od modelki do matki, czyli dlaczego mamy supermodelki są naprawdę super

Modelki o superstatusie 20 lat później znów brylują na wybiegach.

tekst i-D Team
|
19 Marzec 2015, 4:15pm

Stella Tennant. Zdjęcie: Paolo Roversi. Stylizacja: Edward Enninful.

Uroda Amber Valletty, Kristen McMenamy i Stelli Tennant jest jak dobre wino - im starsze tym lepsze. W latach 90. wszystkie trzy panie należały do prestiżowego grona modelek o superstatusie. W tym złotym okresie wręcz nie schodziły z wybiegów, a ich twarze zdobiły niezliczoną liczbę okładek, sesji i kampanii reklamowych. Dziś, 20 lat później, Stella, Amber i Kristen znów brylują na wybiegach (przy okazji pokazując młodszym koleżankom, jak to się robi), błyszczą na zdjęciach i raz jeszcze puszczają do was oczko z okładki i-D. Teraz są starsze, mądrzejsze, a przede wszystkim dokładnie wiedzą, kim są i czego oczekują od życia. Wystarczy rzucić okiem na zdjęcia w galerii obok, a staje się jasne, że te matki supermodelki są naprawdę super.

- Wszystko miałyśmy najlepsze… - wspomina Amber Valletta w przerwie między zdjęciami do pilotowego odcinka serialu dla amerykańskiej telewizji ABC, kręconego na wybrzeżu Karoliny. - Najlepszych projektantów. Najlepszych fotografów. Najlepszych stylistów. Najbardziej twórcze pomysły. To były niesamowite czasy, prawdziwa eksplozja mody. Dziewczyny, które dziś zaczynają jako modelki, muszą funkcjonować 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Wywiera się na nie ogromną presję. My tak nie miałyśmy.

Amber Valletta, Zdjęcie: Craig McDean. Stylizacja: Edward Enninful.

Jednak smak prawdziwej światowej mody poprzedniej epoki i otaczającego ją blichtru poznała tylko garstka wybranych kobiet. Dziś to właśnie one, modowe diwy czy - jak kto woli - glamazonki lat 90., wracają do gry w wielkim stylu, o czym świadczy choćby wykorzystanie wizerunku Kristen McMenamy w kampanii Louisa Vuittona wiosna/lato 2011 oraz pokaz Louisa Vuittona jesień/zima 2011, na którym po latach spotkały się Amber Valletta, Stella Tennant, Kate Moss, Carolyn Murphy i Naomi Campbell. Wydaje się, że to właśnie Marc Jacobs najlepiej wykorzystał ich potencjał kulturowy. W jego działaniach można upatrywać próby nawiązania ponownego dialogu z pokoleniem kobiet, które miały mieć wszystko, czego zapragną: karierę, rodzinę, kochającego partnera, i dla których wszelkie ograniczenia i niesprawiedliwości tego świata miały nie stanowić żadnej przeszkody. A to przecież bardzo atrakcyjny wzorzec do naśladowania.

Kristen McMenamy. Zdjęcie: Josh Olins.

„Stella Tennant to jedna z moich ulubionych kobiet na świecie. Nigdy nie przestała być inspiracją dla branży modowej, nie tylko dzięki swojej urodzie, ale również dlatego, że jest niezwykle inteligentna i bezpretensjonalna". Edward Enninful

Stella Tennant patrzy na tę sprawę bardzo trzeźwym okiem. Jej zdaniem powrót znajomych twarzy to po prostu część naturalnego obiegu w świecie mody. Sugeruje również, że to recesja wymusiła na projektantach takich jak Marc Jacobs i Tom Ford zwrot ku dobrze znanym wartościom, które stabilizują i uspokajają rynek. W czasach kryzysu ekonomicznego trzeba zewrzeć szyki, przegrupować wojsko i otoczyć się ludźmi, których znamy i którym ufamy. To ruch strategiczny.

- Myślę, że teraz wszyscy chcą czuć się komfortowo i wśród swoich, a nasze twarze im to zapewniają. Poza tym, którego 20-latka stać na Louisa Vuittona? Zawsze dziwiło mnie, dlaczego po wybiegach chodzą 14-latki. Przecież nijak ma się to do rzeczywistości, w której obracają się odbiorcy kolekcji - mówi Stella. - Wydaje mi się też, że projektanci cieszą się, iż mają okazję pracować z ludźmi, z którymi dzielą wspólną przeszłość, z którymi nadają na tych samych falach. Jesteśmy na podobnym etapie w życiu, przez co więcej nas ze sobą łączy. Ale nie wiem, czy to tylko taki przejściowy okres w modzie, czy może jakaś trwała tendencja. To się jeszcze okaże.

