skoro punk nie umiera, to jak się starzeje?

Pokolenie pierwszych punków jest już grubo po pięćdziesiątce, a do ich dyspozycji pozostaje cały arsenał technologii i produktów przeciw starzeniu. Jak więc ludzie, którzy w latach 70. zgodnie pokazali środkowy palec konformistycznemu ideałowi piękna...

|
09 Czerwiec 2015, 9:35am

Trudno dziś pojąć, jak bardzo punk raził w oczy konwencjonalne normy piękna. Hrabina Pasha du Valentine, 52 lata, obecnie artystka, mieszkająca w Brighton, wspomina swój ówczesny, punkowy look, na który składał się: wykręcony irokez, którego farbowała co tydzień, brytyjska flaga w kształcie pioruna, przeszywająca jej twarz, wyskubane brwi, podzielone na cztery części, czarnoczerwone usta, kolczyk w nosie, a także 7 kolejnych kolczyków w uchu, zazwyczaj połączone razem łańcuszkiem. „Bez wątpienia odrzucałam konwencje kobiecego piękna. Nienawidziłam całej pasywności statusu quo kobiecego wyglądu.", wspomina podłoże swojego punkowego manifestu. „Nie znosiłam normalności, braku wyobraźni i tego, że wszystko wygląda tak samo. A już najbardziej nienawidziłam braku kontroli... Cały ten look puchatego króliczka, krzyczący „chodź i weź mnie."

50-letnia dziś Gail Thibert, która grała na keyboardzie i śpiewaław chórkach punkowej kapeli Flowers in the Dustbin, również sprzeciwiała się konwencjonalności. „Nigdy nie czułam się jedną z tych 'normalnych' osób. Ja chciałam być inna. Czułam, że jestem inna".

Z kolei dla Karen Amsden, z kapeli Hagar the Womb, punk nie tyle stanowił odrzucenie normatywnego pojęcia piękna, co docenienie kobiet, które wyglądały inaczej. „Ja po prostu miałam inne pojęcie na temat tego, co jest piękne", mówi „chciałyśmy wyglądać jak te laski, bo chciałyśmy być artystkami, które mają niepowtarzalny look. Film Jubilee widziałam naście razy, głównie dlatego, że cholernie podobał mi się styl Jordan."

Celem było obalenie komercyjnej i szeroko pojętej wizji kobiecego piękna, a nie wyparcie się bycia kobietą. „Jeśli masz na myśli, że zatracałam własną kobiecość, poprzez to, że starałam się zniszczyć patriarchalny, czarnobiały sposób postrzegania płci - męski/damski, to tak, masz rację, robiłyśmy to", mówi Michelle Brigandage, 55 lat, właścicielka marki odzieżowej Sexy Hooligans i wokalistka w zespole Brigandage. „Nie umiem wytłumaczyć, jak dużo znaczyło przejście się po ulicy, gdzie zazwyczaj mężczyźni nie krępują się osądzać twojego wyglądu, a zamiast tego wzdrygali się z obrzydzeniem i zgrozą!"

Oczywiście tak śmiały manifest polityczny przychodzi stosunkowo łatwo, gdy jest się młodym, natomiast co dzieje się, kiedy zaczynasz się starzeć? „Gdy byłam młodą, punkrockową anarchofeministką, zawsze zarzekałam się, że zestarzeje się haniebnie.", tłumaczy Michelle.

Bez względu na to, czy jesteś, czy nie jesteś punkiem, to starzenie się bywa jednak ciężkie i częściej niż rzadziej, styl personalny ewoluuje wraz z biegiem lat. „Tak, przyznaję, zmiękłam na starość", przyznaje hrabina Countess Pasha du Valentine. „Nadal nosiłabym irokeza, gdybym tylko mogła. Jakoś rok temu miałam wygolony bok, ale nie pasowało mi to".

Natomiast Karen Amsden, zatoczyła pełne koło. W 1981 roku, jako 17-letnia członkini anarchofeministycznej kapeli Hagar the Womb, nosiła różnokolorowego irokeza, głównie w różowych, czerwonych, niebieskich i zielonych barwach. „zużywałam jedną całą puszkę sprayu do włosów na tydzień, żeby go usztywniać." Jednak wraz z rozpadem zespołu, jej styl i gust muzyczny stały się dużo bardziej konwencjonalne. Okres pomiędzy 22-46 rokiem życia określa jako „niezbyt punkowy". „Myślę, że większość osób, które poznałam w tym okresie, byłaby zdumiona moją anarchopunkową przeszłością." Jednak gdy kapela zeszła się po 27 latach, Karen na nowo odkryła w sobie punkowe korzenie, przechodząc ze stanu samozwańczej gospodyni domowej z dwójką dzieci i siwiejącymi włosami, do matki pracującej w punkowym zespole. Opowiada o tym, w jaki sposób „w wielu aspektach powróciła[m] do swego oryginalnego stylu, do sukienek rodem z lat 50., kolorowych włosów i make-upu. Myślę, że moje oryginalne korzenie zawsze gdzieś tam były, głęboko zakurzone przez 20 lat. Moment, w którym odkryłam je na nowo, był wielkim szokiem dla mojej rodziny.

