​wszystko o marinie

Wspominamy projekty, dzięki którym Marina Abramović stała się legendą.

tekst Mateusz Góra
|
30 Listopad 2016, 1:55pm

@abramovicinstitute

Jeśli mielibyśmy wybrać najbardziej znane twarze współczesnej sztuki, od razu na myśl przychodzą dwie: Andy'ego Warhola i Mariny Abramović. Nie ma chyba bardziej rozpoznawalnej i cieszącej się większą sławą artystki, niż 70-letnia jugosłowiańska gwiazda performensu, która ze swoim ciałem przez ponad 40 lat aktywności artystycznej zrobiła już niemal wszystko. Nakłuwała się sztyletami i strzałami, podpalała, narażała na wielogodzinne męczarnie, kilkakrotnie traciła przytomność. W jej kontrowersyjnych projektach, naginających zasady, jakie do tej pory obowiązywały w świecie sztuki, zawsze kryło się dążenie do odkrycia prawdy o naszej naturze, instynktach, bałkańskiej historii, kulturowym uwarunkowaniu reakcji i zachowaniu widowni.

Zawsze miała niewyparzony język i nie przebierała w słowach, za co musiała później przepraszać (jak wtedy, kiedy porównała Aborygenów do dinozaurów). Nie gardziła też popkulturą, chociaż stała się ikoną dla awangardowych artystów. Od czasu swojej słynnej retrospekcji w MoMie (i równocześnie największej wystawy poświęconej performensowi w historii nowojorskiego muzeum), na której zaprezentowała projekt „The Artist Is Present", współpracowała z Givenchy, Lady Gagą i Jayem Z. James Franco jest jej przyjacielem, a Björk ją podziwia. Postanowiliśmy przejść ścieżkę, którą Marina doszła do statusu najbardziej wpływowej artystki naszych czasów. Jeśli będziecie mieli jakieś wątpliwości (na przykład: jak udało jej się dożyć siedemdziesiątki?), z okazji urodzin dzisiaj o 19:00 naszego czasu na Tumblerze Marina odpowie na wszystkie pytania.

„Rhythm 10", 1973
Jedno jest pewne - od samego początku Abramović budziła skrajne emocje odbiorców. Jej pierwsze akcje artystyczne (pomiędzy 1973 rokiem a spotkaniem z Ulayem w 1975) — tworzone w czasie, kiedy sztuka performance dopiero zaczynała się rozwijać — jednych oburzały, a innych wprawiały w zachwyt. Przez kolejne dziesięciolecia zgromadziła wokół siebie grupę wyznawców i naśladowców, chociaż równie często opisywano ją jako pretensjonalną oszustkę. Wiedziała, że jakiekolwiek zainteresowanie sztuką idzie zawsze o krok za zainteresowaniem samym artystą. Żeby naprawdę zrozumieć pierwszy performance Mariny, „Rhythm 10", który pokazała w Edynburgu w 1974 roku, trzeba więc pogrzebać chwilę w jej przeszłości.

Marina urodziła się w rodzinie jugosłowiańskich partyzantów z okresu II wojny światowej. Małżeństwo swoich rodziców sama opisuje jako okropne i toksyczne, a jej matka biła ją za każdym razem, kiedy wróciła do domu po 22. Jako młoda artystka, która studiowała najpierw w Belgradzie, a potem w Zagrzebiu, swoje pierwsze performensy urządzała zawsze przed wieczorem. Z rodzicami mieszkała aż do 1975 roku, kiedy postanowiła się wynieść do Amsterdamu. Przemoc domowa i religijność jej rodziny wpłynęły na „Rhythm 10", w którym interesuje ją rola rytuału i wchodzenie przez cierpiącego artystę w odmienny stan świadomości (w ten sposób Marina oswajała też cierpienie, zmieniała jego kontekst i swoje doświadczenie z nim związane). Pomysł, jak zawsze u Abramović, był prosty i niezwykle efektowny. Postanowiła zagrać w rosyjską grę z nożem, w której kładzie się rękę na stole, rozszerza palce, a potem w szybkim tempie wbija ostrze w przestrzeń pomiędzy nimi. Jak nietrudno się domyślić, często zdarzają się niecelne strzały, a nóż wbija się w palce. Po tym, jak Marina zacięła się 20 razy, zaczęła odtwarzać nagrany podczas gry zapis dźwiękowy i na jego podstawie odtworzyła ruchy, eliminując popełnione błędy.

To był jednak dopiero początek ekstremalnych eksperymentów z ciałem w jej sztuce. W 1974 roku przygotowała „Rhythm 5", w którym straciła przytomność, leżąc w płonącej drewnianej konstrukcji. Nigdy sobie tego zresztą nie darowała — kluczowa była dla niej od początku świadomość, a wraz z jej utratą artysta staje się nieobecny. Tego błędu nigdy więcej nie powtórzyła — zaczęła wycieńczające akcje dzielić na etapy, żeby mieć pewność, że zachowa przez cały czas świadomość tego, co się dzieje.

„Rhythm 0", 1974
To jeden z najbardziej znanych wczesnych performensów Mariny. Był o tyle ryzykowny, że nie miała kontroli nad tym, co się wydarzy. Na stole zostawiła 72 obiekty, które widzowie mogli wykorzystać, żeby wykonać dowolną czynność z ciałem artystki. Poszukująca wciąż skrajności Abramović sprezentowała odbiorcom nie tylko różę, miód czy oliwę z oliwek, ale też skalpel, nożyczki i broń. Efekt? Z czasem ludzie zaczęli przesuwać granicę coraz dalej i dalej, a w czasie sześciu godzin zdążyli rozerwać ubrania Mariny i zranić ją, a jeden z uczestników przyłożył do jej głowy broń. Stała się, jak sama mówi, „Madonną, matką i dziwką równocześnie". Tym samym obnażyła agresję, jaką powodują normy narzucane nam przez społeczeństwo. Kiedy ich zabraknie, nie potrafimy sobie poradzić i atakujemy.