Stella Tennant i Brett Anderson, Zdjęcie: Jean Baptiste Mondino. Październik 1994.

Modelki takie jak Amber, Stella i Kristen były (i są) kimś więcej niż jedynie manekinami czy awatarami marzeń o karierze i sukcesie dostępnymi na wyciągnięcie ręki. Nawet jeśli czasem balansowały na krawędzi, to dzięki nim świat mody zyskał ludzką twarz i dla całego pokolenia kobiet stał się po prostu przystępniejszy, choć ciągle niepozbawiony nuty fantazji i zabawy. Nasze pokolenie widzi to jednak zgoła inaczej.

Kilka wieczorów temu wybrałam się na spotkanie z grupą bystrych, dobrze ubranych feministek, do których sama zresztą się zaliczam, i z nieukrywanym rozczarowaniem przysłuchiwałam się, jak niektórym kobietom łatwo przychodzi powierzchowne krytykowanie modelek, co w moim odczuciu godzi w podstawowe założenia feminizmu, do których należą przecież równość szans, walka ze stereotypami oraz potrzeba wspierania kobiet w ich decyzjach. Moje własne z góry wyrobione opinie na temat tego, czym zajmują się modelki i do czego mogą dojść w tym zawodzie, na zawsze zmieniły się po tym, jak zaczęłam szczerze rozmawiać z nimi o ich pracy w branży modowej i życiu prywatnym. Nie można zapominać, że bez poświęcenia i samodyscypliny żadna z nich nie miałaby najmniejszych szans na ponad 10-letnią karierę w tej profesji, a żeby wejść na szczyt, musiały najpierw odebrać od życia solidną naukę o naturze biznesu i przyjemności. Każdy ma prawo stanowić o własnym losie i z determinacją dążyć do celu, czemu więc miałabym go odmawiać modelkom?

Stella Tennant. Zdjęcie: Craig McDean. Grudzień 1995.

- Czy to, że jesteś piękna, jednocześnie oznacza, iż odkleiłaś się od rzeczywistości i nie wolno ci mieć własnych opinii? - dziwi się Amber.

„Amber Valletta to kwintesencja amerykańskiej urody. Gdyby Hitchcock jeszcze żył, chciałby mieć ją w swoim filmie". Edward Enninful

Zanim została modelką, Amber planowała podjąć pracę w opiece społecznej; do dziś aktywnie angażuje się w politykę i wciąż nie są jej obojętne problemy życiowe innych ludzi.

- Dorastałam w rodzinie, która miała bardzo niewiele - przyznaje Amber - więc gdy zarobiłam pierwsze poważne pieniądze, dziwnie się z tym czułam. Moja mama nie miała dobrze płatnej pracy i nigdy nie było tak, że dostawałam jakieś rzeczy, bo tego chciałam. Nigdy nie zapomnę, jak to jest. Nie wolno mi o tym zapomnieć.

Kristen McMenamy przytakuje:

- Wychowywałam się w bardzo surowym katolickim domu na amerykańskich przedmieściach, gdzie najważniejsze jest, żeby nie wychodzić poza schemat, bo w przeciwnym razie kończy się jako wyrzutek. Ja zawsze byłam wyrzutkiem. Pragnęłam atencji, której w domu ciągle mi brakowało.

Stella Tennant. Zdjęcie: Richard Burbridge. Kwiecień 2001.

Z biegiem lat zaczynasz postrzegać swoje życie jako sumę różnych doświadczeń. Całościowy punkt widzenia umożliwił naszym bohaterkom powrót do pracy na ich własnych warunkach. Stella Tennant przekonuje, że takie podejście nigdy nie było jej obce:

- Mam czwórkę dzieci i to siłą rzeczy zawsze będzie dla mnie priorytetem. Kocham moją rodzinę. Jako nastolatka twierdziłam, że nigdy nie będę miała męża i dzieci, ale człowiek dojrzewa i zmienia zdanie - uśmiecha się lekko ironicznie. Dzieci właśnie mają wakacje, więc dom aż tętni życiem. - No cóż, zachciało nam się z Davidem [Lasnetem - red.] dużej rodziny. Wiesz co? To dziwne, ale z czwórką dzieci jest dużo łatwiej niż z trójką!

