Reklama

dieta cud

„Dlaczego jesz kosmetyki? – brzmi pytanie w pewnym dowcipie o blondynkach. – Bo chcę być piękna w środku”. Współczesne specyfiki upiększające od wewnątrz – tłoczone na zimno soki, mleko z orzechów i probiotyki – obiecują jednak nie tylko piękną cerę...

tekst Dean Kissick
|
02 Grudzień 2014, 10:30am

Żyjemy w bardzo uduchowionych czasach. Dopiero co 14-letnia gwiazdka popu powiedziała światu - a raczej nieskończonemu wszechświatowi - że „oddychanie jest medytacją, życie jest medytacją, oddychamy, żeby żyć, więc oddechem przybliżamy się do własnego serca". Fascynacja duchowością jest też ostatnim trendem w świecie mody, jednak jego konsumenckie skłonności nie prowadzą wcale do świątyni w tropikalnym lesie, ani nawet spa na lodowcu - ale do ekosklepu.

Według najnowszych trendów spożywczych, produkty mają upiększać nas od wewnątrz. Probiotyki, mleko z orzechów i tłoczone na zimno soki w świecie mody stały się już chlebem powszednim. Na pokazie Christophera Kane'a na jesień/zimę 14 publiczność częstowano buteleczkami napojów plenish cleanse. Wybrałem dla siebie miksturę z himalajskiej soli morskiej i surowego mleka nerkowców, która okazała się nie być wcale kolejnym śniadaniowym koktajlem, lecz stylem życia. Jej producent oferuje trzy kolejne etapy oczyszczającej diety płynnej - harmonia, przejrzystość oraz czystość - i sprzedaje jej siedmiodniowy zapas za równowartość ponad 2850 zł. Już sama cena tego napoju wydaje się „zdrowa".

W naszych dobroczynnych flakonach znajdziesz iskrę życiowej siły, która odmieni to, jak wyglądasz, zachowujesz się i czujesz.

Jesienią na targach Frieze Art Fair kolejny kosmiczny bar z sokami - Purearth - oferował najbardziej zdrowe napoje, o których nawet nie śniło się filozofom. Gdy piliśmy z mamą na spółkę zielone smoothie, o mało nie zwymiotowałem... W tym zdrowym odżywianiu przyjemność i smak przestaje mieć znaczenie - liczy się proces oczyszczania i magiczne właściwości (jak w szamańskich halucynogennych wywarach).

Purearth oferuje 10-dniową dietę „Uwalniającą emocje" za ponad 3500 zł, a nawet dwutygodniową „Całkowitą odbudowę" za niecałe 5 tys. W ich skład wchodzą wszelkie możliwe produkty, o których w życiu nie słyszałem, a które brzmią jak talizmany w przygodówce: „zestaw eliksirów", „upiększające superskładniki", grzyby reishi, fioletowa kukurydza, pszczeli pyłek, alkaliczna zielona woda, glinka bentonitowa... Znajdzie się nawet zestaw do lewatywy.

„W naszych dobroczynnych flakonach - jak piszą - znajdziesz iskrę życiowej siły, która odmieni to, jak wyglądasz, zachowujesz się i czujesz", a komu nie przydałaby się mała dawka powera? Prawdopodobnie potrzebowaliśmy tego od dawna i nawet jeśli nie spełnia to swoich obietnic, pewnie i tak jest lepsze od żelków oraz coli. Spójrzcie tylko, jak Willow i Jaden Smith filozofują o pranie (oznaczającej w sanskrycie życiową siłę), energii i dzieciństwie…

Willow: Gdy dzieci są jeszcze w brzuchu matki, odczuwają już wszystko, zaciskają swoje ścięgna i kości, zwijają się w kłębek. Przeraża je ten groźny świat.
Jaden: Chemikalia i wszystko, a one pomału…
Willow: Dorastają i zaczynają coś tracić.
Jaden: Stają się tacy jak my.

Superfoody są już synonimem zdrowego, uduchowionego, holistycznego stylu życia, ale czy naprawdę działają? Razem ze współlokatorami trzymamy w kuchni książkę kucharską autorstwa Gwyneth Paltrow, ale żadne z nas nie ugotowało według niej jeszcze żadnego przepisu. Odkąd jedna z lokatorek się wyprowadziła, nikt nawet nie chce tknąć jej słoika nasion chia.

Panuje dziś wielka moda na zimnotłoczone soki, eliksiry z buraków, kalarepy i mikroalg. Zimne tłoczenie poddaje produkty ogromnemu ciśnieniu, aby wycisnąć z nich najsłodszy nektar. Jest zimne, bo w grę nie wchodzą żadne nagrzewające się wirujące ostrza, utlenianie składników odżywczych ani zabijanie enzymów. Powstałe w ten sposób soki są absolutnie świeże i pełne tak wielu podnoszących odporność substancji i naturalnych enzymów, jak to tylko możliwe.

