młodzi polacy w tokio

Wielkie miasta mogą spełniać wielkie marzenia. Od Berlina, przez Paryż po Nowy Jork. W naszej serii rozmawiamy z młodymi Polakami, którzy spróbowali życia w jednej z mitycznych metropolii. Przystanek Tokio.

|
lut 1 2017, 11:10am

Piotr Polański, japonista

Skąd się wzięła twoja fascynacja Japonią?
Chyba wszyscy z mojego pokolenia pamiętają chociaż jeden tytuł anime, które można było obejrzeć w latach 90. w telewizji. Na poważnie japońskim zająłem się w liceum, a to za sprawą koleżanki, wtedy fanki japońskiego metalu, z którą znalazłem wspólny język. Postanowiliśmy zapisać się na kurs języka, skończyło się na tym, że na kurs zapisałam się sam. Potem wszystko potoczyło się już w jednym kierunku. Dwa lata w szkole językowej, 5 lat studiów na japonistyce, wreszcie upragniony wyjazd na dłużej. Po drodze krótsze wyjazdy do Japonii od paru dni do paru tygodni.

Opisz swoje życie w Tokio.
Zaplątane. W Tokio zawsze jest się w coś wplątanym. Czy nazywać to mackami, czy pajęczyną, duże aglomeracje miejskie oplatają człowieka. Niektórym to pasuje, zawsze jest siła, która gdzieś nas ciągnie, a to do pracy, a to na spotkanie z przyjaciółmi. Tokio nie pozwala się nudzić. Niewielu Japończyków spędza czas w domu, nie ma po co, w Tokio jest tyle miejsc, gdzie można się zabawić, rozrywka czeka na każdym kroku. Mówię Tokio, ale dla mnie ono nie istnieje, jest na mapie, jest stolicą, ale to tak naprawdę są to setki małych miasteczek zalanych w jedno, każde z innym charakterem i przeznaczeniem. Tokio trudno opisać, parędziesiąt kilometrów zabudowań, brakuje przestrzeni, budynki pną się do nieba, każdy poziom tętni życiem. Przypomina to trochę las deszczowy... ze szkła i betonu.

Jakie widzisz przed sobą wyzwania?
Wszystko jest tu proste, zdobądź wizę, znajdź pracę i tu kończą się zmartwienia. Wynagrodzenie z pracy stałej pozwala na spokojne życie, trochę luksusu, wycieczki po Japonii i okolicznych krajach Azji. Wzywaniem może się najwyżej stać się rutyna, wtłoczenie w inną kulturę, nieporozumienia językowe czy światopoglądowe. Czasem też tęsknota za tak zwykłymi rzeczami, jak ciemny chleb masło czy piwo miodowe.

Twoje najważniejsze doświadczenia wyniesione z życia w Tokio to…
Japonia nauczyła mnie przede wszystkim pewności siebie. Obcokrajowiec potrzebuje jej tutaj naprawdę dużo. Trzeba wiedzieć, kim się jest i czego się chce.

Jakie masz plany?
Wyprowadzić się z Japonii za dwa trzy lata. Wzrok kieruję w stronę Australii bądź Nowej Zelandii.

Młodzi Polacy w Paryżu

Ola Janiec, art director

Co pociąga cię we współczesnej Japonii?
Dzisiaj Tokio to dla mnie perspektywy na przyszłość, przyjaciele znajomi i po prostu rynek, który zawodowo rozumiem lepiej niż Zachodni. Poza tym mam 157 cm wzrostu, z natury jestem przesadnie wrażliwa i uwielbiam proste lekkie jedzenie. W jakimś sensie w Japonii pod wieloma względami poczułam się jak w domu. Mam świadomość jednak problemów i społecznych trudności, które nie dotyczą mnie jako cudzoziemki wykonującej kreatywną pracę. Nie poszłam na japonistykę, zamiast tego zajęłam się modą i grafiką, skończyłam studia z biznesu międzynarodowego. W związku ze swoją pracą kilka lat temu oszalałam na punkcie japońskiego codziennego designu i stylu życia. Nie tego z okresu Edo, ale dzisiejszych zjawisk łączących w piękny sposób historię i nowoczesność.

Co robisz w Tokio?
Do przyszłej jesieni Tokio, jest dla mnie miejscem, z którym bywam. W tym roku przeprowadzałam badania marketingowe dla firmy kosmetycznej z Europy, realizowałam kilka produkcji i przygotowywałam materiały dla polskiej prasy. W zeszłym roku stażowałam przy projektach w japońskiej agencji dla m.in. Vogue Japan, TokyoFashionWeek czy domów towarowych Parco i Isetan.

Czy masz tu znajomych albo przyjaciół?
Tak, muszę jednak zaznaczyć, że wielu z moich znajomych mieszkało lub chociaż przez chwilę studiowało na Zachodzie. Tak było z moimi dwoma najbliższymi przyjaciółkami. Jedną z nich znam 11 lat, wiemy już, że jesteśmy na dobre i złe. Czas, lojalność, zaufanie. Do tego dochodzi praca w podobnej profesji. Odrzuciłabym twierdzenie, że to niemożliwe.

