antologia polskiego modelingu: monika „jac” jagaciak

#polishgirl został postawiony na Instagramie ponad 20 milionów razy (w chwili kiedy to czytasz, ta liczba pewnie sporo wzrosła). #polishboy też ma się świetnie, w ten sposób otagowano ponad 5,5 miliona zdjęć… Zastanawialiście się kiedyś, skąd ta...

|
28 Sierpień 2015, 9:25am

Twoja kariera zaczęła się bardzo wcześnie, miałaś 13 lat.
To był przypadek, koleżanka mojej starszej siostry próbowała swoich sił w modelingu i pojechała do Japonii — w naszym małym mieście wszyscy o tym wiedzieli, to było wydarzenie. Ja miałam wtedy już 175 cm wzrostu, więc kiedyś przy obiedzie siostra powiedziała, że powinnam spróbować, bo to może być fajna przygoda. Wygooglowałam pierwszą agencję w Poznaniu i chwilę przed 13. urodzinami poszłam na casting. Moja mama była mocno zaskoczona, nigdy nie miałam podobnych marzeń. Na castingu chodziłam w jej szpilkach (śmiech) i tego samego dnia podpisałam kontrakt.

Zastanawiasz się czasami, co by było, gdyby… gdyby twoja siostra nie rzuciła tego pomysłu?
Myślę, że to by się i tak stało. Kilka tygodni po castingu byłam na zakupach w centrum handlowym i ktoś do mnie podszedł, zadając standardowe pytania. To był scout szukający modelek. Jeśli w Polsce dziewczyna ma ponad 170 cm wzrostu i jest ładna, to pomysł, że mogłaby zostać modelką, na pewno się pojawi. Dziś 12-13-letnie dziewczyny są bardzo świadome, często same chcą spróbować sił w modelingu.

Cała twoja rodzina to sportowcy — tata jest trenerem kadry w skokach wzwyż, siostra w zeszłym roku została mistrzynią Europy w trójskoku. Też pewnie myślałaś o karierze sportowej?
Zaczęłam trenować skok wzwyż, ale chyba chciałam się z tego wyrwać. W pewnym momencie musiałam dokonać wyboru, podjąć decyzję, bo jeśli zaczyna się trenować profesjonalnie, to ciało się zmienia. Nie było wyjścia, nigdy nie mogłabym wtedy wrócić do modelingu.

Ale sport to też kształtowanie postawy, psychiki. Regularne treningi pewnie dużo ci dały.
Dzięki temu byłam dojrzalsza, jako dziecko jeździłam na obozy sportowe, dużo czasu przebywałam ze starszymi, byłam mocniejsza psychicznie. Dziś też nie wyobrażam sobie życia bez sportu. Chodzę czasami na bikram jogę, ale najczęściej biegam, zaczęłam ćwiczyć boks. Co dwa, trzy dni muszę coś z sobą zrobić — inaczej źle się czuję.

Wróćmy do momentu twoich pierwszych kroków w branży. Chodzisz jeszcze do szkoły podstawowej, po pierwszych castingach jesteś twarzą kampanii Hermèsa, a za obiektywem jednej z twoich pierwszych sesji stoi Peter Lindbergh. Jak wspominasz ten czas?
To było przerażające, pamiętam, jak pierwszy raz w życiu leciałam samolotem na testy do Paryża i zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, co robię. Pamiętam też, jak byłam wtedy ubrana (śmiech): miałam wysokie bokserskie buty za kostkę, wszystkie nastolatki w Polsce wówczas takie nosiły. Do tego jasne, przecierane jeansy w stylu Dolce & Gabbana. Jakoś się udało, ktoś dostrzegł we mnie potencjał. Na szczęście jako dziecko miałam dużo śmiałości, potrafiłam rozmawiać z ludźmi, których nie znałam. Chociaż nie miałam dobrego angielskiego, dogadywałam się, mocno gestykulując rękami.

