nieznane piosenki lany del rey

Zanim artystka stała się Laną Del Rey, którą znamy i kochamy, nagrywała jako May Jailer i Lizzy Grant. Posłuchajcie jej muzycznych eksperymentów.

tekst Isabelle Hellyer
|
21 Kwiecień 2017, 6:50am

12 lat temu 20-letnia Lana Del Rey wzięła do ręki gitarę, nauczyła się czterech akordów i ruszyła do studia. Wtedy była znana jako May Jailer. Pod tym pseudonimem nagrała dwie EP-ki, „Young Like Me" i „From the End" oraz LP „Sirens". Żaden z tych albumów nie doczekał się wydania przez wytwórnię, ale to nie znaczyło, że Lana — to znaczy May — się podda. W 2007 roku nagrała demo „No Kung Fu", aby zachęcić producentów do wydania jej pierwszego albumu studyjnego. Zainteresował się nią David Kahne, który wcześniej pracował z The Strokes i New Order. Wtedy zmieniła już pseudonim na Lizzy Grant (bo naprawdę nazywa się Elizabeth Grant) i podpisała kontrakt — chociaż jeszcze nie ten, który zapewnił jej sławę.

David i Lizzy nagrali w 2008 roku EP-kę „Kill Kill", a w 2010 roku LP „Lana Del Ray A.K.A. Lizzy Grant" (później zmieniła pisownię na Del Rey). Druga pozycja zdobyła trochę rozgłosu — Huffington Post nazwał ją „zdecydowanie antygatunkową", co po 7 latach nadal brzmi aktualnie. Rok później podpisała kontrakt z Interscope i Polydor, a reszta przeszła już do historii.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Niedawno w sieci pojawiło się niemal 200 piosenek Lany, które nigdy nie zostały oficjalnie wydane, od demówek May Jailer po improwizacje ze studia, które nie przerodziły się w dopracowane kawałki. Jej nieoficjalna „dyskografia" jest obszerniejsza, niż ta oficjalna. Jeśli ktoś myśli, że Lana robi wszystko na jedno kopyto, to stylistyczne zróżnicowanie tych utworów udowodni mu, że to nieprawda — od eskperymentów z hip-hopem, jak „St Tropez" i „Live or Die" po inspirowane EDM „Ride Or Die". Nieważne pod jakim pseudonimem nagrywała i w konwencji jakiego gatunku — te kawałki pasują do Lany, którą znamy. Zawsze miała wizję, a teraz wreszcie może ją realizować na wielkiej scenie.

„Śpiewałam na Brooklynie od 17 roku życia i nikogo w branży to nie obchodziło. Nic się od tamtej pory nie zmieniłam, a jednak wszystko nagle obraca się na moją korzyść", powiedziała Pitchforkowi w 2011 roku. W zeszłym tygodniu Lana zaprezentowała okładkę swojego piątego albumu, „Lust for Life". Ma jeszcze wiele do zaoferowania, ale wróćmy do tego, co już nam dała do tej pory.

„Birda of a Feather", 2005 rok
Jako May Jailer śpiewała głównie o tych samych rzeczach, co teraz: uzależnieniu, miłości i złamanym sercu, ale nie pisała jeszcze tekstów pełnych zachodów słońca, ulic, Hollywood i Chateau Marmont. „Birds of a Feather" to ostatnia piosenka z „Sirens". Warto na nią zwrócić uwagę chociażby ze względu na wykorzystanie auto-tune w stylu „Believe" Cher, czego nie słyszeliśmy u Lany nigdy więcej. Za to zrobiła karierę pisząc podobne teksty o miłości i ludziach, którzy zmienili jej życie.

„Jimmy Gnecco", 2007 rok
To oda do amerykańskiego muzyka (i według plotek byłego chłopaka Lany), Jimmy'ego Gnecco. Piosenka pochodzi z taśmy demo „No Kung Fu". To piękna — i żywiołowa jak na Lanę — piosenka prezentująca jej wysoki, lekko zasapany wokal. Teraz wybiera raczej wolniejsze ballady, ale jak słychać z łatwością radzi sobie z szybką synkopą „Jimmy'ego Gnecco".

„Get Drunk", 2007 rok
Kolejna piosenka z „No Kung Fu" pokazuje Lanę w roli mściwej kobiety, a nie chorej z miłości, zakochanej na zabój dziewczyny. Jak w większości piosenek z tego dema, „Get Drunk" wpasowuje się w naturalną skalę głosu Lany, a nie wyższe tony, którymi śpiewała przez większość „Born to Die". Dzięki temu teksty takie jak: „I jak ci się teraz podobam?" zadają dotkliwszy cios. Czyż nie miło usłyszeć Lanę w nieco wredniejszym wydaniu?

