Fotografia di Mitchell Sams per Marc Jacobs

dekadencka kolekcja marca jacobsa na wiosnę/lato 2018

Modelki w zupełnej ciszy zaprezentowały sztuczne futra, turbany i koralowe printy.

tekst Alice Newell-Hanson; tłumaczenie Kacper Kolęda
|
14 Wrzesień 2017, 3:52pm

Fotografia di Mitchell Sams per Marc Jacobs

Kiedy Marc Jacobs projektuje z myślą o swoich muzach takich jak panna Havisham, Edie Beales i Zsa Zsa Gabor, dzieje się coś magicznego.

To ekscentryczki, znane ze swojej mistycznej aury, skrywające coś melancholijnego albo nawet tragicznego – kobiety, które ledwo trzymały się w swoich wytwornych strojach (jak nieszczęsne aktorki z pokazu Jacobsa wiosna/lato 2016 w zamkniętym Ziegfeld Theater).

Podobnie jak modelki na ostatnim pokazie Jaobsa — ciche, odrealnione, z królewską gracją przechadzały się po pustej przestrzeni Park Avenue Armory.
W pokazie nie było muzyki — żaden dźwięk nie sugerował widzom, że znajdują się w tych samych egzotycznych lokacjach, co modelki z wybiegu.

Pierwsza część kolekcji przywoływała fantazyjną, górską garderobę. Widać było cytrynowe, nylony, półprzezroczyste PCV, syntetyczne materiały sportowe – niby praktyczne, ale zbyt przytłaczające, a do tego nałożone na jedwabne alladynki i cekinowe spódniczki.

Torebki także oscylowały między użytecznością a ekstrawagancją – od sportowych kolorowych nerek, po skórzane torby na ramię, które wymagałyby tragarza. Buty wykończono kunsztownymi, lśniącymi frędzlami, które głośno szeleściły. Modelki ciągnęły za sobą imponujące boa z błyszczących, sztucznych futer i imitacji piór.

Druga część podróży odbyła się – jak przypuszczamy – między Palm Springs w Kalifornii a włoskim Capri. Nutą przewodnią był styl Pucci z lat 60. – modelki miały na sobie ciemne rajstopy jak Veruschka i wirujące, koralowe printy. Kolekcja przywodziła na myśl Slima Aaronsa, jednak niedosłownie – pojawiało się też sporo współczesnych elementów: plastikowe klapki (wzbogacone o sztuczną biżuterię), nylonowe worki, satynowe dresy w paski.

Bella Hadid z namalowanymi kocimi oczami, w turbanie i pełnym kombinezonie narciarskim wyglądała jak księżniczka, przygotowana na pierwszy w życiu zjazd w St. Moritz. Turbany przygotował słynny brytyjski kapelusznik Stephen Jones (znany ze współpracy z m.in. Johnem Galliano i Comme des Garçons) – wszystkie oparte były o różne sploty szalika. Twórca upiął niektóre z nich kryształowymi szpilami.

Jak donoszą notki prasowe, inspiracją do stworzenia turbanów była „legendarna kreacja Kate na Gali Met", a także niedawny portret Sofii Coppoli z zakrytą głową

Kolekcja została zaprezentowana pod niejasnym tytułem „Somewhere" (Gdzieś). Granicę dzielącą fantazję od rzeczywistości celowo pozostawiono niedookreśloną. Same ubrania były jednak wystarczająco wymowne – stanowiły bramę do innego świata. W całkowitej ciszy można było usłyszeć ciche dzwonienie każdego szklanego koralika, uderzającego o podłogę.

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D.

Przeczytaj też:

Pucci z lat 60

Pucci z lat 60