jak moda reinterpretuje porno jako sztukę

Nowe regulacje prawne wprowadzone w Wielkiej Brytanii wciąż odbijają się szerokim echem. Lista czynności seksualnych, których nie wolno pokazywać w pornografii, robi się coraz dłuższa. Tymczasem redakcja i-D postanowiła się przyjrzeć innej formie...

tekst Felicity Kinsella
|
09 Grudzień 2014, 9:48am

Wszelkie magazyny dla panów i rozmaite „świerszczyki" tego świata muszą przestać rozpychać się na najwyższej półce w kiosku. Pora zrobić miejsce nowej generacji czasopism dla dorosłych. A ich estetyka może wprawić odbiorców w zupełnie inny rodzaj podniecenia. Spójrzmy na tytuły takie, jak Baron („Erotyczny Magazyn w Formacie Paperback"), TALC („Współczesny magazyn o designie dla dorosłych") czy Tissue („Wytworne czasopismo o sztuce i fotografii na pograniczu fetyszyzmu, mody i filozofii"). Magazyny te szybko zaczęły trafiać na listy niezbędnych prasowych nabytków tych z nas, którzy lubią zadowolić się dobrą lekturą. Wobec tego można bez cienia przesady stwierdzić, że zmienia się sposób, w jaki postrzegamy seks i pornografię.

„Sex sells" to fraza, którą w naszym biurze rzuca się ostatnio z zastraszającą częstotliwością. To wszystko przez skalę reakcji na niedawny artykuł o japońskim podziemiu seksualnym, ukazanym w filmie dokumentalnym Love Hotel i książce Pink Kinky. A trzeba przyznać - branża mody nigdy nie wahała się przed czerpaniem z seksu zysku. Dwóch głównych sprawców łatwo wskazać, są to Calvin Klein i Tom Ford. Nawet więcej niż kilka z ich najpikantniejszych kampanii uznano za zbyt śmiałe, by pokazać je publice. Nie da się też ukryć, że światy mody i fetyszu często nakładają się jeden na drugi. W kalendarzach Pirelli nie zobaczymy zdjęć modelek glamour, tylko same supermodelki. Doroczny pokaz mody Victoria's Secret stał się jednym z najbardziej wyczekiwanych w branży wydarzeń. W tym roku udało mu się nawet całkiem skutecznie walczyć o uwagę dziennikarzy i modelek z Métiers d'Art - słynnym pokazem Chanel. Bo obie imprezy odbywały się tego samego dnia, choć dzieliła je odległość ponad 1100 kilometrów. Niektórym z najbardziej podziwianych fotografów świata udało się połączyć modę z fetyszami. Spotkało się to zresztą zarówno z oskarżycielską krytyką, jak i z podziwem. Można tu wymienić choćby Nobuyoshiego Arakiego. Jego czarno-białe fotografie z lat 70, które wykonał odwiedzając wraz z przyjaciółmi tokijskie seks-kluby. I to, że specjalizuje się w podtrzymywaniu japońskiej tradycji wiązania erotycznego, kinbaku-bi. Albo piękne, lecz sugestywne zdjęcia Helmuta Newtona. Publikował je Vogue, ale też pionierski magazyn dla panów, Playboy. 

Fotografia: Harley Weir, zdjęcie pochodzi z trzeciego numeru magazynu Baron.

Jednak od niedawna mamy do czynienia z nowym podejściem do związku tych światów. Nowe książki, filmy i magazyny mierzące się z nim nie zadowalają się łatką „prowokacyjnych". Bez oglądania się na nikogo zagłębiają się w czystą pornografię. Baron ukazuje się od dwóch lat i dotrwał dopiero trzeciego numeru. Jest to jednak prawdopodobnie najszerzej komentowany z magazynów nowego typu. Tyrone Lebon i Harley Weir, dwójka najbardziej imponujących nowych talentów w świecie fotografii i stali współpracownicy naszego magazynu, w swoich pracach zawierają elementy erotyczne. Spójrzcie chociażby na reportaż Atlanta Dream$ zrealizowany przez Tyrone'a i film o całowaniu stworzony dla i-D przez Harley. Zdjęcia obojga pojawiły się także w Baron. Tyrone był nawet odpowiedzialny za ogół materiałów fotograficznych w drugim numerze, który obrał jako temat przewodni „stawianie pytań na temat ewolucji seksualności w dzisiejszym internetowym społeczeństwie obrazkowym". Co znajdziemy w środku? Stykówki pokazujące dziewczynę o purpurowych włosach obsługującą ręcznie drążek swojego brodatego kochanka. Męskie i damskie krocza przysłonięte jedynie całkowicie przeźroczystym PVC. I dosyć szeroki wybór łóżkowych grymasów. Wszystkie te zdjęcia są bez wątpienia tak satysfakcjonujące pod względem estetycznym, jak prace, które fotografowie stworzyli dla i-D, Vogue'a czy nawet Céline. Lecz gdyby odrzeć je z nieco kinowego uroku, co by zostało? Coś, co dałoby się spokojnie uznać za „porno". Dlaczego więc podczytywanie tego erotycznego magazynu na przerwie w pracy jest zupełnie w porządku?

