girl power wiecznie żywa

Oto niezapomniane lekcje, których udzieliły nam Spice Girls.

tekst Stevie Mackenzie-Smith
|
04 Sierpień 2016, 4:11pm

Girl Power. Zaraźliwa, barwna filozofia, wykrzykiwana z obowiązkowym gestem pokoju po ponad dwudziestu latach wciąż ma się dobrze. I wciąż ją uwielbiam. Co sprawia, że widok Spice Girls tańczących na schodach hotelu w teledysku „Wannabe" sprawia, że czuję motylki w brzuchu? Mam dwadzieścia-parę lat i żyję w czasach czwartej fali feminizmu. Kocham Girl Power, bo wiem, że wpływ Spice Girls ukształtował mój malutki móżdżek oraz mózgi innych kobiet i zmienił nas na lepsze.

Na Girl Power składa się wiele różnych czynników: niezwykły marketing, wysokie kopniaki, nostalgia, siła, pewność siebie, mówienie ludziom czego bardzo, bardzo chcesz (zig-a-zig-ha!), smak Chupa Chupsów, adidasy na koturnie, buntownicza przyjaźń — w skrócie ideologia, której nadal się trzymam.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Gdy ukazał się singiel „Wannabe" skończyłam zaledwie pięć lat. Nie pamiętam zbyt wielu rzeczy z 1996 roku, ale wspomnienie Spice Girls jest bardzo żywe. Kim były te zadziorne, pewne siebie kobiety, które wykiwały niejednego dziennikarza? Od razu je pokochałam.

Z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że Girl Power było też niesamowicie udanym ćwiczeniem w kreowaniu marki. Spajsetki równie entuzjastycznie przelewały swoją filozofię w Pepsi, supermarket ASDA, Polaroidy, Chupa Chupsy i wszystkie inne produkty, które reklamowały. Łatwo zignorować Girl Power i uznać ją za krzywdzącą, landrynkową formę komercjalizacji feminizmu. „Spice Girls wszystko zepsuły!", mówią pesymiści. Oczywiście, wykrzykiwanie hasła w telewizji to nie to samo, co aktywizm. Ale wyraźnie było widać, że to było dla nich coś więcej niż tani chwyt marketingowy. Naprawdę wierzyły w tę ideę. Dyskredytowanie jej jako „zbyt ogólnikowej" i sztucznej, ignoruje potężny wpływ, jaki te pięć głośnych kobiet wywarło na młode fanki, które po raz pierwszy zetknęły się z ideą feminizmu.

Dziś możemy zaobserwować tę postawę wśród wielu dziewczęcych kolektywów artystycznych, jak Art Baby i GRL PWR, The WW Club i Girl Gang Manchester, które również szerzą energię Girl Power i na jej podstawie wspierają rozwój, współpracę, dzielenie się doświadczeniami pomiędzy kreatywnymi kobietami, którym dają szansę. „To ważne, żeby feminizmu nie sprowadzano tylko do Girl Power czy noszenia koloru różowego z dumą, ale myślę, że powinniśmy przypisać młodym kobietom więcej zasług, zamiast zakładać, że na tym kończy się ich zrozumienie feminizmu", powiedziała nam Grace Miceli z Art Baby.

„Zdawałam sobie sprawę, że ich motto było wykorzystywane do marketingu", napisała nam Liz West, posiadaczka największej kolekcji pamiątek związanych z zespołem, której nazwisko widnieje w księdze Rekordów Guinnessa. „Mimo to, wierzę, że Spice Girls reprezentowały równość i naprawdę wierzyły w swoje motto". Liz jest artystką i tworzy duże, promieniejące instalacje świetlne. Raz spotkałyśmy się na jednej z jej tęczowych wystaw, która przypomniała mi pierwszą scenę z filmu „Spice World" z kolorowymi plamami i sylwetkami.

Spajsetki wcale nie zmieniły wszystkiego na gorsze, wręcz przeciwnie! Za marketingiem stało prawdziwe przesłanie: bądź sobą bez pardonu. Indywidualność była doceniana, a każda Spajsetka była inna: ich stroje, akcenty, kolorowe światła i zainteresowania się różniły. Mama Ginger Spice była sprzątaczką, a tata podrzucał Posh Spice do szkoły Rolls-Roycem. Tak zrozumiałyśmy, że to dzięki różnicom ludzie są ciekawi i wyjątkowi.

Wartości Spice Girls można było przyswoić podświadomie i przetrawić później. Na podwórku śpiewałyśmy „Giving is good, as long as you're getting!" (Dawanie jest dobre, jeśli tobie też ktoś coś daje!) i „If you wanna be my lover, you've got to get with my friends" (Jeśli chcesz być moim kochasiem, musisz dogadywać się z moimi przyjaciółkami), a prawdziwe znaczenie tych słów zrozumiałyśmy dopiero, gdy podrosłyśmy i potrzebowałyśmy miłosnych rad.

