posłuchaj pierwszego kawałka z nowego albumu peaches!

Do współpracy zaprosiła wyłącznie dziewczyny.

tekst i-D Staff
|
15 Kwiecień 2016, 1:15pm

Gdy 15 lat temu ukazał się album „Teaches of Peaches", muzyka popularna zmieniła się na zawsze. Skandaliczne stroje i bezkompromisowe teksty sprawiły, że Merill Nisker, znana jako Peaches, złamała wszelkie normy, w jakie podobno piosenkarka powinna się wpisywać.

Najnowszy album Peaches, „Rub", jest świetnym dowodem na to, że sława nie odebrała Kanadyjce prowokacyjnego stylu, ale pozwoliła jej skupić wokół siebie inne wojownicze kobiety, takie jak Kim Gordon, która pojawia się w pełnym zapaśników teledysku do „Close Up", czy Margaret Cho w szalonym klipie do „Dick In The Air".

Z powodu marginalizacji didżejek w zdominowanym przez mężczyzn środowisku muzycznym, Peaches zaprosiła dwanaście artystek, identyfikujących się jako kobiety, do zremiksowania jej płyty. Planningtorock, Maya Jane Coles (jako Nocturnal Sunshine), Evvol, Maya Postepski, Paula Temple, Kim Anh, #Entertainment, Simonne Jones, Neven, Ziúr i Lauren Flax zajęły się piosenkami z albumu, a JD Samson, znana z Le Tigre i MEN, przerobiła „I Mean Something" z gościnnym udziałem Feist. Zobacz efekty ich współpracy poniżej.

W oczekiwaniu na album „Rub Remixed", który ukaże się 27 maja, i-D spotkało się z Peaches, żeby porozmawiać o jej ulubionych producentkach muzycznych, tym, co ją inspiruje i z kim chciałaby współpracować, a także o cenzurze i celebrowaniu seksualności.No i o tej jednej piosence Nicki Minaj, którą sama chciałaby napisać...

Skąd wziął się pomysł, żeby wydać cały album z remiksami utworów z „Rub"?
Chciałam to zrobić głównie dlatego, że jestem bardzo dumna z tych piosenek i chciałam usłyszeć, w jaki sposób ludzie, których cenię, je przerobią. Okazało się, że wszystkie osoby, którym zaproponowałam współpracę to kobiety i to też było strasznie fajne, bo istnieje wielka przepaść między możliwościami dla producentek i producentów. Chciałam zwrócić na to uwagę.

W jaki sposób wybrałaś producentki?
Planningtorock to moja dobra znajoma, jej remiksy zawsze mi się podobają, ale tym razem kompletnie mnie zaskoczyła. Z #Entertainment znamy się od dawna, grałyśmy razem w zespole StinkMitt. Oprócz tego jest też moja siostrzenica Simonne Jones, która za chwilę wyda swój własny świetny album. Chciałam, żeby coś zrobiła, a jej wersja „Sick In The Head" okazała się cudowna. Osobiście nie znałam tylko Mayi Jane Coles, ale bardzo podobała mi się jej twórczość i chciałam z nią współpracować. Okazało się, że ona ze mną też, także to była fajna okazja, żeby zrobić coś razem. Najfajniejsze w tym projekcie było to, że priorytetem nie były żadne wielkie pieniądze ani nic takiego, chciałam po prostu usłyszeć, jak te producentki mogą mnie zaskoczyć!

Rzadko się zdarza, że można zobaczyć tyle producentek na jednym albumie, czy nawet na festiwalu.
Tak, line-upy festiwali są niedorzeczne!

Zaangażowałaś też wiele osób do współpracy przy teledyskach. „Dick In The Air" z Margaret Cho jest bardzo zabawny. Z kim jeszcze chciałabyś współpracować?
Z Tiną Fey albo Amy Schumer. Uwielbiam je, są jednocześnie naprawdę zabawne i zaangażowane politycznie. Z takiej współpracy mogłoby wyjść coś ciekawego. Rozmawiałam też z Cindy Sherman, miała pojawić się w jednym z klipów, ale jest w tym roku zajęta kilkoma retrospektywami swojej twórczości!
Ja i Margaret zaprzyjaźniłyśmy się i puściłam jej płytę. Sama wybrała piosenkę, więc wszystko wydarzyło się naturalnie. Potem znalazłyśmy te stereotypowe stroje, dla Azjatki i dla białej. Wszystko zaczęło się składać w całość.

