przewodnik po byciu „młodym kreatywnym”

Robienie zdjęć kawy na Instagrama przestało być formą sztuki, jest zawodem. Zdradzamy, jak być wszechogarniającym milenialsem.

tekst Sydney Lima
|
14 Marzec 2017, 1:31pm

W tej kawiarni siedzi bardzo nieobecna dziewczyna. Coś niepokojącego jest w jej zachowaniu. Jej ubiór nie pasuje do lutowego deszczu. Chyba coś przeżywa. Wygląda na zestresowaną, ale nie na tyle, żeby powstrzymać swoje wargi przed wydymaniem. Ma łyżeczkę w kawie, przechyloną pod perfekcyjnym kątem czterdziestu pięciu stopni, a mimo to nie miesza kawy. By zbyt bardzo jej nie pobrudzić, po prostu muska powierzchnię.

Gdy jej głowa się przesuwa i mogę zobaczyć obiektyw Canona przyciśnięty do szyby w miejscu, w które się patrzyła. Stoi tam chłopak z aparatem i twarzą studenta rodem z ASP. Po chwili wchodzi do kawiarni i siada obok dziewczyny. „Myślę, że mamy to", mówi pewnie podczas przeglądania dwudziestu pięciu minut nonszalanckiego pozowania.

Otwiera laptopa i pliki przesyłają się do czegoś, co może być jedynie ich kanałem w mediach społecznościowych.

Nagle niczym błyskawica, przez moją głowę przebiega oczywista myśl: przed sobą mam dwójkę „młodych twórców".

Kiedy byłam młodsza, nie chciałam nikim zostać. Nie ubóstwiałam idei zostania lekarzem, telewizji nie udało się sprzedać mi tego pomysłu. Na pewno nie chciałam być nauczycielką, od wczesnych lat wiedziałam, że ci tytułowani jako ta „Pani" albo „Pan" wyglądają na nieszczęśliwych. Miałam krótką przygodę z karierą karateczki, ale ta straciła rozpęd, kiedy chłopak z zajęć wyśmiał zasięg mojego wysokiego wykopu. (Nie wziął pod uwagę moich genów. Mam krótkie nogi i obiektywnie powinien być raczej pod wrażeniem).

Ostatecznie jak wielu ludzi nie do końca pewnych swego celu, skończyłam na przepływaniu od pracy do pracy w wielkim basenie branży kreatywnej (pływanie bardziej przypominało pieska niż kraul).

Często trafiałam na prace, jakie znaleźlibyście bez problemu pod nazwą „kreatywne/artystyczne" w rubryce poświęconej pracy w gazecie. Mimo to nie wymagały kreatywnego wkładu. Jak na kogoś, kto jest znany z kiepskiej frekwencji i braku punktualności, pojawiłam się w wielu miejscach. Tak wielu, że czasami producenci nie są pewni czy asystuję przy produkcji, czy uświetniam ekipę moimi wątpliwej jakości umiejętnościami aktorskimi.

Tak czy inaczej, szybko można sobie zdać sprawę, że w tej branży ludzie traktują cię jak gówno, zarówno w aspekcie finansowym, jak i psychicznym. Trudno się nie zastanawiać, dlaczego coraz więcej młodych ludzi zachęca się do odkrywania swojego potencjału jako młody kreatywny freelancer. Odłóżmy na bok „Seks w wielkim mieście". Jakie są możliwości w pogoni za karierą „młodego twórcy"?

No cóż. Tak jak nasi znajomi z kawiarni powinniście wykorzystać świat mediów społecznościowych i stać się infulencerami. Jako influencer możesz robić artystyczne zdjęcia pianki na kawie i zabawnych tekstów na serwetkach. Możesz być dietetyczką (nie potrzebujesz wykształcenia w tej materii, wystarczą cztery dojrzałe awokado i aparat w telefonie). Możesz stać się aktywistką i poprzeć „free the nipple" (uwolnić sutek), bo wiesz, nagość zakryta emoji zapewni ci masę nowych obserwujących. Zawsze też masz możliwość robienia selfie i uwydatnienia swoich rysów twarzy, by wyglądać jak piękny robaczek i wpędzać ludzi w kompleksy na masową skalę.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Nie ważne co myślisz o mediach społecznościowych, jeśli osiągasz sukces, to nie minie dużo czasu do nazwania cię modelką czy modelem. Trwa wyczerpujący wyścig z naszą obsesją, by wszystko błyszczało i było nowe. Instagram stał się miejscem na łowy nowych twarzy kolejnego sezonu. Do tej pory szybkie przetasowania tego, co i kto jest fajne, oznacza, że większość influenserów odniosła już sukces w internecie albo nawet wystąpiła w jakiejś streetwearowej kampanii.