„Yayo", 2007 rok
Lana nagrała kilka różnych wersji tej piosenki, ale naszą ulubioną jest chyba ta z występu na żywo, która najlepiej prezentuje jej wokale (pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy twierdzą że piosenkarka nie daje rady na scenie). Drżąca, emocjonalna i utrzymana lekko w klimacie country piosenka przywodzi na myśl Twiggy, gdy była piosenkarką country.

„Disco", 2007 rok
„Disco" jest jednym z najlepszych i najdojrzalszych kawałków z archiwum Lany. Pokazuje nam kolejną wizję tego, jak mogła wyglądać jej kariera, gdyby została przy gitarze. Piosenka w stylu Bonniego „Prince'a" Billy'ego prezentuje potencjał Lany jako folkowej gwiazdy. Zamiast tego postanowiła jednak zostać najbardziej tajemniczą gwiazdą popu.

„Kill Kill", 2007 rok
Przemycenie tej piosenki na naszą listę jest małym oszustwem, bo znalazła się na pierwszym albumie studyjnym, „Lana Del Ray A.K.A. Lizzy Grant". Jest jednak zbyt dziwna i wspaniała, żeby o niej nie wspomnieć. Zaczyna się przerażająco, a potem zmienia się w bardziej tropikalny kawałek w hawajskim klimacie. Lana w typowym dla siebie stylu połączyła kilka gatunków.

„Put Me In A Movie", 2007 rok
Oczywiście istnieje kilka wersji tej piosenki. Na „No Kung Fu" znajduje się wersja akustyczna, z kolei bardziej dopracowana instrumentalnie pochodzi z „Lana Del Ray A.K.A. Lizzy Grant". To dobry przykład przeplatania się jej tekstów z różnych piosenek: frazę „Lights, Camera, Action" usłyszycie także w „Heavy Hitter" i „High By the Beach".

„Heavy Hitter", 2009 rok
Lana spędziła większość roku 2009 między studiami w Nowym Jorku i starała się doszlifować swoje charakterystyczne brzmienie z różnymi producentami. „Heavy Hitter" (nagrane z hiphopowym producentem Blockheadem) pod kątem tekstu to klasyczna Lana. Chociaż Blockhead nie był zadowolony z efektu, szanuje Lanę jako artystkę. Po krytykowanym występie w programie SNL napisał długi wpis w jej obronie. „Gwoli ścisłości — wszyscy krytycy twierdzący, że [Lana] jest tylko popową gwiazdką, stworzoną przez machinę, gadają bzdury. Chociaż nie da się wyeliminować biznesu z tworzenia popowej gwiazdy, korzenie tego wszystkiego pochodzą z wnętrza Lizzy Grant". Analizując skarbiec jej starszych materiałów musimy przyznać mu rację.

„Maha Maha", 2009 rok
Nowojorska producentka Princess Superstar mówi, że pracowała z Laną nad tym kawałkiem w 2009 roku. Chociaż „Maha Maha" nie jest typowym, niewydanym kawałkiem Lany, pokazuje jej wszechstronność. Zamiast czerpać z mrocznych, noirowych, jazzowych dźwięków, ten kawałek opiera się na samplu z Bollywood — i brzmi świetnie.

„Kinda Outta Luck", 2010 rok
Lana zamieściła ten kawałek i domowej roboty teledysk na YouTube mniej więcej w tym samym czasie, co „Video Games". Druga piosenka stała się hitem i przyćmiła „Kinda Outta Luck", a szkoda, bo również zasługuje na uznanie. Przypomina „Chick Habit" April March i dotyczy podobnego tematu — to kolejna historia o kochanku, który źle kończy.

„You Can Be The Boss", 2010 rok
Tak jak w przypadku „Kinda Outta Luck" Lana zamieściła tę piosenkę na YouTube w 2010 roku, zanim stała się wielką gwiazdą rok później. Według plotek kawałek prawie dostał się na „Born to Die", co brzmi całkiem sensownie. W piosence Lana trzyma się typowo amerykańskiego motywu, który tak urozmaicił album. Sama piosenkarka nadal lubi ten utwór i śpiewała go na żywo podczas trasy koncertowej Endless Summer.

Przeczytaj też:

Kredyty


Zdjęcie: Chuck Grant via Wikia

Tagged:
lana del rey
Lizzie Grant
May Jailer