poplątana historia dredów

Wracamy do korzeni dredów i zastanawiamy się, dlaczego budzą takie kontrowersje.

|
23 Listopad 2016, 4:25pm

Marc Jacobs spring/summer 17. Photography Mitchell Sams.

Gdy grupa modelek Marca Jacobsa przeszła po wybiegu w Hammerstein Ballroom w Nowym Jorku, tłum siedział jak na szpilkach, chłonąc detale. Każda z dziewczyn miała ze dwa metry wzrostu dzięki butom na platformie i pastelowej wieży z dredów, a efektu dopełniał brokat i atłas. Pokaz zebrał dużo pochwał, ale niektórzy krytycy zaznaczyli, że doszło w nim do zawłaszczenia elementu z innej kultury.

Rihanna zamieściła na Instagramie selfie z długimi dredami podpisane „buffalo $oldier" — nawiązując do oddziału Afroamerykańskich żołnierzy i piosenki Boba Marleya pod tym samym tytułem. Wielu zinterpretowało jej podpis jako zgodę z oskarżeniami o zawłaszczanie elementów innych kultur.

Ale od kogo dokładnie Jacobs „ukradł" dredy? W końcu są popularną na całym świecie fryzurą, do której żadna grupa nie może sobie rościć praw na wyłączność. Dyskusja wyjawiła naszą kulturową hierarchię, która preferuje opinie i perspektywy konkretnych grup. Cechuje ją także brak zrozumienia historii i wagi innych kultur.

Nowojorski stylista gujańskiego pochodzenia, Orin Saunders, jest ekspertem od afrykańskich fryzur. Tworzył na głowach wielu gwiazd (m.in. Whoopi Goldberg) i spopularyzował takie terminy jak „Bantu knots" (określenie małych koczków) oraz „African locs", czyli afrykańskie dredy. W przeciwieństwie do „luźnych" loków Boba Marleya, afrykańskie dredy są tworzone celowo, w skutek skręcania lub zszywania włosów w ciasne pasma. W swoim salonie fryzjerskim oferuje dredy klientom wszystkich ras. Saunders wyjaśnia, że są one uniwersalnym „ludzkim stylem, bo nieczesane włosy wszystkich ludzi stają się matowe i zbijają się w dredy. Są najbardziej popularne wśród czarnoskórych ludzi ze względu na wyjątkowy skręt ich włosów, który szybciej tworzy dredy. Jednak prędzej czy później wszystkie włosy je formują".

Ma rację. Oto skrócona historia pochodzenia tego stylu: dredy istniały od stuleci wśród ludzi z całego świata, od mnichów w Etiopii po egipskich faraonów i masajskich wojowników z Kenii. Różne odmiany pojawiały się w społecznościach aborygenów, ludach plemiennych Nowej Gwinei, wśród hinduskich joginów i sadhu (wędrownych ascetów) oraz celtyckich wojowników. W Chinach dredy były kiedyś symbolem szczęścia wśród szlachty i ascetów.

Marc Jacobs i jego stylista fryzur, Guido Palau, wyjaśnili, że inspirowali się kulturą rejwów, Boyem Georgem i transpłciową reżyserką oraz gwiazdą kampanii Jacobsa, Laną Wachowski, a nie słynnym rastafarianinem, Bobem Marleyem. Ta logika budzi jednak podejrzenia: w końcu to Marley wprowadził dredy do kanonu popkultury w latach 70. To on zainspirował setki innych artystów (w tym pośrednio również Georga i Wachowski) do stworzenia nowych fryzur na podstawie jego stylu. Co samo w sobie nie jest złe: wiele świetnych pomysłów rodzi się na bazie innych. Ale niestety brak zrozumienia wszystko burzy.

Marc Jacobs wiosna/lato 17. Zdjęcie: Mitchell Sams.

Masywne pasma kojarzone z Marleyem charakteryzują się naturalnym procesem formowania. Dla wyznawców Rastafarianizmu mają znaczenie duchowe. Wielu z nich składa przysięgę, przez którą biblijny Samson nie mógł obcinać włosów, by zachować swoją siłę.

Jamajka ma bogate, choć mało znane, żydowskie korzenie. Jak napisał dziennikarz Ross Kenneth Urken „Rastafarianizm jest nierozerwalnie związany z judaizmem: łączą je zasady koszerności i symbol lwa. Mesjasz tej religii — cesarz Etiopii Hajle Sellasje — twierdził, że wywodzi się z dynastii [biblijnego] króla Salomona". Rastafarianizm narodził się na wiejskich, jamajskich slumsach w latach 30. Mieszkało tam wielu różnych ludzi, w tym potomkowie sefardyjskich Żydów, którzy kilka wieków wcześniej uciekli przed hiszpańską inkwizycją. I chociaż w społeczności rasta panują różne poglądy (bo nie istnieje jeden formalny kościół ani święta księga), Bob Marley był pierwszym artystą, który wyłożył doktrynę tej religii w piosenkach.

Rastafarianie — i ich dredy — byli początkowo potępiani przez innych ludzi, zarówno na Karaibach, jak i na całym świecie. Istniało kiedyś takie porzekadło, które w dokumencie z 1979 roku cytuje biznesowy partner Marleya, Don Taylor: „Możesz być nawet biedny i przyzwoity, ale nie możesz być rasta". Gdy reggae w latach 70. zmieniło się w towar przynoszący dochody, a Bob Marley grał koncerty na całym świecie, zapełniając wielkie stadiony tłumem fanów, wiara i styl życia rozprzestrzeniły się wśród klasy średniej. Nagle „ułożeni" czarni ludzie zapuszczali dredy. Biali i Azjaci śpiewali teksty piosenek reggae. W 2016 roku Rihanna zmieniła swoją fryzurę w długie, grube dredy — to pokazuje, że ta fryzura zmierza ku mainstreamowej akceptacji.

