cyfrowy detoks

Zamiast wysyłać snapa do osoby, która ci się podoba, dlaczego nie zaprosisz jej na randkę?

tekst Dean Kissick
|
02 Maj 2016, 3:08pm

W zeszłym roku dziennikarka Elieen Curran napisała krótki artykuł pod tytułem „Why We Need To Start Dating Again" (dlaczego powinniśmy znów chodzić na randki), dla studenckiego magazynu Odyssey. Został udostępniony tysiące razy na Twitterze, szczególnie przez konta skierowane do młodych kobiet. „Snapchaty i polubienia na Instagramie stały się akceptowaną formą flirtu", napisała. „Lajk na Insta jest bardziej powszechny niż komplement na żywo. Myślę, że powinniśmy wrócić do randek. Prawdziwych, szczerych randek, takich z 'wpadnę po ciebie o siódmej'. Zamiast wysyłać Snapchata do osoby, która ci się podoba, dlaczego nie zaprosisz jej na randkę?"

To dobre pytanie, ale jednocześnie zaledwie kropla w morzu wątpliwości dotyczących naszego uzależnienia od smartfonów. Wpiszcie w wyszukiwarkę „czy [nazwa platformy społecznościowej] zniszczył...", a zostaniecie zasypani sugestiami rzeczy, które social media niszczą oraz artykuły wyjaśniające, jak dokładnie do tego doszło.

Nowy trend: trzeźwość

Twitter zniszczył dziennikarstwo. Snapchat związki. Facebook zepsuł świat, społeczeństwo, a nawet życie. Instagram zrujnował oryginalność w kulinariach, kreatywność, fotografię, modę, naszą samoocenę i wiele innych rzeczy. W 2014 roku Telegraph napisał, że w Wielkiej Brytanii schroniska dla zwierząt są pełne czarnych kotów, które zostały porzucone przez właścicieli, bo nie wychodzą dobrze na selfie. Wiele innych rzeczy zostało zbeszczeszczonych albo zagrożonych przez nasze pragnienie zrobienia sobie z nimi foci: od pomników pamięci ofiar Holokaustu, po tego biednego małego delfina, którego fale wyrzuciły na brzeg argentyńskiej plaży.

Chociaż platformy są świetne do utrzymywania kontaktu i trzymania ręki na pulsie, paradoksalnie zachęcają nas do odsunięcia się od prawdziwego życia. Wielu z nas odcina się od rzeczywistości. Wszyscy ciągle patrzą w telefony, nawet podczas ważnych spotkań rodzinnych i randek. Ciężko mi obejrzeć długi film albo mecz, bo kusi mnie, żeby obczaić telefon. To mnie rozprasza i odciąga od innych form rozrywki, które lubię. Nasze życia kręcą się wokół konsumowania treści w internecie. Gdy dzieje się coś ciekawego, od koncertu po tęczę na niebie, wszyscy świadkowie od razu wyciągają telefony i zaczynają nagrywać, robić zdjęcia. Coraz gorzej idą nam interakcje z innymi osobami, a także samo doświadczanie życia. Często, gdy poznaję kogoś sławnego albo dzieje się coś interesującego, zamiast rozkoszować się tym momentem, zastanawiam się jak najlepiej uchwycić ten moment i wrzucić go do sieci. Wyobrażam sobie lawinę lajków — to chore. Jesteśmy pokoleniem, któremu życie przechodzi koło nosa, a zamiast tego żyjemy według logiki mediów społecznościowych, nawet jeśli tak właściwie z nich nie korzystamy.

Kreatywność i zdrowie psychiczne

Czy nadchodzi moment sprzeciwu, postawienia się platformom społecznościowym? One zmieniają wszystko w rywalizację. Mamy ciągle chcieć więcej i więcej. Nic dziwnego, że ludzie mają dość. Mimo to smutno mi, gdy spada liczba moich obserwujących. Komu nie byłoby przykro? Może popularność zawsze będzie stwarzać problemy, ale technologia spotęgowała jej wszechobecny wpływ. Ona unosi się teraz wokół nas w chmurze, jest zawsze i wszędzie z nami. Z pewnością łatwo się uzależnić. Niedawne badanie z California State University wykazało, że ludzie cierpiący na nieustanną chęć sprawdzania swoich platform społecznościowych wykazywali podobną aktywność mózgu, jak narkomani. Na pewno znacie to uczucie. Przypomnijcie sobie, jak się czuliście, gdy na wakacjach znaleźliście miejsce z darmowym wifi i wasz telefon ożył — mogliście w końcu sprawdzić wszystkie powiadomienia i newsy. To daje kopa.

Teraz można nawet pójść na cyfrowy odwyk albo do spa, w którym przy wejściu oddaje się telefon. Jeśli ktoś woli zaoszczędzić, może po prostu zafundować sobie darmowy detoks, zostawiając telefon w domu. Najbardziej zdeterminowani kasują aplikacje. Zauważyłem, że szczególnie Facebook sprawia, że nieustannie przeglądam jego niekończącą się tablicę, nawet jeśli nie sprawia mi to przyjemności, jestem spięty, zmęczony i mam dość. Mimo to nie mogę się oderwać, bo co jeśli trochę niżej czeka na mnie post, który mi się spodoba, albo mnie zaskoczy? Jak wiadomo, to nigdy się nie dzieje. Ale co jeśli? Przed mediami społecznościowymi nie istniało pojęcie „fomo", czyli „fear of missing out" — strachu, że coś nas ominie i zostaniemy wykluczeni z życia towarzyskiego. A przynajmniej nie było tak wyraźne. I na pewno nie miało takiej nazwy. Dzisiaj tego lęku mogą nam przysporzyć same posty. Co, jeśli ominę coś ważnego? Co, jeśli za horyzontem kryje się fajna piosenka, śmieszny komentarz, kolejna rzecz do polubienia? Uzależniliśmy się od struktury tych platform bardziej niż od naszych przyjaciół, którzy też z nich korzystają.