Stella mieszka na wsi w Szkocji niedaleko miejsca, w którym się wychowała. Jej życie wydaje się chaotyczne, a jednocześnie bliskie ideału. Nic dziwnego, że jest zawsze uśmiechnięta i serdeczna. Ma ogromny dom, męża fotografa, z którym dzieli życie, menażerię, m.in. królika o imieniu Justine, nazwanego tak na cześć Justine Frischmann z zespołu Elastica, oraz czwórkę niesfornych dzieciaków. To właśnie w kwestii wychowania dzieci Stella pozostaje nieugięta i za nic w świecie nie zdecyduje się wyjechać z nimi do miasta.

- Sama dorastałam na wsi i nie wyobrażam sobie, jak miałabym wychowywać moje dzieci w mieście. A już na pewno nie w Nowym Jorku - przyznaje. - Bałabym się, że tam nigdy nie dowiedziałabym się, kim tak naprawdę są moje dzieci, bo sama czuję się w tym mieście bardzo obco. Przerażała mnie myśl, że moje dzieci znałyby zwierzęta tylko z zoo w Central Parku!

Amber Valletta. Zdjęcie: Richard Burbridge. Marzec 1999.

Niedawno, pierwszy raz od siedmiu lat, córki Stelli przyjechały z nią do Nowego Jorku. Dziewczynki i ich mama wzięły razem udział w kampanii dla H&M, co dla obu stron było nie lada wydarzeniem.

- Taka sesja zdjęciowa to poważna sprawa. Musiałam przemyśleć wszystkie za i przeciw, ale w końcu uznałam, że to tylko jeden dzień i nic złego nie może z tego wyniknąć. Dziewczynki nigdy wcześniej nie odwiedziły studia i to było dla nich cenne doświadczenie - mówi z ulgą Stella. - Cieszyłam się, że miały okazję zobaczyć środowisko, w którym pracuję, i poznać ludzi, których znam długie lata. To zabawne, że mogłam tak po prostu przedstawić moje dzieci starym znajomym. Ale sprawa nie przeszła bez echa, bo inne dzieci trochę potem dokuczały dziewczynkom w szkole, śmiały się, że widziały je na zdjęciach w Edynburgu. Większość ludzi tutaj albo nie wie, co robię, bo takie zjawiska jak moda tu nie docierają, albo w ogóle ich to nie interesuje. Szkoci generalnie są bardzo odporni na wszelką sztuczność.

Amber Valletta. Zdjęcie: Craig McDean. Październik 2002.

„Często słyszę, że pozuję na wielką przeciwniczkę Hollywood, botoksu i liftingu. Ale to nieprawda. Z drugiej strony chciałabym, żeby ludzie przestali zaklinać starość. Prędzej czy później każdego z nas ona dopadnie". Kristen McMenamy

Podobnie myśli Stella, która woli zestarzeć się z godnością, niż sięgać po kosmetyczne sztuczki. Imperatyw wiecznej młodości, za którym podąża wiele jej koleżanek po fachu oraz zastępy naśladujących je anonimowych kobiet, budzą jej sprzeciw.

- To oczywiście indywidualny wybór, dlatego nie oceniam kobiet, które chcą sobie coś poprawić, ale pewien komik powiedział kiedyś, że jeśli decydujesz się na zabieg kosmetyczny, to znaczy, że wolisz wyglądać strasznie niż staro. Mogłabym się pod tym podpisać - przekonuje Stella. - To jak stąpanie po cienkim lodzie. Zbyt często spotykam ludzi, którzy najwyraźniej już sami nie wiedzą, jak chcieliby wyglądać. Gdybym z próżności dała się pokroić, byłabym na siebie zła. Chociaż to pewnie po części wina mojej kalwińskiej natury, która nie pozwala mi wydawać pieniędzy na takie rzeczy. Dobre geny posiadają tylko niektórzy, ale w dzisiejszych czasach wszyscy mamy dostęp do Photoshopa. Może to jest jakaś odpowiedź. Oczywiście nie mówię, że nie chciałabym przez całe życie wyglądać młodo, ale nie tak funkcjonuje ten świat.

Amber Valletta. Zdjęcie: Craig McDean. Marzec 1994.

