Reklama

jamie xx w teatrze

Olafur Eliasson i Jamie xx pomogli stworzyć wyjątkowy spektakl.

tekst Nadja Sayej
|
28 Listopad 2016, 4:20pm

„Tree of Codes" to wyjątkowa książka. W 2010 roku pisarz Jonathan Safran Foer stworzył ją, wycinając większość słów ze „Sklepów cynamonowych" Brunona Schulza. W ten sposób wykreował nową, abstrakcyjną historię. Książka z opowiadaniami zmieniła się w poezję z wieloma prostokątnymi dziurami na stronach. Wygląda jak kolaż złożony z wierszy w formie magnesów na lodówkę lub jak zagubione dadaistyczne arcydzieło.

Sześć lat po potraktowaniu stron „Tree of Codes" skalpelem, dzieło zostało przeniesione na deski w formie baletu. Choreografię stworzył brytyjski pionier tańca, Wayne McGregor, muzykę skomponował Jamie xx, a za psychodeliczną scenografię odpowiada duńsko-islandzki artysta, Olafur Eliasson. Eliasson pokazywał swoje prace wszędzie, od weneckiego biennale po Tate Modern i Wersal. Jego dzieła łączą architekturę i sztukę piękną, rzeźbę i środowisko. Stworzył takie projekty, jak Little Sun, które zajmuje się dystrybucją małych, zasilanych energią słoneczną lampek w krajach z utrudnionym dostępem do elektryczności (np. w Etiopii).

Według Eliassona balet nie jest bezpośrednim odzwierciedleniem książki, ale interpretacją. 15 tancerzy i tancerek wiruje i błądzi po wizualnej koncepcji, aby „odzwierciedlić strukturalne aspekty książki". Jak większość z nas, artysta zaczął od postawienia sobie pytania: w jaki sposób można zmienić tak abstrakcyjną książkę w balet? „Zastanawiałem się, jak przenieść tekst w przestrzeń", powiedział Eliasson. „Tekst zajmuje już przestrzeń. Nigdy nie jest dwuwymiarowym tworem z czarnego tuszu. Jest na pewien sposób strukturalny".

Eliasson chciał odzwierciedlić koncepcję Foera i skorzystać z podobnej metody. „Jonathan stworzył książkę nie przed dodawanie elementów, ale ich usuwanie. Jak więc stworzyć coś w ten sposób?", zapytał. „Książka stała się platformą, na której opiera się nasze dzieło. To nie ilustracja tekstu. Spektakl stał się autentycznym, kreatywnym dziełem".

Wszystko zaczęło się w zeszłym roku na Manchester International Festival, gdy reżyser Alex Poots — wielbiciel interdyscyplinarnych projektów artystycznych — zapoznał Eliassona z McGregorem i Jamiem xx. Po jego sugestii trio połączyło siły i stworzyło balet, którego premiera odbyła się w zeszłym roku w Manchesterze. Show odniósł sukces, a kolejne spektakle odbędą się w paryskiej operze (3-23 lutego), londyńskim Sadlers Wells Theatre (4-11 marca), a także w duńskim Aarhus, które w 2017 będzie dzierżyć tytuł Europejskiej Stolicy Kultury (27-29 kwietnia).

Sukces przedsięwzięcia zaskoczył Eliassona, ponieważ taniec współczesny nie jest powszechnie uważany za formę sztuki ani wyjątkowo popularny. „Można powiedzieć, że tak samo jest ze sztuką", sugeruje. „Podoba mi się pomysł połączenia współczesnego baletu z popularną muzyką, ich współdziałanie". W recenzjach teatralnych skrytykowano przedstawienie za brak struktury narracyjnej i emocji. Eliasson powiedział, że dzieło właściwie opiera się na emocjach, chociaż bardziej w sposób, który można porównać do kolorowych pól z obrazów Marka Rothko. „To dzieło nie jest dialogiem między mną, Jamiem i McGregorem, bo to ograniczyłoby nas do języka", mówi. „Chodziło bardziej o uczucia; rzeczy, które ciężko wyrazić słowami, ale które po prostu się czuje".

Eliasson chciał wypełnić przepaść między tańcem i muzyką za pomocą abstrakcyjnego podejścia. „Jako artysta mogłem wypełnić wielką przestrzeń", powiedział. „Z jednej strony to była ciężka praca, ale z drugiej strony była też trochę nieprzewidywalna. Zaprezentowałem pół koncepcji, drugie pół stworzył McGregor, a Jamie przyniósł szkice. Połączyliśmy to wszystko i rozwijaliśmy dalej".

Muzyka Jamiego xx nadała spektaklowi wyjątkową atmosferę, włączając w nią pewien element stylu The xx, który Eliasson uwielbia. „To nie ja słucham muzyki, to jakby ona słuchała mnie", mówi. „To kluczowe, szczególnie w czasach marginalizacji, Brexitu, Trumpa i uchodźców, radykalizacji i ekstremizmu. Tak wielu ludzi nie zostaje wysłuchanych. Kulturowy kapitał stanowi umiejętność słuchania ludzi, których się wykorzystuje i marginalizuje. W ten sposób Jamie, Wayne i ja staramy się kogoś poruszyć".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Scenografia Eliassona na początku jest czarną salą z jasnymi, białymi żarówkami, wirującymi jak świetliki. Powoli na scenę wkracza kolorowe światło, które zalewa ją jak kojący wschód słońca, a potem zmienia się w coś nieziemskiego. Zachwycająca, vintage'owa paleta barw pokrywa tancerzy, którzy są skąpani w różnych odcieniach zielonego, niebieskiego i pomarańczowego. Przestrzeń pełna luster jest utrzymana w klimacie lat 50. „Podoba mi się ten ekspresjonizm, tancerzy widać jednocześnie z przodu i tyłu", powiedział. „Zdekonstruowane i naturalne ruchy ciała stają się nieprzewidywalne".

Koło i półksiężyc są stałymi motywami przewijającymi się w spektaklu, co sugeruje, że scenografa inspirowały planety i ich naturalne satelity. „Pytania atmosferyczne są kluczowe", twierdzi Eliasson. „W rzeczywistości jesteśmy zawieszeni, wahamy się pomiędzy tym, co jest prawdziwe, a co nie jest. Nie interesują mnie teorie socjologiczne, ja dekonstruuję i tworzę".

Kolejną inspiracją były nauki ścisłe, a dokładniej pryzmat, który rozszczepia białe światło i pokazuje tęczę (jak na okładce „Dark Side of the Moon" Pink Floyd). „Dzięki pryzmatowi można sprawić, że niewidzialne staje się widzialne. Widać coś, czego nie ma, dzięki soczewce możemy to zobaczyć", wyjaśnia Eliasson. „Zyskujemy nową perspektywę, szczególnie gdy jednocześnie widzimy soczewkę oraz obraz, który tworzy. To, co wydaje nam się realne, traktujemy jako pewnik".

W „Tree of Codes" sztuka wykracza poza scenę i wstępuje na widownię. Każdy, kto wejdzie do teatru, staje się częścią scenografii — cienie widzów widać na kolorowych ścianach. „Chodzi o siłę tłumu", mówi. „Trzeba bardziej docenić rolę widowni w systemach państwowych, takich jak teatr. Oni nie są konsumentami, ale producentami".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Nadja Sayej