Reklama

technologiczni uciekinierzy

Co widzisz, gdy wsiadasz rano do autobusu lub metra? Prawdopodobnie kojące, niebieskie światło płynące z ekranu twojego smartfona… Wiesz, co wczoraj na imprezie zrobiła najlepsza przyjaciółka albo co znajomy sądzi o temacie, o którym wszyscy teraz...

tekst Mateusz Góra
|
27 Listopad 2015, 12:15pm

Technologia jest naszym przyjacielem i wrogiem równocześnie. Dzięki niej możemy utrzymywać przyjaźń z ludźmi z drugiej strony świata tak łatwo, jak ze znajomymi z bloku obok. Tworzymy, bawimy się, poznajemy i rozwijamy zawodowo w wirtualnej piaskownicy i wydaje nam się to zupełnie normalne. Nadchodzi jednak moment, gdy się orientujemy, że tak naprawdę od pół roku nie widzieliśmy znajomego z sąsiedniego bloku. No bo w sumie po co mamy się widywać, skoro doskonale wiemy, co u nas słychać?

Postanowiliśmy odnaleźć ludzi, którzy wolą żyć w analogowym świecie. Nie ma w nim miejsca dla Facebooka, jest za to mnóstwo czasu na realne spotkania. Dowiedzieliśmy się od nich, że wcale nie uważają, żeby dużo tracili.

A co oni widzą, gdy wchodzą rano do tramwaju? Nas wpatrzonych w swoje małe ekraniki. I naprawdę dużo mogą o nas powiedzieć.

Kamil Owczarek to ½ duetu Bohoboco. Razem z Michałem Gilbertem Lachem tworzą markę, o której chyba każdy już słyszał. Zaprojektowane przez niego ubrania znajdziecie na fejsbukowej tablicy każdego modowego maniaka, ale samego Kamila w wirtualnym świecie na pewno nie spotkacie.

Kiedy zrezygnowałeś z Facebooka?
Nigdy nie korzystałem z żadnych mediów społecznościowych, nie mam konta na Facebooku, Instagramie itd.

Co cię najbardziej denerwuje w social mediach?
Lubię moją prywatność i moich przyjaciół, jest ich naprawdę niewielu, i telefon do przyjaciela w zupełności wystarcza.

Co daje ci pozostawanie poza Facebookiem?
Nie patrzę na media społecznościowe pod kątem korzyści i strat, dla mnie to narzędzia zupełnie zbędne. Moje życie należy do mnie i nie mam potrzeby dzielenia się bardziej lub mniej ważnymi jego momentami na forum publicznym. Piję kawę, bo lubię, a nie po to, żeby wstawić jej zdjęcie na Instagrama. Podróżuję, bo jest to moja pasja - na plaży nie muszę się specjalnie stylizować do zdjęcia.

Masz zamiar założyć kiedyś konto?
Nigdy.

Jak dowiadujesz się o imprezach?
Poza internetem ludzie spotykają się ze sobą i rozmawiają - tak właśnie dowiaduję się o wydarzeniach na mieście. Poza tym istnieją zaproszenia drukowane.

Jak w takim razie poznajesz dziewczyny i chłopaków w czasach Tindera i Grindra?
Poznaję ludzi na żywo, w wersji analogowej.

Czy czujesz, że nie jesteś na czasie?
Czuję się, jakbym wyznaczał trendy.

Czy czujesz, że niekiedy brakuje ci prywatności?
Nie mam takiego wrażenia i bardzo dbam, żeby to się nigdy nie zmieniło.

Twoje najgorsze doświadczenie związane z social mediami to...
Hejt.

Filip Mazur jest copywriterem, czyli - jak sam mówi - robi ludziom wodę z mózgu. To szczery i zabawny chłopak z długimi włosami, który przyjechał do naszej redakcji oczywiście na motorze.