Z taką postawą w pełni utożsamia się również Kristen:

- Chciałabym, żeby ludzie porzucili tę desperacką pogoń za młodym wyglądem. W dzisiejszych czasach to wręcz grzech się zestarzeć. A ja pytam: ile trzeba mieć lat, żeby wolno ci było wyglądać staro? Przecież prędzej czy później wszystkich nas to czeka…

Amber Valletta jako pierwsza przyznaje, że sława na początku uderzyła jej do głowy. Pierwszy kontrakt z lokalną agencją podpisała za nią jej pracująca na poczcie mama. Amber miała wtedy 15 lat i mieszkała w Tulsie w stanie Oklahoma - mieście, które większości kojarzy się jako tło wczesnych filmów Larry'ego Clarka lub ostatnia ostoja osobliwości w tym skrajnie konserwatywnym amerykańskim stanie. Szybko wypatrzył ją agent z Nowego Jorku, który pewnie nawet w najśmielszych snach nie marzył o odkryciu tak niesamowicie nieuchwytnych rysów. W ciągu jednego dnia porzuciła liceum oraz pokazy w lokalnych centrach handlowych i wskoczyła w sam środek burzliwego, wciągającego świata wielkiej mody. Trzy lata później 18-letnia Amber była już sławna, chodziła na pokazach wszystkich czołowych projektantów, zdobiła okładki lśniących magazynów i większość czasu spędzała w samolotach, podróżując po całym świecie. Nie miała wyboru, musiała szybko się uczyć.

Kristen McMenamy. Zdjęcie: Juergan Teller. Marzec 1996.

„Ta uwaga świata, która skupiła się na nas, to dla wszystkich była nowość, coś takiego wcześniej się nie zdarzało. My też miałyśmy ciężko, ale dziś rynek wymusza na modelkach, żeby ze sobą rywalizowały, przez co wszelkie niepowodzenia bolą dużo bardziej". Amber Valletta

- Gdyby nie przypadek i trochę szczęścia, pewnie dziś by mnie tu nie było - przyznaje szczerze Stella. - Pierwsze kroki w zawodzie próbowałam stawiać, gdy miałam 18 lat. Przez dwa tygodnie chodziłam od agencji do agencji na londyńskim East Endzie. Chciałam trochę dorobić, ale nikt mnie nie zatrudnił, więc porzuciłam ten pomysł i poszłam do szkoły artystycznej. Udało się, gdy najmniej się tego spodziewałam. Byłam świeżo po szkole, kiedy ktoś namówił mnie na zrobienie sesji o dziewczynach z Londynu ze Stevenem Meiselem. Pomyślałam, że ten jeden raz nie zaszkodzi.

Fakt, iż rozmawiamy o tym blisko 20 lat później, dowodzi tylko, jak bardzo się myliła. W 1993 roku Isabella Blow zaproponowała jej udział w kultowej dziś sesji dla brytyjskiego „Vogue'a" - Stella wcieliła się w jedną z młodych arystokratek reprezentujących głęboko zakorzenione brytyjskie tradycje, które przełamano odważną modą uliczną. Jej ostre kości policzkowe, fryzura na chłopaka i kolczyk w przegrodzie nosowej stały się znakami rozpoznawczymi ruchu Cool Britannia. Podobnie rzecz się miała w przypadku Kate Moss, która początkowo była twarzą stylu grunge.

- To były bardzo spontaniczne i twórcze czasy. Miałam szczęście, że zaczęłam pracę właśnie wtedy, bo wszyscy świetni początkujący fotografowie: David Sims, Craig McDean, Mario Sorrenti, Glen Luchford… mogłabym wymieniać w nieskończoność, byli mniej więcej w moim wieku i dzięki temu mogliśmy się lepiej poznać - Stella chętnie weszła w to wielokulturowe, otwarte środowisko. I wspomina dziś z sentymentem: - Uwielbiałam te nasze spontaniczne akcje. Ktoś rzucił hasło i za chwilę siedziałam już w samochodzie z paczką kreatywnych przyjaciół. Dziś ludzie ograniczeni są wymogami rynku i wszystko kręci się wokół pieniędzy. Młodym talentom dużo trudniej się wybić, ale pewnie wciąż są jeszcze tacy początkujący fotografowie, którzy w poszukiwaniu inspiracji bez wahania wskoczą z tobą do samochodu.

Kristen McMenam. Zdjęcie: Juergan Teller. Czerwiec 1993.

W międzyczasie Amber Valletta zaliczyła szereg sesji dla europejskich magazynów i sporo międzynarodowych kampanii. To imponująca kolekcja. Do Europy przeprowadziła się już jako 20-latka i ta nowa perspektywa pozwoliła jej inaczej spojrzeć na świat:

- Muszę przyznać, że odkąd zamieszkałam na kontynencie, zrobiłam się trochę cyniczna wobec Ameryki - wzdycha.

