​nadchodzi moda na „slow dating”?

Kilka randek dziennie staje się normą w czasach Tindera. Dlatego pojawiają się wydarzenia i aplikacje, które zwalniają tempo poszukiwania miłości.

tekst Stasia Wąs
|
26 Maj 2017, 8:19am

Każdy z nas może wymienić jednym tchem przynajmniej kilka problemów, które wiążą się z randkowaniem przez internet. Ktoś nagle może skończyć rozmowę, wszystko opiera się na tym, jak wygląda nasze zdjęcie, a spotkania w rzeczywistości często są rozczarowujące. I chociaż Tinder czy Grindr wyznaczają standardy poznawania nowych ludzi, bo czujemy się coraz bardziej nieśmiali w realnym życiu, niektórzy starają się wrócić do tradycji „slow datingu" - czegoś, co kiedyś było jedyną opcją, a dzisiaj zyskuje nazwę jako nowe zjawisko.

Podobnie jak w idei „slow living" chodzi o powrót do korzeni - poświęcenie czasu na stworzenie czegoś wartościowego. Dlatego na przykład twórcy aplikacji Appetence wymagają od nas podania dużej ilości informacji o sobie, włącznie z zainteresowaniami, słuchaną muzyką, jedzeniem czy hobby. Nasze zdjęcie odsłania się osobie, z którą zostaliśmy połączeni w parę dopiero z czasem, stopniowo. To pomaga uchronić nas przed wrażeniem, że ktoś oceni nas wyłącznie na podstawie tego, jak wyglądamy. Ma też zbliżyć nasze doświadczenie do „analogowego randkowania", kiedy w czasie imprezy gadamy długo z kimś, kto wydaje nam się interesujący i stopniowo zwiększa się nasze zainteresowanie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka ktoś nie podoba nam się aż tak bardzo.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Aplikacja randkowa łamiąca zasady ustalone przez popularniejszych konkurentów na rynku to jednak tylko jedna z dróg. Inną są wydarzenie takie jak queer slow dating, które odbywają się w różnych miejscach Warszawy. Fomuła jest prosta - wchodzisz, dostajesz naklejkę z numerkiem, a później ktoś może napisać do ciebie albo ty do kogoś, kto ci wpadł w oko. Wymiana papierowych listów jest najlepszym sposobem, żeby nawiązać z kimś kontakt i przyciągnąć czyjąś uwagę. Szybko jednak można przenieść się na parkiet albo znaleźć miejsce, żeby spokojnie pogadać. No i zawsze zostanie wam na pamiątkę sam list. Dobrze pamiętam, jak moja babcia pokazywała mi list miłosny, który dostała od dziadka - klimat jest nieporównywalny z niczym innym.

Wszystkie te pomysły rzeczywiście sprawiają, że randkowanie staje się bardziej „slow", wymaga więcej czasu i uwagi. To ważne, kiedy przyjrzymy się naszemu zachowaniu na Tinderze. Przerzucanie twarzy ludzi w prawo albo w lewo bez czytania opisów, kumulowanie spotkań w jednym czasie z obawy przed rozczarowaniem, często problem z otrzymywaniem wiadomości z nieprzyzwoitą treścią. Oczywiście nie ma co demonizować, ale jednak w większości przypadku skutecznie uniemożliwia to zbudowanie czegoś trwalszego niż jedna noc. Czy czeka nas wobec tego analogowa rewolucja? Czy takie aplikacje jak Appetence i wydarzenia jak queer slow dating zmienią nasze podejście? Nawet jeśli nie, to na pewno nauczą nas czegoś o tym, że wirtualne życie to nie wszystko. 

Kredyty


Tekst: Stasia Wąs

Tagged:
Tinder
miłość
Kultura
randki