Dobrze wiemy, jak umysł może wpływać na brzuch: nerwy wywołują nudności, a depresja hamuje apetyt. Teraz okazało się, że działa to również na odwrót: umysł może być kontrolowany przez brzuch.

Podobnie popularność zdobywają probiotyki, które bazują na podejściu, że dobre bakterie mieszkają w twoim ciele, aby wspomagać twoją odporność, metabolizować to, co zjesz, i pomagać we wchłanianiu składników. Gdybyś chciał żyć tak jak Gwyneth Paltrow, musiałbyś jeść ich bardzo dużo. A dokładniej - jak wczoraj powiedział mi asystent pewnego stylisty - musiałbyś codziennie przyjmować przynajmniej 30 miliardów żywych organizmów, a to tylko drobny ułamek 100 trylionów, które szaleją w twoim szczęśliwym przewodzie pokarmowym, gdy to czytasz. Masz do dyspozycji cały arsenał bakteryjnych wynalazków do wyboru: w napoju yakult zawarte są specjalnie hodowane bakterie Lactobacillus casei shirota, w activii - Bifidus regularis (podczas pracy nad tym artykułem piłem activię non stop i czuję się dobrze. Myślę już o jogurtach cały czas).

Ale to nie wszystko: ponad 90 proc. naszych komórek ma pochodzenie bakteryjne, a na każdy z 99 naszych genów, które mamy identyczne jak bakteria, przypada jeden gen czysto ludzki. To właśnie przez to probiotyki uważa się za przyszłość dbania o urodę - mogą redukować zaczerwienienia, podrażnienia i stan zapalny, a nawet psychikę, jak niedawno dowiedziono.

Dobrze wiemy, jak umysł może wpływać na brzuch: nerwy wywołują nudności, a depresja hamuje apetyt. Teraz okazało się, że działa to również na odwrót: umysł może być kontrolowany przez brzuch. Ostatnie badania sprawdzały, czy zaburzenia psychiczne, takie jak kompulsje czy ADHD, mogą być leczone atakowaniem układu pokarmowego probiotykami, i wydaje się to całkiem możliwe. W powieści „Pola Londynu" Martin Amis pisze o uczuciu „prosto z żołądka, z którego bierze się cała moralność". Pomyślcie tylko o motylach w brzuchu przed wyjściem w miasto.

Ale w jaki sposób oczyszczanie organizmu stało się tak uwikłane w nasze sny o czystych myślach? Okazuje się, że to wcale nie pierwszy raz, gdy procesy biologiczne zostały zrównane z boskością. Fermentację w tajemniczym kulcie Dionizosa w starożytnej Grecji można porównać do dobrego trawienia we współczesnej duchowości.

Dionizyjskie obrzędy i diety oparte na sokach mają dużo wspólnego. Jedno i drugie wymaga od nas powrotu do natury, ucieczki od codziennego życia i zwolnienia tempa.

Kult Dionizosa - boga wina, seksu i sztuki - dotarł do Grecji wraz z importem wina i polegał na wprowadzaniu się w transopodobny stan za pomocą alkoholu, muzyki i tańca. Tak jak rave pozwalał na moment wolności. W tamtych czasach fermentacja wina była interpretowana jako uciekanie ducha winogron z ich ciała, a upojne efekty odbierano jak nawiedzenie przez samego boga.

Dokładnie: bycie pijanym było jednoznaczne z nawiedzeniem przez boga. Dzisiaj - w czasach po pijackim przemówieniu Galliano - pijaństwo jest uważane raczej za mało szlachetne, a duchowość wiąże się ze skutecznością procesów fizjologicznych, sokami pełnymi enzymów i suplementami bogatymi w probiotyki. Teraz mikroorganizmów używamy na swoje sposoby: do oczyszczania nas z grzechu, stawania się zdrowym i pięknym.

Tak czy inaczej, dionizyjskie obrzędy i diety oparte na sokach mają dużo wspólnego. Jedno i drugie wymaga od nas powrotu do natury, ucieczki od codziennego życia i zwolnienia tempa. Na dodatek wiele z soków o najbardziej dobroczynnej sile pije się równie ciężko jak najmocniejszy alkohol... Napoje, które zapewniają przeżycie ciału, a nie duchowi, nie muszą być smaczne. W końcu to, co sprzedają takie firmy jak Purearth, to uniwersalne remedium na wszystkie życiowe problemy i kolejna mądrość, która płynie od starożytnej Grecji i bogini Panakei.

@deankissick

Kredyty


Tekst: Dean Kissick