„Rozróżnienie pomiędzy porno a sztuką zależy od obserwatora. Podobnie jak to, czy podczas obserwowania przydarzy się mu wytrysk" - argumentuje Robert Henry Rubin, redaktor kultowego magazynu NIGHT i jeden z gości współredagujących trzeci numer Baron. I to zdaje się raczej logiczne. Kategoryzowanie czegoś jako porno bądź nie-porno może zależeć od tego, czy odbiorca używa danego produktu w taki sposób, jak używa RedTube'a, czy tak, jakby przeglądał czasopismo o modzie. Jakość wykonania jasno o tym świadczy. Pozwala stwierdzić, że Baron znajdzie entuzjastów zarówno pośród fanów oglądania pieprznych filmików, jak i poza ich gronem.

Magazyn WET, numer na marzec/kwiecień 1980.

Nasuwa się jednak następne pytanie. Czy którakolwiek część obnażonego ludzkiego ciała musi się kojarzyć z tylko i wyłącznie z seksem? W TALC znajdziemy wywiad z Leonardem Korenem, twórcą magazynu WET. To czasopismo przeciwstawiło się hiperseksualizacji, która dominowała w kulturze Los Angeles lat 70. Bazowało ono na estetyce, którą Leonard określał jako „kąpiele w stylu gourmet". W rozmowie z TALC Koren wyjaśnia: „WET zaznaczał przestrzeń styczną pomiędzy niepornograficzną nagością a designem". Nie był to magazyn, który służył do wzbudzania w sobie podniecenia. Ale, jak Koren podkreśla później: „nie można wziąć porządnej kąpieli, jeśli się do niej wcześniej nie rozbierzesz". I nie ma chyba wątpliwości, że wkładka A2 ukazująca Larę Stone w negliżu to coś zupełnie innego, niż rozkładówka z dziewczyną prężącą się zazwyczaj na ostatniej stronie tabloidu. A docenianie piękna nagości to coś innego, niż sznur pereł lekko przysłaniający parę idealnych sutków. „Jak Roland Barthes pisze w Camera Lucida, w pornografii chodzi tylko o jedno, a dokładnie o seks. Z tym muszę się zgodzić" - mówi Matthew Holroyd, dyrektor kreatywny Baron. „Jednak prace, które reinterpretują pornografię, takie jak Baron, nie dotyczą wyłącznie seksu. Zazwyczaj chodzi w nich o seksualność, nagość i bycie obnażonym. Tak więc z rozmysłem zawarto w nich dużo więcej, niż sam seks".

W naszym społeczeństwie uprzedmiotawianie kobiet to powszechna praktyka. Także trudno wyobrazić sobie magazyn pornograficzny, który nie ma w sobie tabu i przemocy nierozłącznie związanych z porno. A jednak wydaje się, że tym artystom znaleźć klucz do stworzenia czegoś takiego. Takie tytuły, jak Baron, BUTT, Tissue, TALC, Adult Magazine, The Anonymous Sex Journal i wiele podobnych, zaspokajają naszą tęsknotę za utopią. Taką, w której zdrowym modelem jest społeczeństwo o otwartych głowach, celebrujące ludzkie ciało i pragnące dowiedzieć się więcej o seksualności. Jednocześnie nie idealizują przedstawianych przez siebie wizji. Aplikacje takie jak Tinder, Grindr i Blender znormalizowały seks. Moda sprawiła, że erotyka stała się częścią naszego życia codziennego. Czemu więc nie mielibyśmy się nią cieszyć bez przechodzenia w tryb „incognito"?

Kredyty


Tekst: Felicity Kinsella
Zdjęcia i grafiki opublikowane za zgodą magazynów Baron, TALC oraz WET.

Tagged:
Fotografia
Μόδα
baron magazine
tissue magazine
wet magazine