Reklama

alexander wang to najmłodszy wyjadacz w świecie mody

Alexander Wang to projektant mody i zdobywca nagród, który dzięki swym swobodnym, a zarazem stylowym kreacjom zaskarbił sobie uwielbienie rzeszy fanów i międzynarodowe uznanie, a to wszystko przed ukończeniem 25. roku życia. Przypominamy archiwalny...

tekst Holly Shackleton
|
08 Maj 2015, 12:20pm

Alexander Wang

Alexander Wang to ktoś, kogo chciałoby się mieć za kumpla. Jest bystry, zabawny i robi fajne, stylowe ciuchy, które chcą nosić fajne, stylowe dziewczyny. Do tego jest młody - ma 24 lata, a swoją marką, która działa od 2006 roku, osiągnął już tyle, co inni projektanci chcieliby osiągnąć w czasie życiowej kariery.

W 2008 roku, chłopak ze słonecznej Kalifornii kontynuował zbieranie laurów, które zresztą mu się należą - nominacja do nagrody Swarosvkiegodla najlepszego projektanta roku w kategorii Womenswear, uplasowanie się w czołówce 10-ciu finalistów nagrodyVogue/CFDA Fashion Fund oraz wygrana prestiżowej nagrody Ecco Domani w kategorii wschodzący projektant. „Urodziłem i wychowałem się w San Francisco i w L.A.", tłumaczy Alexander przez telefon prosto ze swego apartamentu w centrum Nowego Jorku, „tam, gdzie plaża jest zakorzeniona głęboko w kulturze, więc moje ubrania zawsze miały coś wspólnego z tym luzem. Przede wszystkim chodzi o to, aby umieć założyć luźne spodnie i szpilki, pobiec na zakupy do sklepu za rogiem i nadal wyglądać super stylowo". Wierząc, że t-shirt i jeansy mogą być równie sexy, co wieczorowa suknia, Wang stworzył kult luźnych t-shirtów, warstwowych sukieneki spodni, które doskonale odzwierciedlają jego kalifornijskie wychowanie z obecnym, nowojorskim życiem.

Dziewczyna w moim typie jest trochę szorstkawa, bardzo naturalna i jest indywidualistką. Ubiera się w to, w czym jest jej wygodnie i nigdy nie wygląda to na specjalnie przemyślane czy dopracowane. A mimo to, zawsze trochę rzuca się w oczy - bo ona nie boi się być trochę niedobrą i zbuntowaną dziewczynką.

Kolekcja wiosna/lato 2009 doskonale uchwyciła tę plażową estetykę, w której Wang odszedł od swych ukochanych, stonowanych kolorów, by poeksperymentować nieco z kolorem. „Zeszłej zimy przesiedziałem trochę w Miami", opowiada, „i co mnie w tym mieście uwiodło, to, że jest trochę obciachowe, a zarazem tak intensywnie sexy". Skąpane w słońcu, nadmorskie miasto wraz ze swymi hotelami art deco, były inspiracją dla kolekcji pełnej pastelowej lawendy, koralu i różu, z kolei kultowy serial z lat 80. - Miami Vice, przyczynił się do sportowej, nieco kanciastej sylwetki inspirowanej latami 80-tymi.

Modelki na pokazie Wanga prezentowały niebieskie, sprane jeansowe koszule, piękną, brązową opaleniznę i gładkie, zaczesane do tyłu włosy.W odblaskowo różowych i turkusowych marynarkach - hitach lat 80. - rękawy zakasano do łokci, nogawki w luźnych spodniach podciągnięto do góry, a do tego wszystkiego były też t-shirty w pastelowych kolorach. Z kolei obcisłe, przylegające do skóry niczym bandaże, czarne sukienki z przebłyskami turkusu albo czarnymi, prześwitującymi wstawkami, zestawione z opalizującą skórą i zmierzwionymi włosami modelek, przywoływały na myśl młodą, atrakcyjną dziewczynę, która dopiero co urwała się z klubu, w drodze na gorące rendezvous na plaży.

