Reklama

hollywood w mediolanie

Gucci, Roberto Cavalli i Philipp Plein rozpoczęli mediolański tydzień mody w stylu fabryki snów.

tekst Anders Christian Madsen
|
22 Wrzesień 2016, 4:00pm

Jak powiedziała kiedyś Madonna, „Wszyscy przyjeżdżają do Hollywood i chcą odnieść sukces w tej okolicy" („Hollywood"). Stolica showbiznesu jest dla branży rozrywkowej kuszącym miejscem, które prędzej czy później uwiedzie każdego. Alessandro Michele jest na najlepszej drodze do uczynienia swojego nazwiska powszechnie rozpoznawalną marką. Grzeje się w blasku jupiterów dzięki sukcesowi za sterami Gucci, kumpluje się z Jaredem Leto, Dakotą Johnson i resztą Los Angeles, którzy lgną do niego, jak Kubuś Puchatek do miodu. W kolekcji na wiosnę/lato 17 (ostatniej określonej mianem „pokazu kolekcji kobiecej" przed połączeniem obu prezentacji w lutym) Michele czerpał inspiracje z tych migających świateł, którym nie sposób się oprzeć. Sam @lallo25 (pseudonim Michele na Instagramie) nazwał ją „Magic Lanterns", czyli „Magiczne lampiony". „Inspirowała mnie idea Hollywood. To najbardziej szykowne miejsce, w jakim byłem w swoim życiu", zdradził za kulisami, otoczony wianuszkiem ludzi, złożonym nie tylko z dziennikarzy, ale też fotografów i fanów pragnących spędzić 15 sekund z gwiazdą.

Gucci wiosna/lato 17

„Spędziłem trochę czasu w Los Angeles i poznałem Eltona", mówi Michele. „Mam na myśli Eltona Johna", sprecyzował. „To niesamowite. On jest niezwykły. Jest stróżem muzyki, błyskotek — po prostu wszystkiego". Lśniąca personifikacja kampowej estetyki idealnie pasowała do przepychu Michele, nawiązującego do wielu źródeł. Elton nie był bezpośrednią muzą tej kolekcji Gucci, ale łatwo znaleźć do niego nawiązania. Tak, jak w poprzednim sezonie, ten pełen dymu, luster i czerwonych świateł pokaz prezentował bogaty wachlarz inspiracji, które przepływają przez umysł projektanta i materializują się w postaci języka form, łączącego jego kolekcje. W maju Michele zaprezentował kolekcję cruise inspirowaną Wielką Brytanią i wplótł anglofilię w swoją charakterystyczną estetykę. Jego kolekcje nie jest łatwo zamknąć w konwencjonalnych ramach, podobnie jest z jego komunikatami prasowymi. „Czy możecie pomóc mi rozszyfrować linijki od dwunastej do osiemnastej?", zapytał inteligentny krytyk modowy, bacznie studiujący zagadkowe zdania, takie jak: „zasada narracji jest nielinearna".

Gucci wiosna/lato 17

W komunikatach nie było wzmianek o Hollywood, o którym Michele mówił za kulisami. Jego wypowiedzi oświeciły tych z nas, którzy potrzebowali wskazówek. Jak jednak zaznaczył, dokładne określenie motywu przewodniego kolekcji Gucci nie jest istotne. Jego prace zawsze sprowadzają się do tych samych podstaw: „Są piękne, popowe, ale także bardzo wyrafinowane. To inny język, nasz język. Zawsze rozumiałem modę na ten sposób: nie opowiada jednej historii, to świeży fresk złożony z iluzji", powiedział. „Wykorzystałem elementy zapożyczone od weneckiej prostytutki z 1500 roku i połączyłem je z Los Angeles, popkulturą i Azją. Tak jak w przypadku muzyki, zawsze potrzeba więcej nut, inaczej muzyka się kończy, a ja tego nie chcę". Peter Dundas z pewnością by się z tym zgodził, nawet jeśli nie ująłby tego w podobny sposób. Projektant domu Roberto Cavalli zawsze czerpał z Hollywood, bezwstydnie i z całego serca, ubierając największe gwiazdy we wspaniałe kreacje na czerwony dywan. Pokaz na wiosnę/lato 17 był pierwszą próbą połączenia prezentacji kolekcji męskiej i damskiej Cavalli. Tym razem męskie ubrania Dundasa wpłynęły na damskie.

Roberto Cavalli wiosna/lato 17

„Kupuję vintage'owe ubrania dla mnie i mojego partnera, które potem stają się częścią kolekcji", powiedział. Stworzył również kulturowy tygiel przeróżnych odniesień, od elementów z kultury Navajo, nawiązujących do jego amerykańskich korzeni, po płatki śniegu odnoszące się do norweskiego pochodzenia. Oprócz tego dodał także „szwedzkie chodaki, japońskie kimona" i tak dalej. Dundas nazywa swoje kolekcje patchworkami, złożonymi z miejsc, które odwiedził w trakcie niezliczonych podróży. Łączy je razem w sprośny, rock'n'rollowy przepych, który stał się już znakiem rozpoznawczym Cavalli pod jego rządami. Ta estetyka ma hollywoodzki wdzięk i Dundas, tak jak Michele, wie, że dzięki temu jego kolekcje są uniwersalne. Philipp Plein rozumie to lepiej niż ktokolwiek inny. Jego ekstrawagancki pokaz we środę — ostatni przed przeprowadzką z Mediolanu do Nowego Jorku — wyglądał jak zadziorne, amerykańskie przedmieście (razem z wesołym miasteczkiem), przypominającym ostatni teledysk Fergie. Piosenkarka wystąpiła również przed pokazem. Pokaz Pleina rozpoczął pierwszy tydzień mody w Mediolanie, a Hollywood nigdy nie było nam bliższe.

Philipp Plein wiosna/lato 17

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Anders Christian Madsen