Reklama

realia pracy czarnoskórych modelek w świecie mody

„Powiedziano mi, że czarne modelki wyglądają albo jakby ktoś je wyciągnął z afrykańskiej wioski, albo jak biała modelka zanurzona w czekoladzie”.

tekst Tish Weinstock
|
06 Luty 2017, 4:35pm

Ebonee Davis od zawsze marzyła o karierze modelki. Co więcej, chciała być supermodelką, tak jak wysokie i szczupłe, niebieskookie blond piękności, które widziała na bilbordach i w telewizji. Urodzona i wychowana w Seattle, po ukończeniu nauki w liceum podążyła za marzeniami i wyjechała do Nowego Jorku. Powiedziano jej wtedy, że czarnoskóre modelki muszą dostosować się do eurocentrycznych standardów piękna, czyli mieć proste włosy z przedziałkiem pośrodku, albo mają uosabiać zachodnie wyobrażenie egzotyczności. Przede wszystkim musiały być „odpowiednim" rodzajem czarnych, bo w innym przypadku mogą pożegnać się z karierą. Davis robiła tak, jak jej kazano do momentu, w którym nie potrafiła już dalej działać na tych warunkach. Właśnie wtedy porzuciła doczepy i pokazała swoje naturalne włosy.

Minęły dwa lata i ma już za sobą dwie kampanie dla Calvina Kleina, pojawiła się w krótkim filmie dla L'Oreal, a także zadebiutowała na wybiegu w kolekcji Yeezy wiosna/lato 17. Wywołała spore wrażenie, kiedy w ubiegłe lato opublikowała otwarty list, zwracając się do branży modowej. Błagała w nim projektantów, agentów, makijażystów i magazyny, by zmienili swoje podejście w kwestii otwarcia i poczucia kulturowej odpowiedzialności. Z modelką, która stała się aktywistką, rozmawiamy o modzie, różnorodności i o tym, jak pozostać sobą. Czekamy też na jej pierwszy występ na konferencji TED.

Kto był twoim wzorem do naśladowania, gdy dorastałaś?
Nie wiem, czy miałam kogoś do naśladowania w branży modowej. Jedyne rozpoznawalne czarnoskóre modelki, jakie pamiętam z dzieciństwa to Tyra Banks oraz Naomi Campbell. Nie mogłam się z nimi utożsamiać. Wyglądały jak Barbie ludzkich rozmiarów, a ja miałam burzę loków na głowie i brązowe oczy. Bardziej przemawiali do mnie muzycy R&B i raperzy. Od zawsze podziwiałam to, jak szczery był Tupac i jak wykorzystywał swoją pozycję, by mówić o społecznej sprawiedliwości. Z tych samych powodów kocham Lauryn Hill. Zdecydowanie oni są moimi wzorami do naśladowania.

Jak traktowałaś swój wygląd w okresie dorastania i jak zmieniło się twoje podejście na przestrzeni lat?
Jako dziecko spędzałam godziny, patrząc na siebie i myśląc, o tym, jak pięknie wyglądałabym, gdyby moje oczy były niebieskie lub zielone, albo gdyby moje usta i nos były trochę mniejsze a włosy dłuższe. Nienawidziłam tego, jak wyglądałam. Przez lata wydałam tysiące dolarów w salonach, prostując włosy, a kolejne tysiące na doczepy, żeby fryzura wyglądała na pełniejszą i dłuższą. Teraz jestem dumna z tego, kim jestem oraz jak wyglądam i nie mam problemu z mówieniem o tym. Zrozumiałam, że piękna nie da się zdefiniować.

Co jest najbardziej ekscytujące w pracy w branży modowej?
Cieszę się za każdym razem, gdy mam okazję, by burzyć mentalne mury albo kiedy osiągam coś, co wpajano mi jako niemożliwe do zrobienia.

Jakie wydarzenie z twojej kariery zapadło ci najbardziej w pamięć?
Kiedy zobaczyłam siebie w Soho [dzielnica Nowego Jorku] na bilbordzie kampanii Calvina Kleina, kilka miesięcy po tym, jak moi agenci powiedzieli, że nigdy nie dostanę pracy, jeśli będę miała naturalne włosy.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Kiedy zaczęłaś pracę modelki, musiałaś dostosować się do standardu piękności prezentowanego w branży. Jakie to uczucie, kiedy musisz maskować to, kim jesteś?
Powiedziano mi, że jedyne czarnoskóre modelki w branży wyglądają, jakby ktoś je wyciągnął z odległej, afrykańskiej wioski, albo jak białe modelki zanurzone w czekoladzie. Chciałam pracować, więc się dostosowałam. To słowo może sugerować, że miałam jakiś wybór. Prawda jest taka, że wtedy nie było alternatywy. Albo wyprostuję włosy, albo nie dostanę pracy. Takie okazały się realia.

