Reklama

poznajcie denise bidot – modelkę dumną ze swych krągłości

Pół Portorykanka, pół Kuwejtka udowadnia, że kobiece piękno nie ma rozmiaru.

tekst Tish Weinstock
|
26 Październik 2015, 1:10pm

Denise Bidot, która dorastała w Miami na Florydzie, zawsze marzyła, by być aktorką. Była jednak zbyt ładna na drugoplanową rolę i zbyt duża, by zagrać główną bohaterkę - co było powodem, dla którego odrzucano ją na każdym castingu. Modeling nawet na chwilę nie przeszedł jej przez myśl, dopóki nie poznała fotografki i modelki plus size, która dała jej szansę zabłysnąć bez konieczności zmieniania w sobie ani jednej rzeczy. Dziś Denise jest jedną z najbardziej rozchwytywanych krągłych modelek w branży. Chodziła po wybiegach na całym świecie, otworzyła pokaz CHROMAT w seksownej bieliźnie na 18-centymetrowych szpilkach, a także zamknęła pokaz Sereny Williams na wiosnę/lato 15 na oczach Anny Wintour. Dumna z każdej krągłości, dołeczka i skazy, które tworzą jej ciało unikatowym, Denise Bidot nie jest zwolenniczką akcji #droptheplus. Zamiast tego, o swoje miejsce walczy, biorąc udział w przedsięwzięciach propagujących pozytywny obraz ciała, jak np. kampania Swimsuit for All pt. Beach Body, Not Sorry. Denise jest żywym dowodem na to, że kobiece piękno nie ma rozmiaru.

Co sprawiło, że postanowiłaś zostać modelką?
Dorastałam, myśląc, że modeling nigdy nie będzie dla mnie opcją. Przeprowadziłam się do Hollywood w wieku 18 lat, by zacząć karierę jako aktorka. Wiele razy powiedziano mi, że dla głównej roli musiałabym schudnąć. Byłam strasznie rozczarowana, wiedząc, że aby spełnić swoje marzenia, musiałabym się zmienić. Wtedy właśnie spotkałam modelkę plus size i fotografkę, która zapytała mnie, czy nie myślałam kiedyś o modelingu. Prawda jest taka, że nigdy, zważywszy, że mam niecałe 177 cm wzrostu, a mój rozmiar to coś pomiędzy 44-46. Dostałam szansę zrobienia czegoś, co zawsze uważałam za niemożliwe i tym samym mogłam udowodnić, że nie muszę zmieniać tego, kim jestem.

Czy pierwsze kroki w branży sprawiły ci trudność?
Gdy zaczynałam, zupełnie nie było dla mnie miejsca. Rynek modelek plus size był bardzo czarno-biały. Albo byłaś klasyczną blond pięknością, albo egzotycznym sexy kociakiem. I byłam ja - pół-Portorykanka, pół-Kuwejtka, która nie akceptowała „nie" jako odpowiedzi. Powoli i systematycznie torowałam sobie drogę. Bardzo mnie cieszy, gdy patrzę, jak ewoluuje moda i gdy na okładkach magazynów widzę kobiety wszystkich kształtów i ras.

Jakie masz zdanie na temat określenia „plus size"?
Jest wokół tego ogromna kontrowersja, a mnie ono w ogóle nie przeszkadza. Zostałam zaakceptowana przez świat, o którego istnieniu nie miałam nawet pojęcia i to właśnie dzięki byciu „modelką plus size". Nazywaj mnie, jak sobie chcesz, ja jestem modelką, która jest dumna z bycia krągłą kobietą.

Czy kiedykolwiek zmieniłabyś swoje ciało, by sprostać wymaganiom branży?
Nigdy nie byłam i nigdy nie będę w takim rozmiarze, jakiego wymagają ode mnie powszechne kanony, więc to jest wykluczone.