Czym dziś jest luksus w świecie mody?

W najnowszym wydaniu i-D — New Luxury Issue — zastanawiamy się, czym dzisiaj jest luksus. Najbardziej pożądany jest czas, który media społecznościowe zżerają jak czarna dziura. Zaskakująco łatwo jest zmarnować cały dzień, obczajając na zmianę cztery aplikacje na telefonie. Milenialsi są uważani za pokolenie YOLO (you only live once), ale skoro jak głosi to motto„żyje się tylko raz", a czas jest taki cenny, to czemu marnujemy go na robienie w kółko tego samego na telefonie? Wyniki ankiety opublikowane przez Common Sense Media w listopadzie pokazały, że amerykańskie nastolatki spędzają dziewięć godzin dziennie, szukając rozrywki na platformach społecznościowych. To więcej, niż przeznaczają na sen. Musimy odzyskać nasz czas i życie. Czy nie o to chodziło w YOLO? Żeby wyjść na zewnątrz, powąchać róże, gonić za motylami w blasku słońca, zakochać się? Marcowy artykuł z Guardiana donosił, że w Wielkiej Brytanii spadł wskaźnik ciąż wśród nastolatek. Zmniejszył się o połowę od 1998 roku i jest na najniższym poziomie od początku pomiarów. Spekuluje się, że być może przyczyniła się do tego technologia i media społecznościowe. Mówiąc krótko, spędzamy tyle czasu w sieci, że przestaliśmy uprawiać seks. Nasze sypialnie stały się smutnymi miejscami, w których leżymy samotnie, gapiąc się w ekrany. Możemy liczyć co najwyżej na rozbierane selfie.

Skoro już o selfie mowa, w tych czasach inwigilacji i dzielenia się wszystkim, kolejnym luksusem jest prywatność. Upublicznianie całego swojego życia na kilku kanałach nie jest mile wdziane. Ludzie chcą zobaczyć szczyptę godności i tajemniczości. Kocham Kanyego Westa, ale gdy czytam na Twitterze o jego załamaniu i patrzę jak prosi Marka Zuckerberga o pieniądze, to robi mi się smutno. To umniejsza jego boskiej aurze, którą stara się wokół siebie stworzyć. Gdy przeglądam swoją tablicę, nie tylko zazdroszczę moim popularnym znajomym, ale też nudzę się nimi. Każdy łaknie uwagi, to aż odrzucające. Niszczy przyjemność poznawania ludzi.

14 pytań może zmienić twoje życie

Oczywiście nie ma niczego złego w czerpaniu przyjemności z małych kopów dopaminy, które pojawiają się z każdym nowym powiadomieniem, ale warto pamiętać, na czym zależy ludziom projektującym uzależniające platformy społecznościowe. Zależy im na dochodowych reklamach. Wzrost liczby reklam na social mediach w ostatnich latach jest zniechęcający. Dobrym przykładem było niedawne nadawanie pokazu J.W. Andersona na Grindrze. Przecież ludzie nie odpalają tej aplikacji, żeby kupować ciuchy, tylko żeby uprawiać seks (albo przynajmniej o tym pomyśleć).

Wygląda na to, że żyjemy w czasach sztuczności i teatralności. Pomyślcie o konturowaniu Kim Kardashian, jakby malowała autoportret na swojej twarzy. Pomyślcie tym, jak 50 Cent wypożycza zegarki i samochody, z którymi pozuje do fotek na Instagrama, a potem musi je oddawać, bo tak naprawdę ogłosił bankructwo. Media społecznościowe zmieniły sposób, w jaki się prezentujemy. Wielu z nas stara się stworzyć wyidealizowane awatary, którym w rzeczywistości nie dorastamy do pięt. Co gorsze, język reklam zmienił postrzeganie naszych ciał i życia.

Dieta cud

W przeszłości presja, by wpasować się w nierealistyczne kanony urody przychodziła głównie z branży mody, rozrywki i reklamy, ale teraz coraz częściej sami ją wywieramy. Selfie może poprawić humor, ale może też być przykre, przygnębiające i niszczycielskie. Każdy kij ma dwa końce.

Mimo tego media społecznościowe mają też wiele pozytywnych stron i praktycznie nieograniczony potencjał. Narzekanie na ich wszechobecność oczywiście jest równie sensowne, co narzekanie na wynalezienie prasy drukarskiej w XV wieku. Chodzi jedynie o to, żeby korzystać z nich kreatywnie i z głową. Media społecznościowe powinny pomóc nam robić to, co kochamy. Jeśli będziemy używać ich rzadziej, zaczniemy spędzać więcej czasu na to, co naprawdę ważne.

Nastoletnia gwiazda Instagrama obnaża uzależnienie od mediów społecznościowych

Kredyty


Tekst Dean Kissick
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
Zdjęcie Kadr z filmu „Sala samobójców"