Estetyka rasta także została zaadaptowana przez różne subkultury, poczynając od połowy XX wieku. — od rejwerów i hipisów po skejtów i gangsterów z Miami. Nowojorski artysta Bradley Theodore, pochodzący z Turks i Caicos, nosi krótkie, sterczące dredy od szkoły średniej. Nazywa tę fryzurę „De La Soul", bo została spopularyzowana przez ten zespół z lat 90. Wśród inspiracji wymienia także Jean-Michela Basquiata oraz niezliczone fryzury królowej dredów, aktorki Lisy Bonet (mamy Zoe Kravitz). Podoba mu się estetyczne powiązanie dredów ze społecznością rasta: pokojową, postępową, ekologiczną i afrykańską.

Sasha Lane, 20-letnia gwiazda filmu „American Honey", również nosi dredy na znak protestu przeciw presji społeczeństwa, które wymaga od niej poskramiania naturalnie kręconych włosów. Powiedziała mi, że to jej „manifest, który w fizyczny sposób odzwierciedla [jej] osobowość i styl życia". Symbolizują „wolność, kulturę i piękno". Sasha woli luźniejsze dredy, chociaż nie zaplata ich sama — odwiedza specjalistyczny salon. Od jej pierwszego splotu minęły już 3 lata i jak mówi, jej zdaniem ta fryzura najlepiej nadaje się do włosów o afrykańskiej teksturze. Nie musiała się już martwić o prostowanie i ulizywanie włosów. „Dzięki nim mogę spokojnie żyć swoim życiem, w naturalnym rytmie. Po prostu się budzę, roztrzepuję je i jestem gotowa", mówi.

Jamajka jest małym krajem, a społeczność rasta stanowi zaledwie pięć procent populacji (na całym świecie jest ich około 2-3 mln). Ale jak mawiają to małe państwo z wielką kulturą. Wnuczka Boba, Kaia Marley, nadal widzi wpływy swojego dziadka. „Dostrzegam je wszędzie, nie tylko jeśli chodzi o marihuanę", mówi. „Widzę rastafariański styl życia, od łączenia gatunków muzycznych po sposób, w jaki ludzie się ubierają. Podoba mi się, że teraz społeczności wkręciły się w świeże soki, naturalne jedzenie oraz kosmetyki do skóry i włosów. To pomaga wszystkim żyć lepiej i zdrowiej".

Najbardziej jest jednak dumna ze zmiany nastawienia. We wspomnianym już filmie dokumentalnym Marley powiedział, że każdy może kopiować jego muzykę — proste kompozycje i melodie — ale trzeba robić to z uczuciem. „Myślę, że tak jak Malcolm X i Martin Luther King zainspirował ludzi do zmiany nastawienia i poglądów. Do walczenia o to, w co wierzą. Korzystanie z dostępnych zasobów, by własnymi rękami zmienić coś na lepsze dla wszystkich, nie tylko dla siebie", mówi Kaia.

Młodzi mieszkańcy Karaibów na nowo zainteresowali się ruchem rasta. Teraz co wieczór na wyspach słychać roots reggae, gatunek muzyczny związany z tą ideologią. Vogue niedawno uchwycił renesans rastafarianizmu w krótkim filmie dokumentalnym z gwiazdami reggae — Chronixxem i  Protoje — którzy również noszą dredy, jak ich poprzednicy.

Protoje. Zdjęcie: Yannick Reid.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Koniec końców wszyscy coś „zawłaszczamy" lub pożyczamy. Problem nie tkwi w samej czynności, ale w nastawieniu. Gdy Jessica Williams wrzuciła selfie z lawendowymi, sztucznymi dredami, nie pomyślałam sobie, że powinna podziękować Jacobsowi za inspirację. Zastanawiałam się, czy naprawdę hołdowała urodzie tego stylu oraz wyznawała wszystkie wartości, które symbolizował.

Rozmawiałam także z Derrickiem Scurrym, uznanym Afroamerykańskim stylistą fryzur, który stworzył dredy podczas pokazu kolekcji Christiana Diora na wiosnę/lato 2000, inspirowanej dancehallem. Jego twarz rozpromieniła się, gdy opisywał to doświadczenie. Stylista spryskał proste włosy „klejem w spreju" i pozwoli im „wyschnąć przez noc. Rano wyglądały jak długie dredy. W pokazie brała udział setka modelek, więc musieliśmy zrobić co najmniej 10 tysięcy dredów, a wszystkie dla topmodelek: Naomi Campbell, Christy Turlington... Montowałem je, bo to ja wpadłem na ten pomysł. Wszystkim bardzo się spodobał, wylądowaliśmy nawet na okładce WWD".

Derrick przyznaje, że wtedy doczepienie dredów białym modelkom było wielkim wydarzeniem, ale nie spotkało się z taką krytyką, jak współczesny pokaz Jacobsa. Ludzi szokowało jedynie to, że zobaczyli coś nowego, czego nie robiono wcześniej. Jak powiedział: „Ubrania były wspaniałe, zdjęcia też — to był naprawdę świetny dzień". Co do Marca, Derrick dodał: „Dredy nadal mają złą reputację. Robię dużo fryzur z włosów o afrykańskiej strukturze, ale niewielu klientów prosi o dredy. Rzadko można je podziwiać w sesjach urodowych, a wśród znanych aktorek znajdą się może ze trzy z dredami. Im bardziej możemy oddalić je od stereotypu, tym lepiej".

Może najważniejszą kwestią nie jest wytykanie kto co zwłaszcza, ale raczej kultywowanie korzeni różnych stylów i głośne mówienie o ich historii?

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Kristin Huggins