Girl Power przemawiała bezpośrednio do młodych fanek, które nie musiały analizować skomplikowanych politycznych aspektów dołączania do jakiegoś ruchu. W „Spice World" mogłyśmy podziwiać skąpo odzianych tancerzy z pośladkami na wierzchu, a dorośli śmiali się z wydumanych, politycznych artykułów na temat grupy w The Spectator. Kochaliśmy dziewczyny z zespołu bezwarunkowo. Sprawiły, że czułyśmy się dumne z bycia dziewczynami, a nie słabe.

Spice Girls pojawiły się pomiędzy trzecią falą feminizmu a początkiem subkultury głośnych, wulgarnych i agresywnych lasek. Spajsetki reprezentują czasy, w których gwiazdy popu były zawadiackie i szczere, nie hamowały się w wywiadach. Były prostolinijne i zaskakiwały dziennikarzy szalonymi anegdotami. Najlepsza gumka do włosów według Mel B? Stringi. Potrafiły też przekonać zgromadzonych na konferencji prasowej, żeby zrobili falę. Dzięki temu zobaczyliśmy grupę kobiet, które nie przejmowały się drobnostkami. Byli partnerzy donoszący tabloidom byli beznadziejni, ale dziewczynom zawsze udawało się wyjść z tego z klasą.

Geri, Victoria, Emma, Mel B i Mel C były dziwne. Nie nienormalne — jak na grupę przyjaciółek koło dwudziestki były dość normalne. Mimo to, podziwianie tych dziwnych, pewnych siebie i fajnych kobiet wywarło na mnie duże wrażenie. Podobnie jak ja i moje kumpele, szokowały mężczyzn dla zabawy. Jeszcze nie udało mi się uszczypnąć pupy Księcia Karola (krążą plotki, że Geri to zrobiła), ale wszystko przede mną.

Po nich w głównym nurcie pojawiło się więcej głośnych i dziwnych kobiet. W 1999 roku na Channel 4 pojawił się program „Smack the Pony". Według jednej z autorek, Sally Phillips, po Spice Girls „zarząd poczuł, że program komediowy prowadzony przez trzy dziewczyny w końcu może zadziałać".

Nie tylko Spice girls są odpowiedzialne za ukształtowanie naszych umysłów w myśl idei Girl Power. Ale były ważną częścią tego procesu, obok nauczycieli, przyjaciół, rodziny, „Buffy: Postrachu wampirów", „Czarodziejki z Księżyca", Julii Stiles przewracającej oczami w każdym filmie i kobiecej drużynie piłkarskiej Keiry Knightley z „Podkręć jak Beckham".

Oczywiście Spajsetki były popowym zespołem, a nie grupą aktywistek, ale Girl Power pomogła małej mnie wyjść poza strefę komfortu. Nigdy nie zapisałabym się do tej drużyny piłkarskiej, gdyby nie Sporty Spice. Ich sentencje typu „pokonajcie chłopców w ich własnej grze" zachęciły mnie do opowiadania żartów głośniej (i lepiej) niż chłopcy ze szkoły.

W 2016 roku ludzie wciąż boją się komercjalizacji feminizmu w muzyce i popkulturze. To właśnie miała na myśli Annie Lennox, gdy nazwała strategie Beyonce „feminizmem w wersji light". Szczerze mówiąc mnie bardziej martwi fakt, że kobieca autonomiczność jest zawsze powiązana z kapitalistycznym sukcesem. Cieszę się, że kluczowa wartość komercyjnego przesłania wciąż ma się dobrze. Gdy małym chłopcom i dziewczynom od małego wpoi się, że powinni być traktowani równo, przyswajają to sobie. Poza tym, nie jesteśmy głupi, widzimy nieszczere zagrywki. Gdy gwiazdy pokroju Beyonce i Rihanny mówią coś zawadiackiego w stylu „sorry, taki mamy klimat", ich słowa trafiają do nas.

Przesłaniem Spice Girls były przyjaźń, dobra zabawa, wiara w siebie i robienie tego, na co tylko ma się ochotę. Dla takich kobiet jak ja, które dorosły z Girl Power, euforia towarzysząca uczeniu się tekstów (i układów tanecznych) wyryło tę filozofię jeszcze głębiej w naszych sercach. To z nami zostało, tak jak inni ludzie w środku wciąż są dziećmi kwiatami. To tkwi w śmiechu Mel B na samym początku „Wannabe" i sposobie, w jaki się zachowuję, gdy przedstawiam swoje prace sali pełnej mężczyzn. To jest w kobietach, którymi się otaczam. Girl Power wciąż żyje!

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Stevie Mackenzie-Smith
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
girl power
POP
muzyka
Kultura
feminizm
popkultura