The VICEChannels

      moda Felix Petty 19 maj 2017

      najgorsze i najdziwniejsze stylówki

      Książka „I Actually Wore This" stanowi zbiór żenujących opowieści o najbardziej obciachowych rzeczach, jakie kupiliśmy i nosiliśmy.

      najgorsze i najdziwniejsze stylówki najgorsze i najdziwniejsze stylówki najgorsze i najdziwniejsze stylówki

      Istnieje wiele różnych rodzajów książek modowych, od monografii największych projektantów i ekskluzywnych limitowanych edycji zinów fotograficznych, po najbardziej przyziemne poradniki dotyczące ubioru i ogólnego poglądu na modę.

      Poza tym jest też coś takiego, jak niezrozumiane arcydzieło Breta Eastona Ellisa, „Glamorama" - nowela, która przedstawiała modeli-terrorystów w świecie przypadkowej przemocy, morderstw i wyzysku.

      „I Actually Wore This" autorstwa Toma Colemana i fotografa Jerome'a Jakubca należy do zupełnie innego gatunku - jest to publikacja, która nie wpasowuje się z żadną z wymienionych kategorii.

      Wbrew temu, co obiecuje we wstępie, nie jest to książka, która nauczy cię, co należy założyć na obiad, w wakacje albo który sweter jest niezbędny w tym sezonie. Jest dużo bardziej uniwersalna. „I Actually Wore This" pokazuje z przymrużeniem oka coś, co wszyscy kiedyś zrobiliśmy przynajmniej raz, jeśli nie więcej.

      Jest to pójście do sklepu albo na wyprzedaż ciuchów i kupienie czegoś tak niedorzecznego, głupiego, brzydkiego lub nie w naszym stylu, że pozostało w szafie i prawie nigdy nie zostało założone.

      Jednak „I Actually Wore This" nie jest książką wyśmiewającą zły gust. Jest książką, która z przymrużeniem oka traktuje o typowej dla fashionistów zarozumiałości. Jak Ikar lecą zbyt blisko słońca i kupują niesamowicie drogie kurtki ze skóry krokodyla, czy dżelabę uszytą w Mediolanie z wełny merynosów. Książka zawiera jednak też dużo subtelniejsze wątki. Autorzy czerpią radość z umieszczania w niej wzmianek o średnio udanej koszuli, spodni o złym kolorze i wyprzedażach markowych rzeczy, które jednak trzeba było sobie odpuścić.

      Tom i Jerome znaleźli całą gromadę chętnych głupców - handlarzy sztuki, modeli, artystów i PR-owców - a potem ubrali ich w ich najbardziej żenujące ciuchy, kazali pozować do zdjęć i przekonali do podzielenia się historią o tych czerwonych, skórzanych kowbojkach.

      Przedstawiamy wam sześć naszych ulubionych historii z książki.

      Adam Green, muzyk, artysta, filmowiec z Brooklynu w Nowym Jorku
      „Amerykańscy farmerzy lubią zakładać ogrodniczki i czapki Johna Deere'a. Z drugiej strony, szwajcarscy farmerzy ubierają się w czarujące, dziergane koszule i szpiczaste wełniane czapki. Dowiedziałam się tego, kiedy mój zespół dawał koncerty w Szwajcarii.

      Dodatkowo w Szwajcarii odkryłem też likier Appenzeller. Jeśli kiedyś zobaczycie go w barze, zamówcie. Właściwie to zamówcie go bardzo dużo. To szwajcarska wersja Jägermeistera i jest niesamowita. Pewnego popołudnia, po sporej ilości tego trunku, mój przyjaciel Oskar zdecydował, że powinienem wbić się w swój prawdziwy, alpejski strój. Po chwili lawirowaliśmy po bocznych drogach Zurychu w poszukiwaniu otwartego w weekend sklepu z ciuchami.

      Znaleźliśmy otwarty „butik", który był dokładnie tym, czego szukaliśmy. Był absurdalnie osobliwy. Jeśli ktoś powiedziałby, że wszyscy ludzie w tym sklepie w nocy śpią w zegarze z kukułką, bez problemu byśmy uwierzyli. Kupiłem moją koszulą „edelweiss" i założyłem ją na koncert ku uciesze lokalnej publiczności.