„Nie powiedziałbym, że mam jakieś swoje ustalone muzy", mówi Alexander, „ale na pewno cenię podejście i charakter niektórych, na przykład dziewczyn jak Erin [Wasson, odpowiedzialnej za stylizowanie jego pokazów aż do zeszłego roku] albo Alice Delall czy Jen Brill...Dziewczyna w moim typie jest trochę szorstkawa, bardzo naturalna i jest indywidualistką. Ubiera się w to, w czym jest jej wygodnie i nigdy nie wygląda to na specjalnie przemyślane czy dopracowane. A mimo to, zawsze trochę rzuca się w oczy - bo ona nie boi się być trochę niedobrą i zbuntowaną dziewczynką.

Alexander lubi również imprezować, a jego after-party po pokazie wiosna/lato 2009 wpisało się w jedno z najbardziej pamiętnych imprez, o których bez przerwy mówiło się podczas nowojorskiego Fashion Week, gdzie do mikrofonu nie przemawiał nikt inny, jak sama Foxy Brown.

„Zaśpiewała pięć czy sześć piosenek i wszystkim opadły szczęki", wspomina. „Całkowicie porwała tłum, wszyscy tańczyli, oblani potem - czyste szaleństwo..." Jako fan Foxy już od dzieciństwa, Alexander wymienia też Tribe Called Quest i Wu Tang Clan jako swych absolutnych ulubieńców, dodając: „jestem wielkim fanem oldskulowego hip hopu, kocham też rock i pop...Uwielbiam tańczyć, to duża część mojego życia".

Alexander urodził się i wychował w San Francisco, w rodzinie o amerykańsko-chińskich korzeniach. Moda fascynowała go od dziecka, odkąd tylko pamięta. „Wychowałem się w dziewczyńskiej rodzinie", tłumaczy, „Moje kuzynki lubiły taniec i balet, więc zawsze wszędzie leżały stroje, a one lubiły mnie przebierać, albo ja wymyślałem kreacje im." W piątej klasie, Alexander poszedł do szkoły z internatem, gdzie zamiast brać udział w zajęciach sportowych czy innych kółkach wraz z kolegami z klasy, wolał pielęgnować swe uwielbienie dla ubrań. „Moim jedynym dojściem do mody w tych czasach były magazyny", wspomina. „Nie kłamiąc - miałem zaprenumerowany chyba każdy możliwy magazyn. To była jedyna rzecz, której nie mogłem się doczekać. Od razu po szkole biegłem do skrzynki, wyciągałem gazetę i wracałem do swojego pokoju, aby pochłonąć każdą stronę, czytałem od deski do deski." W trakcie tych kluczowych dla niego lat, magazyny takie jak i-D, amerykańskie wydanie Vogue'a czy The Face stały się jego biblią. Miały dla niego większe znaczenie niż jakakolwiek szkolna książka. Wang jak mantry uczył się nazwisk wszystkich projektantów mody, fotografów, czy stylistów, którzy zdołali zaszczycić stronice magazynów. „Wtedy swój czas miały lata 90. - era Toma Forda, Marca Jacobsa...wszędzie był przepych, wszędzie panterka, futro i kryształy, a ja nie mogłem się tym wszystkim nacieszyć".

Mniej więcej w tym okresie Wang kupił po raz pierwszy bardzo drogą część garderoby - czarną, skórzaną kurtkę pilotkę. „Właściwie to ojciec mi ją kupił", wspomina. „Była z Gapa i kosztowała 250 dolarów. To był mój pierwszy drogi ciuch, jako dzieciak. Nosiłem ją do szkoły i czułem się tak bardzo cool, od tej pory moja miłość dla ubrań od projektantów tylko rosła".