Jaka historia kryje się za kampanią Beach Body, Not Sorry?
Chodzi o to, by dać kobietom siłę i uświadomić je, że nie muszą przepraszać za swe ciała. W okresie letnim wychodzi tak wiele kampanii, które mówią jak wypracować sobie idealne „plażowe ciało" albo „ciało do bikini", ale uwaga - takie coś nie istnieje. Najlepszym sposobem, żeby uzyskać idealne ciało do bikini, to wziąć bikini, a następnie je założyć.

Co oznaczało dla ciebie bycie częścią tej kampanii?
Miało to dla mnie monumentalne znaczenie. Gdy Swimsuits For All poprosiło mnie, abym wzięła udział w ich naturalnej kampanii, odpowiedź była tylko jedna. Widziałam setki swoich wyretuszowanych zdjęć w mediach społecznościowych, więc chciałam pokazać kobietom, że ja też nie jestem idealna.

Dlaczego ważne jest, by widywać więcej prawdziwych kobiet, z krągłościami i cellulitem?
Bardzo ważne jest, by walczyć o zmiany w mediach, bo to bezpośrednio wpływa na samopoczucie innych. Moda od zawsze była czymś ekskluzywnym, czymś tylko dla wybrańców, więc jeśli można na łamach magazynów i billboardów przedstawić inne standardy, to te standardy będą się powoli zmieniać, a kobiety z nimi utożsamiać. Uważam, że wielką moc ma pokazanie, że można być piękną bez względu na rozmiar czy cellulit.

Powiedziałaś kiedyś, że nie ma złego sposobu na bycie kobietą. Możesz rozwinąć tę myśl?
Tak, to jest coś, w co bardzo głęboko wierzę. Nigdy nie chciałam, aby powstała sytuacja „plus size" kontra „normalne ciało". Bardzo zależy mi, aby wszystkie kobiety czuły się piękne. Nawet nie wyobrażasz sobie, ile razy spotykałam kobiety dużo mniejsze ode mnie i które zazdrościły mi mojej pupy, albo mówiły, że próbują bez skutku przybrać na wadze i że chciałyby mieć moje ciało. Wtedy zrozumiałam, że to jest problem wszystkich kobiet i chodzi po prostu o to, aby znaleźć szczęście we własnej skórze, bez względu na rozmiar. To właśnie tak powstało „nie ma złego sposobu na bycie kobietą". To było zdanie sobie sprawy z faktu, że wszystkie jesteśmy różne i na swój sposób unikatowe i że nie ma nic złego w byciu sobą.

W jaki sposób internet zmienił nasze postrzeganie ciała?
Weszłam do branży w momencie, gdy media społecznościowe zaczynały kwitnąć. Wiem, jaką mają moc i cieszy mnie to, że kobiety zabierają głos i domagają się zmian. Projektanci i marki biorą teraz pod uwagę komentarze klientów. To trochę jak rewolucja, którą wygrywają kobiety. Żyjemy w czasach, kiedy dyskutuje się o rzeczach wcześniej uznawanych za tabu, a dzięki temu uczymy się tolerancji i zrozumienia dla różnorodności, co jest wspaniałe.

Co oznacza dla ciebie piękno?
Bycie pięknym, to bycie szczęśliwym. Często swoje szczęście uzależniamy od tego, czy schudniemy, albo czy dostaniemy awans, uważam, że to głupie. Bądź szczęśliwy i kochaj się bezwarunkowo już teraz.

Jaką radę dałabyś młodym dziewczynom, które chcą pójść w twoje ślady?
Najlepszą radą, jaką mogłabym dać, to aby zawsze pozostawać w zgodzie ze sobą i nigdy nie zmieniać się po to, by dorównać jakimś standardom. Łatwo jest konkurować z innymi, ale dopóki pozostanie się na swoim własnym torze, dzięki ciężkiej pracy i słuchaniu serca, zawsze się do czegoś dojdzie.

Czytaj też: Poznajcie modelkę w hidżabie, która popularyzuje muzułmańskie piękno.

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie: Heather Hazzan