Gdzie zabrałabyś znajomych, którzy przyjechali cię odwiedzić?
D Departament położony na 8 piętrze domu towarowego Shibuya Hikarie. Kompleks z widokiem na tokijską panoramę to nic innego jak spełnienie japońskiego snu dla designera z Zachodu. Mieści się w nim restauracja, która zapoznaje z lokalnymi przysmakami z najdalszych zakątków kraju (sam opis pochodzenia kawy ma 6 linijek), sklep, w którym zakupić można przedmioty codziennego użytku zaprojektowane w tradycyjnym duchu odpowiadające na nowoczesne potrzeby i galeria, gdzie zrozumieć można ostatni wiek japońskiego designu ze zrozumiałej dla wszystkich perspektywy. Na przykład? W zeszłym roku tematem wystawy był ramen. Z 47 prefektur przywieziono makaron instant, który można było zarówno podziwiać w przecudownie zaprojektowanych opakowaniach, jak i od razu zakupić. W D Departament promuje się lokalność, autentycznych twórców i celebruje się japońską codzienność. Dla mnie bomba.

Najprawdziwszy ze stereotypów dotyczący Japończyków to…
Pokręcona z Zachodniego punktu widzenia seksualność, pamiętajmy jednak, że to część społeczeństwa i każdy z nas ma swoje prywatne dziwactwa. Po przejściu 7 pięter seks shopu w Akihabara trudno było nam znaleźć cos, co nie byłoby zbyt przerysowane w treści. Dziecięce podrywy niczym z liceum, a także spojrzenia w metrze, które nie prowadzą do kontaktu fizycznego. Tak jak podczas mojej jazdy metrem do pracy, pan o wyglądzie informatyka przez kilka minut patrzył na moją bluzkę na wysokości biustu z odległości siedzenia obok, nie reagując na moje komentarze, dopóki nie krzyknęłam na cały wagon po japońsku, że siedzi obok mnie hentai [dewiant seksualny — przyp. red]. Należy pamiętać, że seks w japońskiej kulturze nigdy nie był czymś złym i grzesznym, podobnie jak profesja prostytutki. W latach 90, któraś z szanownych małżonek pozwała męża, gdyż ten nie był zdolny jej zdaniem do posiadania kochanki.

A ten, który nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością?
Na Zachodnie wielu z nas przed przyjazdem do Tokio wyobrażamy sobie, że to niesamowicie nowoczesne miejsce. Nie da się zaprzeczyć, 39% użytkowników internetu ma minimum 65 lat, inwestycje w technologię i naukę są najwyższe na świecie, WiFi jest wszędzie, a w sklepach znajdziemy maszynę do wszystkiego. Lata świetności Japonii z ekonomicznego punktu widzenia, to jednak przeszłość. Miasto, szczególnie z lotu ptaka onieśmiela, ale nie jest szczególnie piękne. Tokio budowane w pośpiechu z niezwykle liberalnym prawem budowlanym wygląda jak eklektyczna gra komputerowa. Dla nas to retro-futurystyczna dżungla.

Jaki film najlepiej oddaje charakter tego miasta?
Szczególnie polecam ostatnie dwie produkcje Neflixowe: „Atelier" — serial o małej luksusowej marce w Tokio i „Midnight Diner : Tokyo Stories" - serial o właścicielu nocnej restauracji w Shinjuku i życiu ich gości.

A dla fanów vintage klimatów - pierwsza korpo drama z 1992 roku - „Tokyo Love Stories", dostępna na YouTube z angielskimi napisami. 

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Magdalena Demukai / Demi Demu, stylistka

3 lata temu spakowałaś swoje życie do walizek i razem z japońskim mężem przyjechałaś z Warszawy do Tokio. Opowiedz o swoich początkach w Japonii.
Pierwsze dwa lata funkcjonowałam jak ryba wyrzucona na brzeg. Doprowadziło to do kilku problemów prywatnych, drobnych nieudogodnień fizycznych, wyczerpania sił i półrocznego załamania. 

Dopiero od niedawna zaczęłam rozumieć, z jaką materią się mierzę. Tu kariera jest dosłownie hierarchiczną drabiną. Bardzo wolno i zawsze krok po kroku. Dlatego duża część obcokrajowców w pewnym momencie traci cierpliwość. Dla mnie najważniejsze jest znalezienie sposobu na przetrwanie i dojście do szczebla tzw. 'normy'. Posiadania kota i kilku roślinek.

Jak wygląda twój dzień?
Mój dzień wygląda klasycznie jak na freelansie. Jeśli nie ma zlecenia, pracuję w domu. Kilkanaście godzin robię research, piszę maile, rozkręcam kontakty wirtualnie lub jak jest zaproszenie — fizycznie, na wystawie czy pokazie.

Przez pewne utrudnienia, takie jak śladowa ilość języka angielskiego, jak i przez skalę rynku, pracować nad sobą muszę bez przerwy. Więc nawet kiedy wykonuję obowiązki domowe — gotuję czy sprzątam, słucham japońskiego na słuchawkach.