Kiedy zrezygnowałeś z Facebooka?
Swojego konta na Facebooku nigdy nie miałem - przez chwilę byłem zmuszony korzystać ze służbowego, ale to było dawno i nieprawda. Używam tylko smartfona, chociaż „smart" to chyba nie najlepsze określenie.

Co cię najbardziej denerwuje w mediach społecznościowych?
Ludzie. I może odrobinę jakość. Mam wrażenie, że wrzuca się tam dosłownie wszystko tylko po to, żeby inni mieli co lajkować. Takie digitalowe szambo.

Co zyskałeś, gdy pozbyłeś się konta na Facebooku?
Nigdy go nie miałem, więc nie wiem, co zyskałem. Spokój? Czas? No i co najmniej +10 do hipsterstwa, chociaż dzisiaj już wszystko jest hipsterskie.

Masz zamiar wrócić?
Nope. Poza tym wolałbym uniknąć apokalipsy: mój dobry znajomy stwierdził kiedyś, że gdy zobaczy mnie na Facebooku - koniec świata gwarantowany.

Czy ubyło ci kilku znajomych?
Jak kontaktujesz się z ludźmi?Najlepiej bezpośrednio. Jak się nie da - łapię za telefon i dzwonię lub piszę. W krytycznych sytuacjach pozostają sygnały dymne, karteczki pod stołem i telepatia. Ze znajomymi jest różnie, ale mam wąskie grono przyjaciół, którzy tolerują moją aspołeczność.

Jak dowiadujesz się o imprezach?
Najlepiej, gdy niczego się nie dowiaduję, tylko w którymś momencie stwierdzam, że... jestem na imprezie.

Jak w takim razie poznajesz dziewczyny w czasach Tindera?
Jak to mówią: „No school like the old school" - w pracy, w szkole, na imprezach, w kawiarniach i knajpach. Na szczęście niektórzy jeszcze wychodzą z domu.

Czy czujesz, że nie jesteś na czasie?
Pewnie. Jestem ponadczasowy!

Czy czujesz, że niekiedy brakuje ci prywatności?
Rzadko, ale zdarza się. Ostatnio, gdy musiałem założyć gmaila. Poczułem, że cząstka mnie umarła. Robotnicy, którzy rozłożyli się z rusztowaniem wokół mojego balkonu, też nie pomagają, ale tego chyba nie mogę zrzucić na social media... Czy jednak mogę?

Twoje najgorsze doświadczenie związane z mediami społecznościowymi to...
Świadomość, jak wiele naszego życia tam ląduje. I jak to wpływa na naszą zdolność funkcjonowania w realnym świecie.

Katarzyna Dziąg gra w zespole Rosa Vertov i studiuje. Koleżanka założyła jej fejkowe konto na Facebooku, ale ciii... o tym nie mówimy. Poza tym i tak z niego nie korzysta, bo właściwie nie czuje potrzeby dzielenia się z całym światem tym, że właśnie pije herbatę.

Kiedy zrezygnowałaś z Facebooka?
Nigdy nie założyłam konta na Facebooku. Miałam kiedyś na Gronie i Naszej Klasie. Gdy wszyscy zaczęli zakładać konta na Facebooku, myślałam, że to chwilowa moda. A potem uznałam, że to jednak słabe, gdy ludzie się poznają i oceniają wyłącznie na podstawie wyglądu. Stwierdziłam, że dam sobie radę bez konta, ale okazało się, że nie jest to takie łatwe.

Co cię najbardziej denerwuje w mediach społecznościowych?
To, że ludzie dzielą się wszystkim ze wszystkimi. Są znajomymi, a tak naprawdę się nie znają. Mam wrażenie, że social media to momentami strata czasu. Lepiej go trochę komuś poświęcić w realu. Nie lubię, gdy ktoś na spotkaniu korzysta z telefonu i nawet nie przeprosi. Czas przeznaczony dla kogoś powinien być święty.

Myślisz o założeniu konta?
Nie mam zamiaru. Po tylu latach głupio byłoby mi teraz założyć konto.

