Reklama

jak generacja z zmieni nasz świat?

Generacja Z urodziła się w świecie po powstaniu i sukcesie Internetu. Dlatego działa z dużą szybkością, jest mobilna i świetnie porusza się po cyfrowej rzeczywistości. My, zawsze połączeni z siecią w naszych domach i przez mobilne gadżety, jesteśmy tym...

tekst Amelia Abraham
|
30 Marzec 2015, 9:05am

Generację Y cechowało skoncentrowane na sobie nastawienie typu „ja, ja, ja". Skojarzcie to sobie z kijkami do selfie czy Leną Dunham. Generacja Z przejmuje się z kolei tym, co dzieje się z naszą planetą. Przykłady na prawdziwość tego stwierdzenia można by mnożyć. Spójrzcie na studentów protestujących w Wielkiej Brytanii i Hong Kongu. Albo wyróżniających się postawą młodych ludzi - takich jak Malala Yousafzai lub aktywiści, których sylwetki prezentujemy w najnowszym numerze i-D. Młode głosy znajdują sposoby na to, byśmy je usłyszeli. I nadszedł czas, by się im uważnie przysłuchać.

Jeśli chodzi o problemy społeczne i politykę, aktywiści z którymi rozmawiał nasz magazyn zgadzają się co do jednego. Internet pomaga nam uczynić ten świat lepszym miejscem. Jest on uszami i oczami naszego pokolenia. Daje nam wiedzę pozwalającą wprowadzać zmiany i niezbędne do tego narzędzia. Jak mówi Tamsin Omond - młoda, ale niezwykle doświadczona aktywistka zajmująca się ochroną środowiska, kandydująca w brytyjskich wyborach parlamentarnych 2015 z ramienia Partii Zielonych - zmiany zdarzają się wtedy, gdy opowie nam się „prowokujące do działania i inspirujące" historie. „A fakt, że takie historie opowiada się po drugiej stronie kuli ziemskiej i lądują one zaraz na ekranach naszych telefonów, sam w sobie jest najlepszą historią ze wszystkich". Innymi słowy - jesteśmy dziś bardziej dostrojeni do tego, co dzieje się na świecie. Ponieważ możemy dotrzeć do większej ilości informacji. 40% ludzi na Ziemi ma dostęp do Internetu. A więcej niż jedna na cztery osoby nosi w kieszeni smartfona.

„Media odmalowują zwykle obraz Internetu jako czarnej dziury aktywizmu" - zauważa Rowan Davis, 19-letnia aktywistka na rzecz praw osób transpłciowych. I chętnie przechodzi do jego obrony. „Z mojego własnego doświadczenia wiem, że Internet ma moc transformacyjną. Potrafi kompletnie przeobrazić sposób, w jaki rozumiesz otaczający cię świat. Daje mi przede wszystkim narzędzia pozwalające na zastanawianie się nad tym, skąd właściwie bierze się prześladowanie innych". Nie możemy już zaprzeczać istnieniu nierówności społecznych czy politycznych niepokojów. W epoce informacyjnej podsuwa się nam te fakty prosto przed oczy.

Kiedy w 2013 roku rozpoczęły się demonstracje Euromajdanu na Ukrainie, Facebook i Twitter stały się areną, na której tę rozgrywkę obserwowała reszta świata. Ale nie tylko. Dla protestujących obywateli Ukrainy były centrum wymiany informacji, umożliwiającym też pozostawanie na bieżąco z biegiem wydarzeń i uzyskanie porad medycznych czy prawnych. Przez pierwsze osiem dni od jej założenia, strona Euromajdanu na Facebooku odnotowała około 800 tysięcy polubień. Podobny rozwój sytuacji mogliśmy obserwować podczas tureckich protestów w parku Gezi. Obywatele Turcji zareagowali na znikomą obecność demonstracji w mediach i zwrócili się ku mediom społecznościowym. Za ich pomocą postowali wieści wprost z centrum akcji. W tym zakresie hashtag zastępuje starą medialną gwardię jako demokratyczny sposób na zwiększenie dostrzegalności problemu i wzywanie ludzi do włączenia się w działania.