Więc masz 13 lat, a świat wokół ciebie zaczyna wirować szybciej, pojawiają się nowe perspektywy, zaczynasz wierzyć w ten cudowny sen, ale nagle wybucha burza. W środowisku budzisz kontrowersje, część osób uważa, że jesteś za młoda, że twoja obecność na wybiegu to seksualizacja mody. Twoje nazwisko staje się symbolem nieodpowiedniego traktowania modelek przez branżę — to musiało być obciążające.
Najbardziej atakowano mnie przed australijskim fashion weekiem i — prawdę mówiąc — to była jedyna sytuacja, kiedy to odczułam. Wcześniej w Japonii fakt, że mam 13-14 lat, był absolutnie normalny. Wszystkie pracujące tam modelki są bardzo młode. W Europie czasami pojawiały się zarzuty, ale Australia była poważnym błędem mojej agencji. Nie miałam świadomości tego, co się dzieje. Zobaczyłam jakiś artykuł w internecie, odebrałam telefon od agencji, żeby nie rozmawiać z mediami. Zdziwił mnie dopiero fakt, że do mojego miasta przyjechał dziennikarz, który śledził mnie z aparatem, gdy szłam do szkoły, i zrobił mi zdjęcie w mundurku! Wtedy zaczęłam myśleć, że pracowanie w tym wieku, może nie jest do końca normalne — chociaż z drugiej strony, wszystko zależy, jak to wygląda.

Niedawno Cara bardzo ostro wypowiedziała się o fotografach molestujących modelki. W jednym zdaniu mówi wprost: „Niektórzy fotografowie są tu tylko ze względu na dziewczyny".
To się pewnie zdarza, ja miałam na tyle szczęścia, że od początku pracowałam z najlepszymi ludźmi, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Czasami latałam z mamą, czułam się bezpiecznie.

A jak oceniasz całą tę sytuację teraz, z dystansu, z perspektywy młodej kobiety, która wie i rozumie więcej.
Granica wieku to kwestia indywidualna. Psychicznie byłam gotowa na tę pracę, miałam taki charakter. Ale myślę też, że gdybym teraz miała wybór, to zaczęłabym chwilę później i inaczej poprowadziłabym karierę. Np. popracowałabym nad angielskim i komunikacją z ludźmi na planie. Ponieważ zaczynałam tak wcześnie, trudno mi było stać się dla nich partnerem. Chciałabym od początku pokazać tym wszystkim wspaniałym ludziom, z którymi pracowałam, kim jestem i jaki mam charakter.

Branża przez dwa lata zapomniała o twoim istnieniu, przez ten czas mogłaś zbuntować się, zmienić kierunek...
Jasno powiedziano mi, że nie mogę robić dużych rzeczy, ale byłam przygotowywana do powrotu, robiłam mniej ważne sesje. Po raz pierwszy w życiu zarabiałam, myślałam racjonalnie, że nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, mam odłożone pieniądze na studia.

Dopiero w 2009 roku pojawiłaś się na wybiegu nowojorskiego i mediolańskiego fashion weeku, od razu zgarnęłaś najważniejsze pokazy, np. Pradę. Chwilę później zostałaś twarzą Calvina Kleina — uosobieniem luzu i nowoczesności.
To był superpoczątek, choć z Calvinem Kleinem też nie było tak od razu (śmiech). Pamiętam, że jeszcze przed pokazami pierwszy raz pojechałam do Nowego Jorku razem z agentką. Steven Meisel zobaczył moje zdjęcia i zabukował mnie do sesji CK Jeans. Z nim nigdy nic nie wiadomo, często zmienia zdanie, starałam się więc zachować spokój, ale gdy pojawiłam się na planie, wydało się, że nie mam 16 lat. Auć! Nie udało się, musiałam wrócić do Polski. Pocieszałam się, myśląc: „Nic się nie stało". Pół roku później okazało się, że historia się powtarza. Pamiętali o mnie i zaprosili do kampanii Calvina Kleina.