Jak kontaktujesz się z ludźmi?
Kontakt bywa problematyczny, gdy nie mam okazji spotykania znajomych na co dzień, bo np. mieszkają w innym mieście albo kraju. Staram się wtedy pisać maile, esemesy czy nawet listy, używam też Skype'a. Ale taki model utrzymywania kontaktu sprawdza się jedynie wtedy, jeśli zawiązałam z kimś silną relację na żywo. Przelotne znajomości umierają śmiercią naturalną.

Jak w takim razie poznajesz chłopaków w czasach Tindera?
Normalnie - na uczelni, w autobusie nocnym, na imprezach albo przez znajomych.

Czy czujesz, że nie jesteś na czasie?
Tak. Dokładnie tak się czuję. O wielu rzeczach się nie dowiaduję. Ludzie nie piszą mi o wszystkim. Myślę, że sama bym tak robiła, gdybym miała Facebooka. Często dowiaduję się ostatnia. Chociaż to również plus, bo fajnie jest z kimś się spotkać i mieć o czym rozmawiać - informacje spadają wtedy na ciebie lawiną.

Twoje najgorsze doświadczenie związane z mediami społecznościowymi to...
Chyba nie mam takiego. Denerwuje mnie tylko, że ludzie coraz częściej wolą powiedzieć: „Znajdź mnie na Facebooku", niż po prostu podać swój numer telefonu.

Katarzyna Perzyna studiuje ochronę środowiska, żyje zgodnie z naturą i zwiedza świat. Podobnie jak Anna Wintour zupełnie nie rozumie, po co ludzie robią selfie...

Kiedy zrezygnowałaś z Facebooka?
Zamiar usunięcia konta na Facebooku miałam z tyłu głowy od dawna. Na pierwszym roku postanowiłam, że skasuję konto zaraz po zakończeniu studiów. Jednak nie było to takie proste. Parę razy je dezaktywowałam - czasem na dzień, czasem na dwa tygodnie, raz na miesiąc. Aktualnie nie mam profilu od około czterech miesięcy.

Co cię najbardziej denerwuje w social mediach?
Brak dystansu do tego, co dzieje się wirtualnie. To jedna z tych rzeczy, które strasznie mnie irytują. Do tego dochodzi mnóstwo informacji - bezsensowych, nic niewnoszących, zajmujących miejsce w głowie. Poza tym w świecie internetu panuje zupełny brak szacunku i konstruktywnej dyskusji. No i te zdjęcia z cyklu „jaką to ja mam superekstradziewczynę, która szykuje mi jedzonko, gdy wracam sterany z siłki" i hasztag: #kurczakzryżem... Osobiście nie czekałabym na lajka czy komentarz „łoł zazdro", ale na buziaka od swojego chłopaka - przecież to jest dużo lepsze! To trochę jak życie nie-życie, życie dla lajków, życie na tablicy, kreowanie siebie dla mnóstwa znajomych.

Co straciłaś, gdy pozbyłaś się konta na Facebooku?
Nie wiem, czy można powiedzieć, że coś straciłam. Przez chwilę czułam potrzebę, żeby gdzieś zajrzeć, załatać dziurę jednominutowej nudy. Straciłam część tych znajomych, z którymi utrzymywałam kontakt wyłącznie przez Facebooka. Niektórzy mieszkali daleko, m.in. za granicą, a niektórzy w tym samym mieście. Teraz wychodzę z założenia, że wcale nie było nam po drodze. Starałam się z częścią tych osób utrzymać kontakt mailowy. Jeden kolega napisał do mnie wiadomość z tematem: „Retro_net".