Po ukończeniu szkoły, Alexander przeniósł się do Nowego Jorku, by rozpocząć studia z projektowania mody w Parsons Design School. „Dopiero jak przyjechałem do Nowego Jorku, to zdałem sobie sprawę ze wszystkich, otaczających mnie możliwości", tłumaczy. „Miałem wrażenie, że nic nie ma końca. Miałem oczy szeroko otwarte na wszystko dookoła". Nie mogąc doczekać się, aby odkryć świat, których dotychczas znał z kolorowych magazynów, Alexander złożył podanie o staż u Marca Jacobsa. „Od razu mnie przyjęli. To była chyba kolekcja jesień 2004". Staż u Jacobsa tylko umocnił jego oddanie modzie. Niczym dziecko w sklepie ze słodyczami, każde zadanie traktował jako dar z nieba. „Ja przyglądałem się dosłownie wszystkiemu", wspomina Wang. „Przypatrując się, jak projektuje Marc, potem widząc, jak jego projekty idą do pracowni i oglądając to niesamowite rzemiosło - od najmniejszego detalu, jak wybieranie guzika, farbowanie szwów, składanie wszystkiego w jedną całość. To naprawdę było coś niesamowitego." Następnie wziął staż w Teen Vogue'u, który szybko zakończył się stażem w amerykańskim wydaniu Vogue'a. Wang wspomina swą redaktorską karierę jako „coś fantastycznego", przy czym umocniło to jeszcze bardziej jego fascynację projektowaniem.Po krótkim stażu u Dereka Lama, powrócił do swego rodzinnego San Francisco i ze stoickim spokojem oznajmił rodzicom, że rzuca studia i otwiera swoją własną markę jako projektant mody. „Moi rodzice wspierali mnie od początku do końca. Byłem w kompletnym szoku. Zazwyczaj azjatyccy rodzice chcą, aby ich dzieci były prawnikami, lekarzami, czy kimś w tym stylu, więc to naprawdę było dla mnie niesamowite". Alexander zaprojektował trzy kaszmirowe swetry unisex - „zdałem sobie sprawę, że istnieje luka w rynku. Brakowało czegoś, co zaspokoiłoby mnie i moich znajomych o podobnym poczuciu estetyki, zarazem nie będąc dziewczyńskie" - następnie zatrudnił swego brata i szwagierkę i cała rodzina, spakowawszy walizki, poleciała do L.A. promować projekty Alexandra. Półtora roku później, Wang wrócił do Nowego Jorku wraz ze swym bratem i szwagierką u boku, i razem z nimi wypuścił swą pierwszą, kompletną kolekcję pod szyldem Alexander Wang na wiosnę/lato 2007.

Kolekcja okazała się sukcesem, a już podczas drugiej, sala była wypchana wielbicielami Wanga - który został okrzyknięty przez magazyny modowe i portale internetowe absolutnym odkryciem. „Chodzi o to, aby projektować ubrania, które dziewczyny chciałyby nosić", tłumaczy Wang, „ubrania, które są łatwo przyswajalne, pasują do ich szaf, ale zarazem wprowadzają świeży powiew, są czymś nowoczesnym." Rodzina również była nieodłączną częścią kwitnącej kariery Wanga. „Ten biznes był typowo rodzinny już od pierwszego dnia", potwierdza, dodając, że ktokolwiek z zewnątrz, czy to sponsor czy doradca, zawsze musiał zdobyć pełną aprobatę całej rodziny, aby być zatrudnionym. Firma, która rozpoczęła działalność, jako trzyosobowa (Alexander, jego brat i szwagierka), w ponad dwa lata rozrosła się do 31 osób. Lekkość, z jaką urosła do międzynarodowej marki jest po prostu niesamowita. „Ja nie widzę tego tak, że to bardzo duże osiągnięcie dla kogoś tak młodego", czaruje Wang. „Ja zawsze widzę to jako pracę w toku. To, co zrobiliśmy, zawsze może być lepsze, a jesteśmy dopiero na początku. Staramy się sprzedawać i z tego żyć, ale nigdy nie poświęcilibyśmy na to dumy i honoru."

Więc jak to możliwe, że sodówka jeszcze nie uderzyła mu do głowy? Po tym jak w niespełna trzy lata osiągnął więcej, niż inni projektanci chcieliby osiągnąć za życia? „Tak szczerze, to wszyscy moi znajomi to ludzie, których znam ze szkoły. Moje życie jest po prostu takie samo", podkreśla. „Po pracy idziemy na noodle w Chinatown, czy do kina, albo na wycieczkę do Miami w wolny weekend...Wszystko to, co zwykłem robić, gdy byłem jeszcze w szkole. Teraz, mieszkając w Nowym Jorku, może i noszę swetry i płaszcze, ale w głębi duszy jestem nadal tym samym chłopakiem, który marzy, aby pójść na plażę i kupić sobie smoothie."

Kredyty


Tekst: Holly Shackleton
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie: Daniel Jackson
Stylizacja: Alastair McKimm
[The Beautiful Issue, No. 295, Styczeń 09]

Tagged:
Alexander Wang
Balenciaga
Wywiady
Μoda
the beautiful issue