Stałaś się nową twarzą sezonu, wszyscy dowiedzieli się, kim jesteś, obcy ludzie rozpoznawali cię na ulicy. Jakie to uczucie?
Dziwne. Gdy patrzę na swój Instagram i widzę, że prawie 400 tys. ludzi mnie followuje, to nie mogę w to uwierzyć. Mam nadzieję, że jeśli ktoś myśli o mnie jako znanej osobie, to przeczyta też wywiad i zainteresuje się tym, co mam do powiedzenia. Mam świadomość, że to jest potencjał, który można fajnie wykorzystać, np. przy okazji akcji charytatywnej. Mam milion pomysłów na to, co mogłabym robić — ostatnio marzą mi się programy o podróżach, jakiś czas temu myślałam o studiach w poznańskiej School of Form, miałam też plan, żeby studiować dizajn w Nowym Jorku, ale to za jakiś czas.

Teraz dołączyłaś do grona aniołków Victoria's Secret, zdobyłaś kolejny szczyt. To zupełnie inna estetyka, inny pomysł na modeling. Jakie masz jeszcze ambicje i plany?
Nigdy nie miałam czegoś takiego jak plan na siebie w modzie, bo tutaj trudno coś zaplanować. Np. nigdy nie miałam marzenia, żeby stać się aniołkiem Victoria's Secret. Jestem szczęśliwa, zostałam doceniona, ale to jest rola - prywatnie jestem kimś zupełnie innym. Teraz moją ambicją jest pokazać, że mogę zrobić dwie zupełnie różne rzeczy. Bawić się komercją, np. chodzić w takich pokazach jak Victoria's Secret czy robić katalogi H&M, a jednocześnie rozwijać się w artystyczną stronę, czyli wrócić do pracy z takimi fotografami jak Patrick Demarchelier albo Paolo Roversi. To są właśnie osoby, z którymi pracowałam na samym początku. Wtedy czułam intuicyjnie, że na sesji dzieje się coś fantastycznego, ale nie miałam jeszcze takiej wiedzy o modzie, żeby to docenić. Teraz czuję się dojrzalsza, myślę, że na sesji mogłabym dać z siebie dużo więcej.

Wcześniej reprezentowałam nastawienie nastolatki - kupuję, żeby założyć dwa trzy razy i zrobić wrażenie, a później nudzę się i odkładam. Teraz zwracam uwagę na rzeczy, które mogę nosić latami. Lubię wyszukiwać vintage'owe ubrania Chanel albo Diora. Mój styl na co dzień jest luźny, często ubieram się na czarno: jeansy, T-shirt, skórzana kurtka… Ubrania od projektantów mieszam z rzeczami z sieciówek.

Jak myślisz, co będziesz robić za 10 lat? Będziesz pracować w modelingu?
Niewykluczone, teraz bardzo zmieniają się kanony, 30-letnie modelki nikogo już nie dziwią.

Ale może się znudzisz?
Ja już się znudziłam milion razy i wtedy robiłam sobie przerwę na dwa, trzy miesiące. Największy kryzys miałam dwa lata temu, napisałam maturę, przeprowadziłam się do Warszawy, byłam zakochana i chciałam od wszystkiego się odciąć, pożyć. Musiałam się zatrzymać i pomyśleć, co tak naprawdę jest dla mnie w życiu ważne. Często rozmawiam z moimi rówieśniczkami albo z dziewczynami starszymi i okazuje się, że wiek 20-21 lat to właśnie ten moment, gdy nagle dociera do ciebie, czego oczekujesz od życia. Wtedy tak naprawdę się dojrzewa. Musiałam sama dojść do tego, czy to, że chcę być modelką, to jest moja własna ambicja, czy może jednak oczekiwania innych osób, które mnie do tego popychają. To zabrzmi dziwnie, ale jeśli pracujesz intensywnie od 16. roku życia, to wcale nie jest takie oczywiste. Wracając do twojego pytania — mam bardzo prosty plan: chciałabym mieć rodzinę (uśmiech).

Przeczytaj intymną rozmowę z Kate Moss.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Kuba Dąbrowski / LAF am
Stylizacja: Aśka Ciesielska
Monika ma na sobie sweter Alexander Wang (Frank A) i płaszcz Sandro.