W przypadku Generacji Y i Z Internet może przyczynić się do narodzin wspólnej świadomości. Istnieją strony i kampanie, które próbują wykorzystać ten potencjał. Platformy do zbierania funduszy na cele charytatywne - takie jak choćby Change.org i Justgive.org - ułatwiają nam jak można wpłacanie dotacji, podpisywanie petycji, lobbowanie na rzecz zmian oraz demonstrowanie naszej woli pomagania innym w sieci. W 2014 roku w ramach akcji #nomakeupselfie zebrano ponad osiem milionów funtów na budowanie świadomości społecznej w kwestii chorób nowotworowych. A #icebucketchallenge uzbierało aż 100 milionów dolarów dla organizacji wspierającej chorych na stwardnienie zanikowe boczne, ALS Association. Problem tkwi jednak w tym, że wiele z tych platform pozyskujących fundusze bierze dla siebie część zebranej kwoty. A sporo ludzi, którzy wzięli udział w viralowych kampaniach, nie przekazało na nie żadnych pieniędzy.

Te formy sieciowego poszerzania świadomości społecznej nazywa się zazwyczaj „kliktywizmem". Krytykowano je ostro za ich taktyki marketingowe, minimalny wkład ich twórców oraz nastawienie przede wszystkim na statystyki. Jednak mają także swoje zalety. „Aktywizm w prawdziwym świecie jest niezwykle ważny" - przyznaje Lisa Clarke, członkini ekipy odpowiedzialnej za kampanię No More Page 3 (walczącą z ukazywaniem seksistowskich wizerunków roznegliżowanych kobiet w tabloidzie The Sun - przyp. tłum.). „Ale osoby chcące nas wesprzeć mogą napotkać na ograniczenia w uczestnictwie w naszej działalności. Powodów może być wiele - położenie geograficzne, czas, niepełnosprawność, nawet zwykły brak pewności siebie". Dla No More Page 3 aktywizm w sieci był kluczowym narzędziem wspierania jej lobbingu na rzecz zmian. „Przez wycinek czasu, który wystarczyłby ci na krótką drzemkę, możesz wysłać tweeta reklamodawcy. I wziąć tym samym udział w akcji, która wpłynie na natychmiastową zmianę polityki" - dodaje.

Bryony Beynon jest współprezesem organizacji Hollaback, która walczy o przełamanie milczenia i zwalczanie stygmatyzacji związanej z seksistowskimi zaczepkami wobec kobiet na ulicach miast. Jej działacze chcą położyć kres przeświadczeniu, że tego typu zachowania są czymś, co „trzeba przetrzymać". Beynon wie o tym, że „w mediach społecznościowych chodzi właśnie o dzielenie się opowieściami". Ale zwraca też uwagę na fakt, że „nic tak naprawdę nie zastąpi wyjścia na ulicę i spotykania się osobiście z innymi walczącymi w dobrej sprawie aktywistami". Młodym aktywistom pragnie przekazać jedną poradę: żeby wychodzili na zewnątrz, wymieniali się pomysłami i organizowali wspólnie akcje. „Starajcie się przeprowadzać trudne rozmowy twarzą w twarz, a nie na Twitterze".

Innym argumentem przeciwko sieciowemu aktwizmowi jest ograniczony charakter więzi pomiędzy wspierającymi go internautami. W artykule Small Change z 2010 roku, opublikowanym przez The New Yorker, dziennikarz Malcolm Gladwell skrytykował aktywizm w mediach społecznościowych. Pisząc, że „platformy social media zbudowano na powierzchownych więziach międzyludzkich". Z drugiej strony aktywiści z No More Page 3 twierdzą, że tego typu portale pozwoliły im nawiązać owocne relacje z innymi ludźmi, zwłaszcza kiedy przyszło do szukania wsparcia u dziennikarzy i parlamentarzystów. W naszym sieciowym życiu spotykamy się z ludźmi, których nie mielibyśmy okazji osobiście poznać. Decydentami, osobami z dalekich zakątków świata i hołdującymi innym poglądom politycznym. Znajomości, które nawiązujemy w Internecie, mogą znacząco wpłynąć na nasze rzeczywiste życie.