Gdy zaczęła dobrze zarabiać, zajęła się walką o dobro środowiska i zbiórką pieniędzy na rzecz najbiedniejszych. Razem z innymi zaangażowanymi gwiazdami pojawiła się w teledysku Willa.I.Am „Yes, We Can", który wspierał Baracka Obamę w jego kampanii w 2008 roku. Amber twierdzi, że biorąc pod uwagę nadużycia prawicy i wagę wyzwań, przed którymi go postawiono, Obama radzi sobie całkiem nieźle.

- Ludzie nie zdają sobie sprawy, z jakim bałaganem musiał zmierzyć się Obama. Myślę, że gdyby znali prawdziwą skalę problemu, byłoby im trudniej go krytykować" - tłumaczy.

Modeling był dla niej również trampoliną do kariery filmowej. Amber nie jest jednak kolejną aktorką łamane na modelką, łamane na nie wiadomo co. Przygoda z aktorstwem to dla niej trochę przedłużenie dzieciństwa, które spędziła na zabawie w teatr.

- Gdy byłam dzieckiem, uwielbiałam przebierać się i wymyślać całe przedstawienia albo odgrywać krótkie scenki. W piwnicy domu moich kuzynów zbudowaliśmy sobie nawet teatr. Świetne czasy. Gdy pozowałam do sesji, czułam się trochę jak aktorka, chciałam dobrze wejść w rolę, ale gdy naprawdę posmakowałam aktorstwa, zaczęłam traktować granie jako narzędzie do rozwiązywania własnych problemów wewnętrznych, a to jest niezdrowe - mówi Amber, która przyznaje, że gdy była nastolatką, nie mieściło jej się w głowie, iż ludzie w magazynach i telewizji istnieją naprawdę oraz że kiedyś mogłaby stać się jedną z nich. Zachęcona sukcesem Shalom Harlow, jej bliskiej przyjaciółki i koleżanki z planu telewizyjnego show „House Of Style", Amber uświadomiła sobie, że kariera aktorska jest w zasięgu ręki:

- Zobaczyłam, że mam przed sobą mnóstwo możliwości. Że jeśli moja najlepsza przyjaciółka może to robić, to ja też. I wtedy zadzwonił do mnie Steven Spielberg, który akurat pracował nad „A.I. Sztuczną inteligencją", pomyślałam, że to musi być jakiś znak.

Dziś Amber doskonale wie, jak zachować równowagę między życiem prywatnym i zawodowym:

- Jakieś 10 lat temu postanowiłam trochę zwolnić tempo, ale jako modelka nadal z przyjemnością przyjmuję zlecenia, jeśli uznam, że naprawdę warto. Poza tym uwielbiam grać.

W 2003 roku Amber wyszła za mąż za siatkarza i olimpijczyka Christiana McCawa, z którym ma syna Audena. Zagrała w kasowych filmach, np. „Co kryje prawda" z Michelle Pfeiffer oraz „Hitch" z Willem Smithem. Stara się dzielić czas między aktorstwo, wychowanie dziecka oraz pracę charytatywną, w ciągu pół roku planuje ruszyć z własną akcją społeczną, ale na razie nie chce o tym mówić, żeby nie zapeszyć:

- Naprawdę wierzę, że ludzie powinni tak dla odmiany w końcu połączyć siły i zacząć pomagać sobie nawzajem. Przy obecnej sytuacji na świecie chyba nie pozostaje nam nic innego.

Także Kristen McMenamy i Stella Tennant świetnie sobie radzą.

- Nigdy bym nie pomyślała, że można połączyć bycie mamą z karierą modelki - przyznaje Kristen.

Taki stan rzeczy odpowiada również Stelli, zarówno na płaszczyźnie emocjonalnej, jak i zawodowej:

- Myślę, że jednym z powodów, dla których nadal pracuję w zawodzie, jest to, że miałam w swojej karierze kilka przerw. Gdybym na jakiś czas nie zniknęła, zaangażowanie mnie teraz nie byłoby żadną odmianą. Nieobecność powoduje, że stajemy się bardziej sentymentalni. Moda to taki dziwny biznes, nigdy nie wiesz, co czai się za rogiem. Gdy zaczynałam, myślałam, że pociągnę co najwyżej pół roku, ale to było już bardzo dawno temu…

Tekst Susan Corrigan

[The Hedonist Issue, nr 313, lato 2011]

Tagged:
Μόδα
mamy
matki
amber valletta
kristen mcmenamy
stella tennant
supermodelki