portrety outsiderów

Nosiła po trzy pary okularów, była niezwykle piękna i rysowała skłotersów kredkami we wszystkich możliwych kolorach — poznajcie twórczość Jo Brocklehurst.

tekst Alice Newell-Hanson
|
08 Luty 2017, 3:30pm

Jo Brocklehurst zapisała się do najbardziej prestiżowej szkoły artystycznej Londynu — Central Saint Martins — gdy miała zaledwie 14 lat i świeżo co ukończyła dziewczęcą szkołę z internatem. „To było w 1949 roku, załapała się chyba na eksperymentalny program", wyjaśnia Olivia Ahmad, kuratorka House of Illustration. „Wyraźnie widać, że była nieprzeciętnie utalentowana jak na swój wiek".

Brocklehurst uczyła się rysunku anatomicznego od legendarnej ilustratorki modowej, Elizabeth Suter, która często przyprowadzała ekscentrycznie ubranych performerów, pozujących dla studentów. Ahmad stwierdziła, że z pewnością wpłynęło to na Brocklehurst. Po ukończeniu szkoły zaczęła tworzyć ilustracje dla magazynów modowych (a sama nawet gościnnie wykładała na CSM), ale to jej rysunki kontrkulturowych dzieciaków z lat 70., 80. i 90. zdefiniowały jej twórczość.

Wystawa „Jo Brocklehurst: Nobodies and Somebodies" pokazuje zaledwie ułamek jej twórczości. To pierwsza indywidualna wystawa jej prac od czasu śmierci Jo w 2006 roku. Kuratorkami zostały Ahmad i Isabelle Bricknall, przyjaciółka i muza artystki. Wystawa skupia się na osobistych pracach Brocklehurst: genialnych rysunkach punków ze skłotów z kolorowymi irokezami, dziko wystrojonych członków nurtu new romantic i odzianych w lateks bywalców fetyszystycznych, nowojorskich klubów.

Sama Jo nie była punkówą. Większość życia spędziła w okolicach West Hampstead, jeździła wszędzie rowerem i zapraszała członków anarchistycznej grupy Puppy Collective na herbatkę (i portrety), bo wprowadzili się do posiadłości w okolicy. To właśnie spotkanie z nowymi sąsiadami na Westbere Road zainteresowało ją w późnych latach 70. i skłoniło ją do wejścia w wir nowych subkultur Londynu.

Czerpiąc inspiracje z życia codziennego, klubów i własnego salonu, Jo wypełniała szkicowniki bogato zdobionymi ilustracjami scenek z życia nocnego. Rysowała je kredkami świecowymi. Miała oko do detali — odwzorowywała przypinki i ćwieki na skórzanej kurtce punka oraz ognisty cień na powiekach drag queen. Interesowała ją jednak nie tylko estetyka. „Mówiła, że nie chodziło o same ubrania", wyjaśnia Ahmad. „To nie tylko antropologia. Czuła empatię do outsiderów".

W wywiadach przyjaciele Brocklehurst spekulowali, że być może artystka identyfikowała się z ludźmi, którzy żyli poza kulturowymi normami, bo sama czuła się jak outsider. „Urodziła się w latach 30., była w połowie Angielką, w połowie Lankijką i spotykała się z uprzedzeniami z tego powodu", mówi Ahmad. Mimo zachwycającej urody i stylu (który jej przyjaciele podkreślają w wywiadach), Jo udało się zachować pewną dozę tajemniczości. Czasem nosiła na głowie po kilka par okularów korekcyjnych i przeciwsłonecznych, a w latach 70., 80. i 90. prawie nie rozstawała się z blond peruką, ukrywającą jej ciemne włosy, zupełnie jakby była w przebraniu.

W 1980 roku cztery prace Jo (rysunki punków, gothów i new romantics) pojawiły się na przełomowej wystawie „Women's Images of Men" w ICA w Londynie. „To zwróciło na nią uwagę", mówi Ahmad. Feministyczny magazyn Spare Rib napisał, że „przebiła się przez stereotypy macho i wypełniła swoje prace humorem". Na fali tego sukcesu Brocklehurst w 1983 roku zorganizowała pierwszą indywidualną ekspozycję w londyńskiej galerii Francis Kyle, a jeszcze w tym samym roku zaprezentowała się także w galerii Leo Castelliego w Nowym Jorku. „Mimo wszystko potrafiła być bezkompromisowa", mówi Ahmad. Nie chciała ciągle produkować tych samych punkowych portretów, których oczekiwali ludzie. Zamiast tego podróżowała, eksperymentowała i rozwijała swój styl. W latach 90. chadzała do londyńskich klubów, takich jak fetyszystyczny Torture Garden, gdzie uwieczniła miłośników skóry i lateksu oraz dzieciaki z CSM, które w weekendy chwaliły się tam swoimi ekstremalnymi kreacjami.

Od czasu śmierci Jo jej prace nie były pokazywane szerszej publiczności. Zaledwie jedno jej dzieło znajduje się w publicznej kolekcji (Muzeum Wiktorii i Alberta), a za życia sprzedała ich niewiele. Większość jej rysunków pozostaje w posiadaniu rodziny. „Była niesamowicie płodną artystką", mówi Ahmad, „ale część jej prac zaginęła. To dość tajemnicze. Dzieła składające się na tę wystawę to zaledwie wierzchołek góry lodowej". Ale nawet ta mała próbka jest „wyjątkowym świadectwem w formie rysunku", żywym, osobistym i kobiecym spojrzeniem na punków.

„Jo Brocklehurst: Nobodies and Somebodies" można podziwiać w londyńskim House of Illustration do 14 maja.

houseofillustration.org.uk

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Alice Newell-Hanson
Ilustracje dzięki uprzejmości Estate of Jo Bocklehurst

Tagged:
Kultura
Jo Brocklehurst
rysunek
ilustracja
house of illustration
kredki