urodzinowa kolekcja alexandra wanga

Projektant świętował 10-lecie marki za pomocą brokatu i tańca na rurze, przy akompaniamencie Lila Wayne'a.

tekst Alice Newell-Hanson
|
14 Wrzesień 2015, 2:38pm

Gdy Alexander Wang wykonał swoje rytualne już i zwieńczające każdy pokaz, końcowe przejście po wybiegu, z sufitu posypało się srebrne konfetti, a na ekranie tuż za nim pojawiły się litery o wysokości prawie 2 metrów, składające się na napis „ALEXANDER WANG". Pokaz ten był jeszcze bardziej wyjątkowy niż inne, bo stanowił ukoronowanie 10-lecia marki. Od razu po nim rozpoczęło się after party, kończące wszystkie inne aftery tej nocy.

Po zakończeniu pokazu tylna kurtyna rozsunęła się, ukazując zaciemniony backstage, przepełniony oświetlonymi z góry tancerkami na rurze, wijącymi się na brokatowych podiach. Miały na sobie ultrakrótkie, dziergane szorty z napisem „AW", widniejącym na pupie oraz liczbę „10" na piersiach. Wszystko wyglądało arcywspaniale, przez duże „A".

Kelnerki w t-shirtach z Hootersa [amerykańska sieć restauracyjna słynna ze skąpo ubranych kelnerek, przyp. tłum.] rozdawały mini burgery i skrzydełka z plastikowych koszyków. Były galaretkowe szoty, a na scenie wystąpili Tinashe, Lil Wayne i Ludacris. Tancerki trzymały pojemniki z wodą, oblepione banknotami dolara, z wizerunkiem twarzy projektanta. (Potem Alexander rzucił garścią tych banknotów w tłum, a także poinformował publikę, że zgubił portfel, a dolary Wanga to jedyna gotówka, jaką ma przy sobie).

Impreza, podobnie jak pokaz, miała na celu dobrą zabawę oraz dostarczenie ludziom tego, czego pragną. A to dwie rzeczy, na których Alexander niewątpliwie zna się doskonale. Rozmawiając o kulisach kolekcji, powiedział: „Nie było jakiegoś wyższego zamysłu czy pojedynczej idei. To był taki list miłosny do wszystkich dziewczyn i chłopaków, którzy wspierali mnie przez te lata".

„Każdy nowy sezon rozpoczynamy od myślenia o tym, co jest nowe, innowacyjne - o idei współczesności, o tym, co widnieje przed nami dziś", kontynuuje Wang. „Chcieliśmy odrzucić innowację i po prostu robić ubrania". Kolekcja była bardzo autentyczna i bezpretensjonalna, a przede wszystkim naprawdę świetna. Nic nie było kunsztownie wypracowane i gruntownie przemyślane, ubrania wyglądały na takie, które po prostu chciałoby się mieć w szafie. Ewentualnie były znacznie bardziej luksusową wersję rzeczy, które w szafach już mamy.

Były błyszczące niebiesko-czerwone kurtki motocyklowe, satynowe, brzoskwiniowe topy od piżamy z wyciętymi plecami, workowate spodnie w szaroczarne pasy i przyduże bluzy z kapturem (przypomnij sobie gotycki look Kanyego, który wybierał się na bal). Jedna kreacja połączyła siatkowy t-shirt z jeansową spódnicą do ziemi i sandałami-gladiatorkami, wysadzanymi srebrnymi nitami. I jak zwykle - to wszystko po prostu pięknie do siebie pasowało. Uzyskany efekt brzmiał mniej więcej: chcę to tu i teraz!

Brak rozpoznawalnej historii i motywu sprawił, że kreacje wydają się ponadczasowe, a także niezwykle spontaniczne. Sam Wang powiedział, że chciałby, aby stałe się one kultowymi - czyli podzieliły status zyskany przez powstałą dekadę temu markę. Jeśli macie wątpliwości, w pierwszym rzędzie pokazu siedział Kanye, Lady Gaga, The Weeknd (wraz z domniemaną dziewczyną - Gigi Hadid) i Nicki Minaj. A niektórzy z nich, w dowód wierności projektantowi, zostali dłużej, bo całą noc. 

Zobacz też: Całkowicie odmieniony Paul Smith.

Kredyty


Tekst: Alice Newell-Hanson
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie: Jason Lloyd-Evans