Co skłoniło cię do napisania otwartego listu po roku?
W dzień, w którym policja zamordowała Altona Sterlinga, wróciłam do domu i napisałam list do branży modowej, podkreślając obowiązek, jaki ciąży na mediach, by pomagać zmieniać postrzeganie czarnoskórych ludzi. Nie mogłam dłużej pozostawać cicho i zdałam sobie sprawę, że samo przetrwanie to za mało. Taki sam brak docenienia życia czarnych osób i odrzucenie postrzegania nas jako równorzędnych wpływa na wykluczenie z mody i powoduje, że czarnoskóre kobiety i mężczyźni są zabijani na ulicy.

Jakie pozytywne zmiany masz nadzieję zobaczyć w branży?
Brak wykluczania, zrozumienie i nieustanne dążenie do tworzenia obrazu, który reprezentuje wszystkich ludzi. Mam nadzieję zobaczyć więcej różnokolorowych modeli i modelek reprezentowanych przez agencje, a także więcej takich osób w magazynach i pokazach mody wysokiej. Chcę widzieć więcej ludzi o innym odcieniu skóry na wybiegach. Chcę, by branża modowa odzwierciedlała to, jak faktycznie wygląda amerykańskie społeczeństwo.

Różnorodność stała się częścią kulturowej dyskusji bardziej niż kiedykolwiek. Dlaczego? Co o tym myślisz?
Ludzie są już gotowi na zmianę. Zauważyłam spore przemiany, kiedy Instagram stał się popularny. Ludzie w branży zdali sobie sprawę z siły, jaką daje zatrudnianie ludzi reprezentujących szerszą definicję piękna. Na dyskusję wpływa też obecny stan demokracji. Ludzie są bardziej otwarci na tego typu rozmowy, nie ma sensu tego nie robić.

Czy istnieje niebezpieczeństwo tego, że różnorodność może stać się trendem, czymś fajnym, co wielkie marki wykorzystają tylko dla prywatnego zysku? Czy taki stan rzeczy nie odbiera pierwotnego sensu całej inicjatywie?
Czasami obawiam się, że czarnoskóre osoby są traktowane jak maszynki do zarabiania pieniędzy. Amerykańska kultura to czarna kultura. Tworzymy większość tego, co staje się mainstreamem i często nasze idee i talent są eksploatowane, zwłaszcza dlatego, że nie mamy takich samych zasobów i siły przebicia jak potężne marki i korporacje. Myślę, że postrzega się nas w kategorii wartości do spieniężenia, a nie wartości, jaką stanowimy jako ludzie. To tworzy u mnie moralny konflikt. Jestem kimś, kto musi pracować z markami, ale też kimś, kto zdaje sobie sprawę z tego, że wielkie firmy eksploatują i spieniężają młode czarne talenty.

Cieszę się jednak, że mogę sprawić, że ktoś czuje się piękny, reprezentowany i umocniony. Jestem obecna w tym przemyśle, budzimy świadomość ludzi. Czarnoskóre osoby i ludzie o ciemniejszych odcieniach skóry, którzy byli tłamszeni przez tyle czasu, akceptują teraz siebie. Zaakceptowanie siebie pozwala na samorealizację. Trzeba uważać, żeby się nie sparzyć, ale jeśli będziemy kontynuować kierunek, w jakim podążamy, to czarnoskóre osoby będą mogły na równych warunkach tworzyć okazje, branżę i platformy.

Dlaczego jest tak ważne, aby korzystać z własnej platformy?
Ważne jest używanie własnych platform, ponieważ jako modelki i wzory do naśladowania jesteśmy odpowiedzialne za to, jak ludzie postrzegają siebie i jak widzą świat. Czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy nie, kształtujemy i mamy wpływ na całą generację ludzi. Poprzez tworzenie i dzielenie się świadomymi treściami, możemy pomóc w robieniu tego w pozytywny sposób. Każdy ma swoją historię, ale nie każdy ma swój głos lub platformę pozwalającą na pokazanie się, na prowadzenie innych i na mówienie o tych, którzy nie mają swojej reprezentacji, są niezrozumiani, ignorowani albo dręczeni.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock

Tagged:
wywiad
ebonee david
różnorodność