Myślisz, że polityczne przesłanie najlepiej przekazywać za pośrednictwem komedii?
Trzy miesiące temu pewnie powiedziałabym, że tak, ale ostatnio widziałam, jak ktoś tak śmieszny, jak Donald Trump, przekuwa swoją niedorzeczność w popularność. Niestety to inny rodzaj humoru. Wydaje mi się, że polityczne teksty mogą być łatwiejsze do zaakceptowania, kiedy podajesz je z uśmiechem, wtedy ludzie nie czują się zagrożeni, nie przeraża ich to.

Słyszałam opinie, że ten album jest znacznie bardziej osobisty niż polityczny. Takie piosenki jak „Free Drink Ticket" czy „Dumb Fuck" potwierdzają to, ale z drugiej strony inne utwory poruszają szersze problemy.
Nie mówiłam, że nie są polityczne. Ze względu na te dwie piosenki ludzie tak mówią, ale ja nie. Chciałabym, żeby to nie było uznawane za polityczne czy obrazoburcze, ale nadal jest.

W teledysku do „Rub" pojawiają się ludzie, których ciała nie wpisują się w mainstreamowe kanony. To samo w sobie wydaje się politycznym manifestem, ale tak jak mówiłaś, powinno być inaczej.
Malice, która tańczy na rurze, jest jedyną osobą, która jest fetyszyzowana w mediach. Występuje w różnych beznadziejnych teledyskach. Nie podoba mi się sposób, w jaki jest w nich przedstawiana. Z drugiej strony mamy taką Dani Daniels, transgenderową kobietę, która w teledysku policzkuje mnie swoim penisem. Ona występuje w filmach porno i chciałam ją pokazać w inny, bardziej wdzięczny sposób. Wiele z innych dziewczyn też pracuje w pornografii. Chciałam, żeby pojawiły się w moich klipach takimi, jakie naprawdę są. Wyznaczyłam tylko jedną zasadę: nikt nie może się całować.

Dlaczego nie?
Bo kiedy kobiety całują się w teledyskach, faceci automatycznie zakładają, że robią to dla nich. Cały czas powtarza się ten sam scenariusz: dziewczyna się upija, całuje się z koleżankami, a potem uprawia seks z jakimś macho typem. Niesamowite, że ludzie nazywają ten teledysk pornografią. Nic takiego się nie dzieje! Tak, widzimy mikrofon wydobywający się z pochwy, ale nie uważam, żeby to było porno.

Na YouTube ludzie tak to komentują.
To mnie naprawdę dziwi, przecież tam wcale nie ma seksu! Sam fakt, że pokazujesz ciała, nie oznacza, że to automatycznie pornografia. Co w tym pornograficznego?

Widok ciał, do jakich ludzie nie są przyzwyczajeni.
Trochę ich to przeraża. Jest też sporo fajnych komentarzy na YouTube, to znaczy były, zanim zdjęli tę stronę! A było tam dużo reakcji typu: „Boże, ale super, są tutaj różne rodzaje kobiet".

Podali ci powód, dlaczego zdejmują ten teledysk?
Sama wiesz czemu. Uznali go za pornografię, mimo tego, że mnóstwo tego typu rzeczy nadal można obejrzeć. Uważam, że to polityczne. Zaczęło się od tego, że profile ludzi na Facebooku zaczęły być zamykane, bo wstawiali linki do artykułów, w których było wideo do „Rub".

To cenzura na niesamowitą skalę.
Tak, to pokazuje, jak wygląda sytuacja. Robisz coś tak, jak chcesz, a potem widzisz, jak twoja wizja zostaje ocenzurowana. Nadal nie mogę występować w telewizji. To znaczy mogę przyjść do amerykańskiej telewizji na wywiad, ale nikt nie pozwoliłby mi wystąpić na żywo.

Czy twoja rozpoznawalność sprawia, że postrzegasz promowanie talentów innych kobiet albo w ogóle ludzi jako obowiązek?
Jasne, to przywilej, z którego korzystam, ale to nie jest obowiązek. Chcę to robić, a nie muszę.