A co zyskałaś?
Zyskałam niesamowitą ilość czasu, całą wieczność! Uświadomiłam sobie, jak bardzo mnie to wciągało, jaka kiepska była ze mnie organizatorka - a to jeszcze sprawdzę ten link, a tu odpiszę i tak mi czas uciekał przez palce. Przestałam też maniakalnie sprawdzać telefon. Zaczęłam patrzeć, co dzieje się dookoła, a nie na maleńkiej szybce. Paradoksalnie zyskałam też ograniczoną liczbę znajomych. Mam wokół siebie ludzi, z którymi regularnie się kontaktuję, lubimy się i o sobie pamiętamy. Nie dlatego, że wypada, bo dawno do siebie nie pisaliśmy - po prostu dzwonimy, umawiamy się i spotykamy.

Masz zamiar wrócić?
Rozważałam możliwość powrotu w kontekście studiów. Teraz wszystkie informacje są na Facebooku, na grupach studenckich. Na szczęście mam wspaniałą koleżankę, która wysyła mi wszystko esemesem bądź mailem. Na razie nie czuję więc silnej potrzeby powrotu.

Jak kontaktujesz się z ludźmi?
Wysyłam gołębie pocztowe . Po prostu dzwonię, ślę maile, esemesy albo regularnie widuję się z przyjaciółmi.

Czy ubyło ci kilku znajomych?
Tak, ale taka jest kolej rzeczy. Pisanie: „Co tam, co tam? Musimy się koniecznie spotkać", później tylko „wyświetlono" - i na tym koniec, jest bardzo kiepskie, świadczy o tym, że nie tylko produkty, ale też znajomości bywają jednorazowe.

Jak dowiadujesz się o imprezach?
Hola, hola, zrezygnowałam z konta na Facebooku, ale nie z całego internetu! Jeśli chodzi o imprezy w mieście, to naprawdę nie jest trudno znaleźć coś, co nas interesuje.

Jak w takim razie poznajesz chłopaków w czasach Tindera?
Może to zabrzmi dziwnie, ale mojego chłopaka poznałam właśnie przez Facebooka, przez grupę muzyczną, do której oboje wtedy należeliśmy. Aleksander też nie ma konta na Facebooku, usunął rok temu.

Czy czujesz, że nie jesteś na czasie?
Nie, nie czuję. Nie wiem, dlaczego miałabym się tak czuć, nie widzę związku między byciem na czasie a posiadaniem kont na portalach społecznościowych.

Co dla ciebie znaczy „być sobą w sieci"?
Tak naprawdę nikt nie jest prawdziwym sobą w internecie. Możemy się kreować i manipulować swoim wizerunkiem, ludzie widzą nas tak, jak się im przedstawimy. Możliwe więc, że bycie sobą w tym przypadku nie istnieje.

Justyna Michalska jest modelką. Nie sprzedaje za dużo faktów z własnego życia obcym, bo wie, że każdy potrzebuje czasem odrobiny prywatności.

Kiedy zrezygnowałaś z Facebooka?
Konto usunęłam trzy lata temu, ale ze smartfona korzystam cały czas.

Co cię najbardziej denerwowało w social mediach?
Nie miałam ochoty na nieustanny kontakt ze wszystkimi.

Co zyskałaś, gdy pozbyłaś się konta na Facebooku?
Spokój. Zrezygnowałam z tzw. wirtualnego koleżeństwa i nie chcę wracać.

Jak dowiadujesz się o imprezach?
Rzadko wychodzę na imprezy, a jeśli już się to zdarza, są to imprezy w gronie przyjaciół, którzy mają ze mną kontakt poza internetem.

Co dla ciebie znaczy „być sobą w sieci"?
Nie starać się kreować na kogoś, kim nie jestem na co dzień.

Czy czujesz, że niekiedy brakuje ci prywatności?
Nigdy, bo to ja decyduję o tym, ile chcę, żeby inni o mnie wiedzieli.

Przeczytaj też:

- Gap year, czyli jak uciec od codzienności
- Siedmiu wspaniałych
-
Od seksrobotów po e-kochanki - fantazjujemy o seksie przyszłości

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcia: Grzegorz Broniatowski