Za to główna wokalistka kapeli Rubella Ballet - Zillah Minx, zupełnie nie złagodniała z wiekiem. Punkówą stała się w wieku 15 lat, w 1976 roku i farbowała wtedy włosy na blond za pomocą barwników spożywczych. Do dziś utrzymała swój kontrowersyjny wizerunek: „Nie, nie zmiękłam, wręcz jestem jeszcze bardziej zdeterminowana, aby utrzymać mój wygląd, jest przecież częścią mnie. Ja chcę wyglądać inaczej niż wszyscy, nie próbujcie mnie wciskać we wszechobecne niebieskie jeansy i trampki." Jednak, jak taki wizerunek ma się do rzeczywistości zatrudnienia w mainstreamowym społeczeństwie? „Większość punków jest na tyle roztropna, że stworzyli sobie własne możliwości - mają zespoły, marki ubraniowe, studia tatuażu, są fotografami itd.", tłumaczy Minx. „Odkąd mam 15 lat, utrzymałam swój punkowy wizerunek i tożsamość, przez cały czas bycia w zespole, a także pracy w warunkach mainstreamowych. Będąc punkówą z różowymi włosami, spotkałam i rozmawiałam z królową, podczas pracy w organizacji charytatywnej. Gdy przedstawiałam jej swych podopiecznych, nawet nie drgnęła jej powieka."

Zdaje się, że na punków i alternatywnych rockersów, którzy pozostają pod społeczną lupą, jak w przypadku Siouxsie Sioux czy Viv Albertine, nałożona jest duża presja, aby wyglądać młodo i świeżo, bez względu na to, jak to osiągną. Debbie Harry wyznała ostatnio gazecie The Telegraph, że przeszła kilka operacji plastycznych, ponieważ, jak stwierdziła „to wymóg pracy".

Można oczywiście argumentować, że operacje i wszelkie zastrzyki to przecież środkowy palec wymierzony naturze. Inni jednak mogą uznać, że się sprzedajesz i poddajesz konformistycznym ideałom piękna i młodości. „Mogę zrozumieć parę poprawek, jeśli sprawią, że będziesz czuć się lepiej", mówi Michelle Brigandage, która ma dosyć pobłażliwy stosunek do interwencji chirurgicznej. „Nie brałabym Botoxu pod uwagę, bo nie mam wielu zmarszczek, no i nie chcę mieć twarzy z kamienia! Moja koleżanka sobie zrobiła i jej cera rzeczywiście jest inna, bardziej miękka. Ale ona miała zmarszczki wokół ust i brody (ja też je mam), które są dziedziczne i cholernie upierdliwe, więc je wypełniła i wygląda teraz świetnie!"

„Punk polega na samoakceptacji, bez względu na kształt i rozmiar" mówi Gail Thibert, po czym dodaje: „hasło kapeli Flowers in the Dustbin brzmi - bycie brzydkim jest w porządku - i naprawdę, jest to w porządku. Punk przyciąga ludzi, którzy czują, że nie pasują do normy i to zazwyczaj ludzie, którzy mają jakieś cielesne defekty albo nietypowe sylwetki. Tutaj nikt ich nie ocenia, więc czują się bezpiecznie we własnej skórze."

„Punk rock to postawa, a nie styl," utrzymuje Michele Brigandage. „Lepiej być punkiem w sercu," konkluduje Gail Thibert. „Tak naprawdę, to wielu członków punkowych kapel nie wyglądała tak „punkowo", jak sami ich fani. Bardziej chodzi o podejście do życia i jeśli ktoś uważa, że aby być punkiem, to wystarczy założyć spodnie w kratkę i mieć irokeza, to niestety są ofiarami dyktatu mody, przeciw któremu właśnie punk się buntuje."

Zobacz jak dziś wyglądają australijskie panczury.

Kredyty


Tekst: Bethan Cole
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Rainer Theuer

Tagged:
punk rock
muzyka
anarchia
Kultura
feminizm
spoleczenstwo