      Przysięgałem, że będę chodził w tej koszuli gdy wrócę do domu. To się jednak nie stało. Wylądowała na dnie mojej szafy, gdzie znajdowała się dość długo. Pewnego dnia, kiedy robiliśmy z żoną wiosenne porządki, zdecydowała że to czas, żeby koszula nas opuściła. Błagałem ją, żeby pozwoliła mi ją zatrzymać. Zgodziła się pod warunkiem, że założę ją przynajmniej raz do roku. Tak więc teraz, raz na jakiś czas nadchodzi ten dziwny dzień, kiedy ubieram się jak szwajcarski farmer. Może w tym roku spróbuję wypożyczyć jakąś krowę".

      Elizabeth Cutler, współzałożycielka SoulCycle z Nowego Jorku
      „Kiedy zostajesz mamą, zaczynasz bardziej uważać na to, co zakładasz. Chcesz dawać dobry przykład i nie chcesz zawstydzać swoich dzieci czymś, o czym mówiłyby dwadzieścia lat później na terapii. Jeśli zakładam coś, czego nie jestem pewna, zadaję sobie pytanie czy moje mama by to włożyła. Odpowiedź to zazwyczaj „nie", więc pytam moją córkę. Jeśli w odpowiedzi dostaję przewracanie oczami, ciuch wraca do szafy.

      Koszulka, o której mowa, została kupiona bardziej jako żart. Widać na niej wiele różnych twarzy zjaranego Setha Rogena. Nie byłam pewna czy Seth czerpał ze sprzedaży tych koszulek jakieś profity, czy była to jakaś podróbka, co sprawiałoby, że noszenie jej byłoby czymś niebezpiecznym. Myślałam, że nadawała się do pracy. Wiesz, wydawałabym się kimś spoko. Jednak tylko kiedy wyszłam z domu, poczułam się bardzo niepewnie i ciągle naciągałam na nią sweter. Taką właśnie buntowniczką jestem.

      Jeden z moich kolegów zauważył koszulkę i powiedział mi, że widział ostatnio kogoś w legginsach z Jamesem Franco. Sprawiło to, że pomyślałam, że jestem częścią sprytnej kampanii marketingowej Pineapple Express".

      Gary Shteyngart, autor „Absurdistan" i „Super Sad"
      „Co innego mógłbyś założyć w latach 90. jako gospodarz eleganckiej imprezy z kawiorem w brooklyńskim mieszkaniu pełnym karaluchów?".

      Joey Jalleo, wicedyrektor Kultury i Komunikacji w Standard Hotels/właściciel The Boom Boom Room z Long Island w Nowym Jorku
      „Kiedy odwiedzasz Santa Fe, wierzę, że jesteś prawnie zobowiązany do zakupienia jednej z tych trzech rzeczy: kowbojek, turkusowej klamry do paska albo obrazu przedstawiającego wyjącego kojota, którego pewnego dnia sprzedasz na wyprzedaży garażowej. Ja zdecydowałem się na pierwszą opcję.

      Kowbojki były robione na zamówienie, ale nie dla mnie. Kupiłem je w sklepie z odzieżą z drugiej ręki. Nie widziałem nic więcej o tych butach, oprócz tego, że ktokolwiek miał je przede mną, miał stopy w dwóch róźnych rozmiach. Jeden z nich to amerykański rozmiar 9, a drugi 9,5.

      To sprawiło, że zacząłem wierzyć, że prawdopodobnie to dlatego specjalnie zamówił te buty. Życie poprzedniego właściciela było zapewne usłane odciskami i niepasującymi japonkami. Te buty były sposobem na celebrowanie tej okropnej przypadłości. Salutując byciu dumnym z dwóch różnych stóp, jednocześnie zostałem zmuszony do znalezienia sposobu na dopasowania większego buta. Kilka razy (z różnym skutkiem) próbowałem wypchać buta między innymi gazetą, folią i opakowaniem po Reese's Penaut Butter Cup. Ostatecznie wybrałem założenie jednej grubej, wełnianej skarpety. Było mi bardzo gorąco, ale działało.

      Zdecydowałem się zrezygnować z tych kowbojek, ale nie z powodu rozmiaru. Pewnego wieczora wyszedłem w nich z domu i przyjaciel zapytał mnie czy ukradłem je od Jon Benet Ramsey. Nigdy nie spojrzałem już na nie w ten sam sposób. Mogłem po prostu kupić klamrę do paska".

