świata. Wtedy poznaje się ludzi lepiej. To taki test. Myślę, że Amazing Race byłby super".

O tym, co jest najlepsze i najgorsze w byciu Billem Murrayem
„Najgorsza rzecz, to gdy chcesz się przejść ulicą i popatrzeć na rzeczy tak, żeby nikt ci nie przeszkadzał. Szok bycia rozpoznawanym wyprowadza cię z miejsca, w którym chciałbyś się znaleźć. To obowiązek, non stop ktoś ci o tym przypomina. To jest dwustronna moneta. Tak bardzo, jak nie lubię jednej strony, to druga jest tą, która mnie ratuje".

O tym, jaki jest sekret życia„Jeśli ci powiem, że to wcale nie sekret, to zastanów się, co powiedziałeś. Wtedy się okażę, że ja nie umiem dotrzymać sekretu. Prawie mnie miałeś, ale ci się nie uda. Chyba że po paru drinkach".

Kredyty


Tekst: Claire Le
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie z Pinterest

Tagged:
bill murray
Wes Anderson
Kultura