Jako osoba, która wywarła wpływ na wielu artystów, kogo ty postrzegasz jako inspirację dla swoich tekstów, stylu występowania i dla siebie w ogóle?
Większość mainstreamowego rocka i hip-hopu wydawała mi się mizoginistyczna i nie odnosiła się w żaden sposób do mnie i mojej sytuacji, więc zdecydowałam się stanąć w opozycji do popkulturowych wzorców. Pomyślałam sobie, że w ogóle tego nie rozumiem, dlaczego kultura popularna tak wygląda? Dlaczego wyklucza tyle osób? Poznawanie ludzi, którzy byli zupełnie inni, było dla mnie odkryciem. Część z nich to były po prostu osoby z okolicy, jak moja nauczycielka tańca współczesnego, która nie wpisywała się w klasyczne kanony piękna, ale miała w sobie niesamowity wdzięk. To pomogło mi zrozumieć, że ludzie mają prawo po prostu być sobą, że nie muszą wpisywać się w konkretne wzorce. Fascynowały mnie także takie postaci jak Nina Hagen czy Grace Jones. Uwielbiałam Grace, odkąd miałam 13 lat.

Grace Jones napisała w swojej autobiografii, że zawsze pozostawała nieco w podziemiu, bo była za bardzo kontrowersyjna, że nie osiągnęłaby wielkiej sławy i że wielu ludzi inspiruje się jej wyglądem, ale nie polityką. Czy ty też tak się czujesz?
Absolutnie. To znaczy, na przykład Miley Cyrus wykorzystuje swoje pieniądze do pomocy bezdomnym i środowisku LGBT. Nie wiem, czy to wychodzi od niej, czy jej managerów, ale jeśli tak, to kierują ją w dobrą stronę. Udaje jej się zwracać uwagę młodych na niektóre problemy, niezależnie od tego, czy to bezpośrednio jej pomysły czy chwyty marketingowe. Jej wygląd był momentami prowokacyjny, ale nie wiem, czy muzyka też taka jest. Tak naprawdę odbiór tego zależy od perspektywy. No i jest też taka Nicki Minaj, której podejście jest niesamowite. „Jestem najlepsza i nie muszę nawet tego mówić, bo to po prostu widać. Nie muszę, ale ciągle to powtarzam. Jestem lepsza niż wszyscy inni raperzy. Jestem zajebista!".

Powiedziałabyś, że Nicki Minaj to ktoś, kogo podziwiasz?
Nie powiem, żeby te popowe rzeczy mi się podobały, ale niektóre jej piosenki są niesamowite, na przykład „Did It On Em". Żałuję, że sama jej nie napisałam!

Z jednej strony gwiazdy popu są nieustannie pokazywane jako obiekty seksualne, a z drugiej ciągle istnieje prawdziwy strach przed seksualnością kobiet.
To niedorzeczne. Żeby stać się feministami, mężczyźni musieliby sami się uprzedmiotowić, żeby zrozumieć takie położenie, a potem w końcu wszyscy moglibyśmy stać się po prostu humanistami. Mężczyźni mogą czuć się komfortowo we własnym ciele i nadal czuć wyższość i uprzywilejowanie. Biali faceci muszą zrozumieć te zmagania i przyłączyć się do nich.

Czy w takim razie można spojrzeć na tekst „Dick In The Air" jako odwrócenie ról i pokazanie mężczyznom, jak to jest?
Tak i myślę, że to jest bardzo fajne. Dziewczynom zawsze się mówi, żeby kręciły tyłkami i w ogóle, więc może będzie fajniej, jeśli faceci też trochę potrzęsą! Macie takie śmieszne wystające coś, czas się zabawić. Chcecie patrzeć na podskakujące cycki? Ja chcę popatrzeć na podskakujące fiutki!

„Rub Remixed" ukaże się 27 maja.

Przeczytaj też:
Wielki powrót Peaches
Peaches i Kim Gordon w szalonym teledysku
Dlaczego powinniśmy przestać używać słowa feminizm?

Kredyty


Zdjęcia Daria Marchik

Tagged:
Peaches
muzyka