      Anabella Hochschild, pisarka z Nowego Jorku
      „Istnieje wyraźne rozróżnienie pomiędzy kostiumem kredki, a kredkową sukienką. Kostium zazwyczaj jest zapakowany w torebkę, zrobiony z cieniutkich włókien octanowych i ma kapelusz, który wygląda jak mały pachołek drogowy. Sukienka, z drugiej strony, wisi w sklepie na wieszaku, jest zrobiona z dopasowującej się, rakotwórczej pianki i może kosztować jakieś 10 dolarów. Jestem właścicielką tego drugiego.

      Kupiłam tę sukienkę w jednym z ostatnich sklepów w Nowym Jorku, które wydają się trochę niebezpieczne. Może organizują tam w weekendy walki psów w piwnicy albo sprzedają domowo wytwarzane LSD o nazwie Detergent Umysłu. Po prostu czujesz, że dzieje się tam coś podejrzanego. Przed właściwym zakupem sukienki odwiedziłam ten sklep kilka razy. Zawsze byłam trochę zachowawcza z nabywaniem tam czegokolwiek przez grupę groźnie wyglądających fajnych punkowych dzieciaków, które przesiadywały na rogu mojej ulicy w East Village i po cichu wszystkich oceniały. To nie byli byle jacy pozerzy z przedmieść, którzy odcinają sobie rękawy koszulek z Hollistera i jeżdżą na deskorolkach z Angry Birds. Ci kolesie to punkowcy z prawdziwego zdarzenia.

      Pierwszy raz, kiedy założyłam tę sukienkę skończył się dość ciężkim porankiem. Ptaki ćwierkały i śmieciarki huczały, kiedy zbliżałam się do swojego mieszkania. Gdy wyszłam zza rogu, ujrzałam ich. Próbowałam być jak najbardziej nonszalancka, jak to możliwe i po prostu przeszłam, ale złapałam kontakt wzrokowy z ich przywódcą. Miał na sobie koszulkę z Meat Puppets i roztaczał aurę wyższości. Skinęłam do niego głową, co miało wysłać komunikat: „Szanuję to kim jesteś i proszę, nie rób mi krzywdy". Wtedy on zjechał mnie wzrokiem od góry do dołu, podniósł swój styropianowy kubeczek z Dunkin' Donuts, uśmiechnął się i powiedział: „Czad".

      W tym momencie wiedziałam, że mnie polubili, na serio mnie polubili".

      Lee Potter, handlarka sztuki z Nowego Jorku
      „Pomarańczowy świetnie pasuje do Cheetosów, pachołków drogowych i Crocsów Mario Bataliego. Ja jednak nauczyłam się, że to nie jest najłatwiejszy kolor sukienki, jeśli nie jesteś Sofią Vergarą albo Żoną Hollywood.

      Kupiłam tę sukienkę na eleganckie przyjęcie pod krawatem. Normalnie założyłabym coś czarnego, ale z jakiegoś powodu uznałam, że chcę się wyróżnić. Mała czarna tym razem nie dla mnie. Założę coś kolorowego. Wiem, niezła ze mnie buntowniczka. Nikt nie powiedział nic negatywnego na temat tej sukienki wprost, ale ludzie pytali mnie czy byłam gdzieś przed przyjęciem albo czy idę gdzieś później. Zrozumiałam, że oczekują odpowiedzi na pytana - czy byłam na marchewkowych rodzinach Carrot Topa, czy może jednak na ślubie w stylu Halloween?

      Van Gogh podobno kiedyś powiedział, że pomarańczowy to kolor szaleństwa. W przypadku tej sukienki mogę przyznać się do chwilowej utraty rozumu".

      Książka „I Actually Wore This" ukazała się nakładem wydawnictwa Rizzoli i możecie dostać ją tutaj.

      Kredyty

      Tekst: Felix Petty

      Połącz się ze światem i-D! Polub nas na Facebook , śledź na Twitter i Instagram.

      Tematy:i actually wore this, clothes we can't believe we bought, rizzoli, tom coleman, jerome jakubiec, książka, kultura, moda

      comments powered by Disqus

      Dziś w i-D

      Załaduj więcej

      i-D poleca

      Dodatki