Co ciekawe, kiedy po ustalonym czasie Marina zaczęła się ruszać i chodzić między widzami, wszyscy uciekali, żeby nie konfrontować się z nią po tym, jak wyrządzili jej krzywdę. Jej akcja miała więc też jasno feministyczny przekaz, pokazując, że kobieta jest w kulturze traktowana jak przedmiot, a większość ludzi jest ślepa na wymierzoną w nią przemoc. Kiedy weźmiemy pod uwagę, że to był rok 1974, trudno nie przyznać, że takie przesłanie naprawdę świadczyło o odwadze.

Współpraca z Ulayem
Przełomowym momentem w życiu Mariny było spotkanie z niemieckim artystą Uwe Laysiepenem (Ulayem). Przez dekadę stworzyli serię prac ikonicznych dla historii body artu. Głównym celem ich życiowo-artystycznego związku było zanegowanie podziału na dwie płcie. Nosili takie same ubrania, żeby przypominać bliźnięta, a w wielu pracach chodziło im o całkowite zlanie się w pozbawioną płci całość, tak, żeby stać się „jednym ciałem o dwóch głowach". Chyba najbardziej znanym, odtworzonym w 2010 roku, projektem było Imponderabilia (1977). Ulay i Marina stali nago w wąskim przejściu, a pomiędzy nimi musieli przeciskać się widzowie, dokonując równocześnie wyboru, do kogo odwrócić się twarzą. Specjalnie przekraczali granicę komfortu, żeby pokazać, jak bardzo współczesna kultura powoduje, że nie jesteśmy przygotowani na kontakt z drugim człowiekiem oraz jak bardzo nagość i intymność są dla nas tematami tabu.

Równocześnie wszystkie działania tego niesamowitego duetu były pełne emocji, towarzyszących spotkaniu dwóch artystów o, nie oszukujmy się, dużym ego i chęci przebywania w centrum uwagi. Najlepiej widać to w „Rest Energy" z 1980 roku. Ulay i Marina stali naprzeciwko siebie, a dzielił ich napięty łuk i strzała, której ostrze z każdą chwilą zbliżało się niebezpiecznie do serca artystki. W tak ekstremalnej sytuacji musieli zrezygnować z samolubnego toku myślenia i zaufać sobie nawzajem. Mikrofony zamontowane na ich klatkach piersiowych nagrywały rytm ich serc, z każdą chwilą bijących coraz mocniej.

Ostatecznie swój związek artyści zakończyli na Wielkim Murze Chińskim. Projekt „The Great Wall Walk" zakładał, że każde z nich przejdzie połowę długość muru (czyli po 2500 km) i spotkają się w środku drogi. Na koniec powiedzieli sobie „cześć" i się rozeszli. Jak powiedziała Marina po zakończeniu tego performensu: „Ostatecznie i tak zostajesz sam, nieważne co zrobisz", sprzeciwiając się płytkiemu romantycznemu odczytaniu tej akcji jako po prostu wyrazu wielkiej miłości. Ulay pojawił się w MoMiebwiele lat później (w 2010 roku), gdy Marina prezentowała projekt „The Artist Is Present", dzięki któremu odniosła spektakularny sukces, a jej sztuka ostatecznie przebiła się do mainstreamu. Wideo, na którym dwójka artystów, w zupełnie innym momencie swojego życia, patrzy sobie przez chwilę głęboko w oczy, stał się od razu wiralem. Rzadko kiedy można dostrzec w ludzkich spojrzeniach tak dużo emocji.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„The Artist Is Present", marzec-maj 2010
I chociaż po zerwaniu z Ulayem Marina dalej intensywnie pracowała, tworząc między innymi w Guggenheim Museum od 2005 roku projekt „Seven Easy Pieces", serię „ponownych performensów" wybitnych artystów, między innymi Bruce'a Naumana i Josepha Beuysa. Mimo to dopiero wystawa w Museum of Modern Art w 2010 roku okazała się przełomowa dla jej kariery. Oprócz olbrzymiej retrospektywy, Abramović zaprezentowała tam performance „The Artist Is Present", o którym powiedzieć, że był sukcesem, to jak nie powiedzieć nic. Olbrzymia kolejka zainteresowanych stała codziennie przed muzeum, żeby spędzić pięć minut razem z Mariną. Ona siedziała nieruchomo przez cały czas otwarcia MoMy przy stole, po drugiej stronie siadali uczestnicy. Na podstawie tej wystawy powstał dokument, pokazujący twórczość Abramović.

Oprócz wspomnianego już Ulaya, Marina spojrzała w oczy także Jamesowi Franco i Björk, którzy grzecznie czekali w tłumie na swoją kolej. Marina — być może jedna z artystek, które najlepiej rozumieją potrzebę odnalezienia kontaktu z własnym ciałem i innymi ludźmi — po raz kolejny pokazała, jak ważna powinna być dla nas bliskość. Wystarczyło kilka minut nieprzerwanego kontaktu wzrokowego, żeby większość widzów zaczynała płakać, a na ich twarzach malowały się skrajne emocje. Po 736 godzinach i 30 minutach Marina wyszła z muzeum, żegnana niekończącymi się oklaskami widowni, jako jedna z najbardziej znanych artystek na świecie. To jej w dużej mierze zawdzięczamy wyzwolony sposób, w jaki współczesna sztuka podchodzi do ciała.

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra

Tagged:
Marina Abramovic
Kultura