zdjęcie: karol grygoruk

areta szpura: wdech-wydech

Ma 25 lat i choć wciąż jest wyluzowaną nastolatką z Tumblera, widzi świat trochę inaczej. W słoneczne popołudnie spotkałyśmy się, żeby porozmawiać o zmianach.

tekst Basia Czyżewska
|
24 Maj 2017, 9:45pm

zdjęcie: karol grygoruk

„Doing real things sucks", powiedziała kiedyś do siebie Areta, a później, na tym zdaniu, razem z przyjaciółką, zbudowała całkiem realną firmę. Tego nikt nie planował, to był żart, który spełnił marzenia i przerósł rzeczywistość. Teraz Areta ma 25 lat i choć wciąż jest wyluzowaną nastolatką z Tumblera, widzi świat trochę inaczej. W słoneczne popołudnie spotkałyśmy się, żeby porozmawiać o zmianach.

Niedawno na swoim profilu na Facebooku opublikowałaś zdjęcie dokładnie poskładanych ubrań z hasztagiem #33project. Czyścisz szafy?
Wiadomo, że jak pracujesz w modzie, masz multum ciuchów, których w ogóle nie potrzebujesz. Myślałam o tym od dłuższego czasu, więc kiedy obejrzałam film „The Minimalists" pomyślałam, że zrobię sobie test — wezmę udział w projekcie. Wyselekcjonowałam 33 rzeczy, w których będę chodzić przez 3 miesiące, a resztę spakowałam i wywiozłam do rodziców. Na razie się oswajam, ale w czerwcu urządzę chyba wyprzedaż garażową, a to, co zostanie, oddam w potrzebujące ręce.

I jak się teraz czujesz?
Dobrze, zyskałam dużo miejsca w domu i głowie, ale wciąż się oswajam. Jeszcze niedawno lubiłam sobie kupować rzeczy tylko dlatego, że się nimi jarałam. Np. wydałam kilkaset złotych na Vansy z kolaboracji z Opening Ceremony. Były piękne, „musiałam je mieć", choć wiedziałam, że pewnie nie będą wygodne. Jak tylko je założyłam, okazało się, że strasznie obcierają, przechodziłam cały dzień na bosaka…i szybko oddałam siostrze, bo wiedziałam, że ona z nich zrobi lepszy użytek.

Teraz chcę spróbować żyć bardziej świadomie. Nie chodzi też o to, żeby przeginać. Jesteśmy tylko, ale i aż ludźmi. Wdech-wydech, bez popadania w paranoję, świat trzeba zmieniać małymi krokami, na spokojnie. Jeśli np. zobaczę sukienkę australijskiej projektantki, która będzie do mnie pasować, to ją kupię, nawet jeśli będzie droga. Bo wiem, że będę się nią cieszyć i nosić przez kilka lat, a w mojej szafie znajdzie się coś, czego nie ma nikt inny. Przy okazji wesprę młodego projektanta. Super! Trzeba zachować zdrowy balans, jak we wszystkim.

Masz jakieś złote konsumenckie zasady?
Zwracam uwagę na jakość, lubię wymieniać się ciuchami albo kupować w second handach. Wszystkie rzeczy, które mam teraz na sobie, oprócz butów, są używane.

Poza tym omijam sieciówki, zwłaszcza od czasu, kiedy obejrzałam dokument „The True Cost".

To film demaskujący wyzysk w wielkich azjatyckich fabrykach przez popularne sieciówki. LocalHeroes nie produkuje w Azji?
Większość produkcji przeprowadzamy w Polsce, w Azji tylko mały procent — rzeczy, których ze względu na maszyny i technologię nie da się wykonać na miejscu. Np. sweter o określony splocie, część akcesoriów. A ponieważ to są małe zamówienia, nie trafiają do wielkich fabryk, np. w Bangladeszu. Wykonują je dla nas małe fabryki, do których mamy wgląd, tam prawa człowieka nie są łamane. Nasza produkcja w Azji jest stosunkowo droga.

Przeczytaj też: Areta Szpura: o spełnianiu marzeń, lokalnym heroizmie i imprezowaniu z Miley Cyrus

Masz 25 lat, a od 5 jesteś szefową. Jaki masz teraz stosunek do pieniędzy?
Ludzie kojarzą mnie przez Local Heroes, ale moja przygoda z modą jest znacznie dłuższa, miałam kilka etapów. Czasami myślę, że w wieku 16 lat robiłam bardziej odpowiedzialne rzeczy niż teraz - mieszkałam sama, ogarniałam rzeczy, uczyłam się, stylizowałam, asystowałam… i kiedy zdałam maturę, odezwało się do mnie kilku stylistów ze świetnych magazynów z propozycją pracy. A ja, zamiast umierać ze szczęścia, poczułam, że to za szybko i potrzebuję jakiejś „prawdziwej pracy". Przez moment pracowałam nawet na zmywaku w Pancake'u (Mr. Pancake, bar na warszawskim Powiślu — przyp.red.), co było świetnym doświadczeniem, a chwilę potem wydarzyła się firma. To było 5 lat temu.

Odkąd zarabiam pieniądze, zawsze oszczędzam. Odkładam stałą kwotę na konto i zapominam, nie dotykam tych pieniędzy. To jest moje bezpieczeństwo. Wiem, że jeśli coś się stanie, albo będę chciała zmienić swoje życie, to mam rok, może dwa lata na spokojne poszukiwania. To daje mi niesamowity komfort.

Jeśli już wydaję pieniądze na przyjemności, wolę inwestować w doświadczenia niż przedmioty. Wycieczka do Stanów cieszy mnie bardziej niż luksusowa torebka.

Robisz świetne ubrania, ale jesteś też osobowością, do której wciąż odzywają się różne firmy z dużymi projektami, skąd te czarne myśli?
Bo duże pieniądze są często tam, gdzie dzieją się niefajne rzeczy. Wychodzę z założenia, że jeśli jestem w stanie zarobić na podstawowe życie, to nie będę angażować się w nic, co jest wbrew moim poglądom. Odrzuciłam niedawno dwie propozycje od dużych sieciówek. Wiem, że pewnie nie będę miała już okazji zarobić takich sum. Trudno.

Mam wrażenie, że ta rozmowa jest o odpowiedzialności i dorosłości. Areta, jakie masz marzenia?
Oglądałam wczoraj na TEDzie film o zrównoważonym, ekologicznym domu. Pomyślałam: Wow! Sterowalny dom z panelami słonecznymi, ogródkiem i elektrycznym samochodem, chciałaby kiedyś w takim zamieszkać.

Nie musisz być amiszem na pustyni, żeby być eko, żyjesz normalnie, tylko wcześniej podejmujesz przemyślane decyzje. Dokładnie tak samo jest ze zdrowym jedzeniem i świadomymi ciuchami.

Myślę, że selekcja ubrań to było coś prostego na początek większego procesu. Zapisałam się niedawno do kooperatywy spożywczej, co miesiąc będę pracować tam kilka godzin w miesiącu. To niewiele i mogę je wygospodarować, a jaka satysfakcja i możliwość poznania ludzi o podobnych wartościach, których normalnie nie zaczepiłabym w tramwaju.

Poza tym chcę mieć więcej czasu i przeczytać stos książek. Właśnie, znasz się na Kindlach?

Przeczytaj też: Portrety dzieciaków, które wybrały życie w drodze

Kredyty


Zdjęcia: Karol Grygoruk
Tekst: Basia Czyżewska

Tagged:
eko
Μόδα
styl życia
ARETA SZPURA
LOCAL HEROES
Basia Czyżewska
doing real things sucks
the minimalist