Żeby znów się nie posypać, nauczyłam się większej systematyczności, ograniczania alkoholu i sposobu na lepsze wyładowywanie stresu.

Od trzech miesięcy, minimum dwa razy w tygodniu o rano, jadę rowerem do parku trenować Tai Chi ze swoim mistrzem. Zupełnie jak w moim ulubionym filmie z dzieciństwa — „Karate Kid 2"

Czy udaje ci się nawiązać bliskie relacje z Japończykami?
Należę do Japońskiej rodziny, która przyjęła mnie ciepło i ze zrozumieniem. Nie bała się tatuaży, zgolonej głowy i tego, co „powiedzą sąsiedzi".
Starają się dać mi to, czego może mi tu brakować, nawet jeśli nie do końca leży to w ich naturze. To wielki zaszczyt.

A jeśli chodzi o przyjaźnie — jest to inny typ bliskości, odmienny od tego, który znamy. Jest pewna granica, której nie przekroczysz. Mimo wszystko, jako „gaijin" [osoba z zewnątrz — przyp.red.] czuję, że mam swoje przywileje. Czasem mogę usłyszeć znacznie więcej o czyimś życiu prywatnym, niż rodzina bo jako gaijin ich nie osądzę.

Czy udaje ci się czasem zapomnieć o twojej odmienności, która jest przecież na tak wielu poziomach — wygląd, kultura, język, doświadczenia?
Wcale nie chcę zapomnieć. A jeśli bym próbowała, zrobiłabym sobie szkodę.

Film, który najlepiej oddaje charakter tego miasto to według ciebie…
Wszystko jest tu — „Tokyo Pop", 1988. 

Młodzi Polacy w Berlinie

Michał Łojewski, grafik (White Cat Studio) projektant i właściciel marki (UEG)

Co łączy cię z Japonią?
Mieszkałem tu jako dziecko, między 6 a 12 rokiem życia. To były lata 80, Japonia miała swój peak gospodarczy i to się czuło w powietrzu. Na mnie, małym dziecku wszystkie te wieżowce i samochody robiły ogromne wrażenie. Właściwie nie pamiętam swojego życia przed Japonią, a przecież zazwyczaj ludzie mają jakieś bardzo wczesne wspomnienia. Japonia musiała je wyprzeć z mojej głowy.

Później po 20 latach postanowiłem wrócić i sprawdzić te moje wyobrażenia, bałem się, że podróż przyniesie rozczarowanie, ale nie. Wysiadłem z samolotu i poczułem harmonię — światła, smaki, zapachy to wszystko do mnie wróciło. Uwielbiam tu przyjeżdżać, to dla mnie największy odpoczynek.

Co cię teraz najbardziej zachwyca?
Wszechobecny dizajn. Kiedy wchodzę do knajpy, to ona jest przemyślana od architektury przez kształt pałeczek, aż po sposób podania jedzenia. Ale to coś więcej niż estetyka. Japończycy mają ogromny szacunek do drugiego człowieka, zanim postawią skrzynkę na ulicy, dokładnie sprawdzą, czy nie będzie nikomu przeszkadzał, czy nie za bardzo wystaje, czy ktoś o nią nie zahaczy. To są rzeczy, których się tam doświadcza na każdym kroku.

Poza tym Tokio jest chyba najbezpieczniejszym miejscem na ziemi. Możesz błądzić w środku nocy po ciemnych zaułkach i nic Ci nie grozi. To samo dotyczy własności. Pamiętam, że jako dziecko znalazłem kiedyś monetę 50¥ na ulicy, przyglądałem się jej przez chwile po czym ją zostawiłem, bo w Japonii nikt nie weźmie czegoś, co do niego nie należy i ja to czułem doskonale. Nie chodziło o żadną karę, tylko o zasadę.

Tyle jest stereotypów o Japończykach, zazwyczaj są kąśliwe, czy któryś z nich chciałbyś obalić?
Wiele osób powie ci „Japończycy są zboczeńcy, kupują używaną damską bieliznę w automatach". Tak, to prawda, są tacy, którzy kupują, mają swoje dewiacje i to jest bardzo złożony temat, ale z drugiej strony nie dopuszczają się gwałtów. W Polsce nie ma automatów z używanymi majtkami, nie ma dewiacji, ale za to statystyki przemocy seksualnej są przerażające.

Czy w tym morzu różnic, znajdujesz jakąś cechę wspólną?
Myślę, że zamiłowanie do imprez i alkoholu, które podobno jest polską domeną.
Japończycy wychodzą w miasto po pracy i jadą po bandzie aż do rana, a że genetycznie gorzej przyswajają alkohol, rzuca im się na błędnik. Czasem kończą na chodniku. To, że przed klubem kilka osób leży na ziemi jest pewnym standardem.
Oczywiście ci ludzie są bezpieczni.

Wyobraź sobie piękną młodą dziewczynę, kompletnie narąbaną na chodniku, a obok jej telefon i portfel. Nikt jej nie okradnie, nie zgwałci ani też nie skrytykuje… ale tu znów wkraczam w rozmowę o przeciwieństwach.

Młodzi Polacy w Londynie

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Kisshomaru Shimamura