Jeśli świecenie twarzą nie jest dla ciebie i wolisz być bardziej za kulisami, to może zainteresuje cię kariera w reklamie. Jak na każdym „normalnym stanowisku" w branży kreatywnej, trzeba wyrobić niemożliwie wiele godzin za mało pieniędzy (albo za darmo). Będziecie też musieli pojechać do miasta, gnani entuzjazmem i udowodniać tam minuta po minucie, że waszym największym życiowym marzeniem jest praca dla firmy, która zajmuje się głównie pomocą w sprzedaży ciasteczek. Pracować będziecie niewiele, a wasza rola obejmie zajmowanie się kreatywnymi rzeczami. Od zamawiania papieru do drukarki, po odbieranie lunchu szefowej. Prawdopodobnie spędzicie też niemało czasu na castingach (gdzie szuka się powielenia rasowych stereotypów), by zostać częścią reklamy słuchawek, której produkcja kosztuje tysiące razy więcej niż wasze całoroczne zarobki.

„Jeśli wy — tak jak ja — sprawdzacie stan konta, zamawiając przez internet coś kompletnie niepraktycznego i patrząc czy transakcja przejdzie to doradzam wam trzymanie się z dala od pracy w freelansie".

Możliwe, że cierpisz na problemy z zaangażowaniem. W takim przypadku możesz zostać pełnoetatowym freelancerem. Przeskakując ze źle opłacanej pracy asystenta kierownika produkcji do źle opłacanej pracy, asystując kierownikom produkcji, którzy myślą, że są najfajniejsi na dzielni, możesz odkryć niektóre z przyjemności, jakie stawia przed tobą oferta freelance'u. Niestety samozatrudnienie często wiąże się ze złym zarządzaniem finansami. Jeśli wy — tak jak ja — sprawdzacie stan konta, zamawiając przez internet coś kompletnie niepraktycznego i patrząc czy transakcja przejdzie to doradzam wam trzymanie się z dala od pracy w freelansie.

No i na koniec, możesz po prostu zostać artystą i uosabiać kreatywność dwadzieścia cztery godziny na dobę. To główna część świata freelance'u, ale jej negatywy wymagają oddzielnego akapitu.

Bycie artystą jest drogie, więc to częsty wybór kariery przez tych, którzy urodzili się szczęśliwie bezpieczni finansowo. Najlepiej, jeśli pochodzisz z rodziny, w której rodzice mają podejście „masz tu dużo kasy i to rozwiąże problem". Dobrze jest też mieć dom gdzieś na odludziu, bo wtedy możesz tam mieszkać, kiedy nie radzisz sobie już ze wszystkim.

Jeśli nie masz takiego finansowego szczęścia, to wielką sztukę można odłożyć, bo czas iść na półetatową pracę w pubie, żeby zapłacić swoją część czynszu na mieszkanie gdzieś na obrzeżach miasta.

Einstein powiedział coś o tym, że kreatywność jest zaraźliwa i że trzeba ją dalej przekazywać. Muszę się z nim nie zgodzić. Kiedy para z kawiarni wychodzi, w innym rogu sali błyska flesz. Młody wytatuowany mężczyzna fotografuje taką samą kawę z pianką i wrzuca zdjęcie na tę samą platformę społecznościową.

360 stopni kreatywności. Tak, gdzie się nie obejrzysz, tam są. Kreatywność występuje częściej niż zimowe przeziębienie, a my wszyscy jesteśmy naprawdę chorzy.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Sydney Lima

Tagged:
londyn
sydney lima
branża kreatywna
influencerzy
młodzi kreatywni