Istnieje mylne przekonanie, że gapienie się w monitory odrywa nas od innych. Ale my uczymy się dzięki temu i przenosimy się z działaniem do realnego świata. Rowan Davis siedziała przy komputerze, gdy przeczytała list samobójczy 17-letniej Leelah Alcorn. Która zabiła się, bo rodzina nie chciała wesprzeć jej w dążeniu do zmiany płci. Rowan włączyła się w globalną akcję organizowania czuwań ku pamięci Leelah. Założyła swoją własną stronę na Facebooku. Następnego weekendu udało jej się zgromadzić na Trafalgar Square ponad 100 osób. Podczas czuwania podzieliły się one swoim gniewem wymierzonym w „przemysł psychiatryczny, transmizoginię i patriarchę".

„Starania o wyzwolenie, która odbywają się w danym kontekście, nie może trwać w oddzieleniu od walki, którą toczymy w innych. Bez Internetu nie dowiedzielibyśmy się nawet o Leelah" - wyjaśnia Rowan. „Rodzice umieściliby na jej nagrobku męskie imię. Lokalna prasa podawałaby błędnie jej płeć. Jej historia zostałaby zapomniana, jak wiele podobnych przypadków. Portale oparte na budowaniu społeczności, takie jak Tumblr czy Twitter, zapewniły jej platformę, dzięki której mogliśmy ją usłyszeć. I tu właśnie Internet odgrywa bardzo ważną rolę. W zapewnianiu marginalizowanym grupom możliwości dotarcia do innych. Bez sieci nie usłyszelibyśmy też o siedmiu kolorowych transkobietach, które zamordowano w USA od początku bieżącego roku. Ani o #blacklivesmatter czy o Occupy Wall Street".

Aktywiści, z którymi rozmawiałam, zgadzają się z poglądem, że nie możemy używać Internetu jako pretekstu do wycofania się ze świata. Zamiast tego musimy wspierać za jego pomocą nasze intencje dążenia ku zmianom. „Internet to narzędzie" - podkreśla Tamsin Omond. „Metoda komunikowania się z innymi i uświadamiania ich. A potem przekuwania tego uświadomienia na działanie". Już wiele razy widzieliśmy, jak dobrze temu służy. W sierpniu 2014 roku zastrzelenie Michaela Browna przez policję w Ferguson zapoczątkowało globalną falę protestów. Tajna organizacja polityczna London Black Revs zorganizowała od razu protest typu die-in (polegający na tym, że demonstrujący udają martwych - przyp. tłum.) w londyńskim centrum handlowym Westfield. Informację o akcji przekazywano przez Facebooka, Twitter i drogą z ust do ust. Na proteście zebrało się łącznie 800 osób. „Posiadamy mocno zakorzenioną obecność w social media. Używamy jej, by wesprzeć nasze bezpośrednie akcje, demonstracje i prace społeczne" - mówią mi przedstawiciele organizacji. „Nasze poglądy na aktywizm online są złożone. Wierzymy, że MUSI być on wykorzystany jako metoda wspomagania realnej, praktycznej aktywności. Te dwie formy udzielania się nie są sobie przeciwne".

Będąc online, musisz jednak przepłynąć przez morze śmieci, by dotrzeć do tych wartościowych informacji. Londyński zespół punkowy Skinny Girl Diet pragnie zmienić ten stan rzeczy. „Internetu używa się w niewłaściwy sposób" - dzieli się ze mną komentarzem wokalistka i gitarzystka grupy, Delilah Holliday. „Ludzie, którzy zwracają na siebie najwięcej uwagi, wykorzystują to bezsensownie. Nie nawołują: Słuchajcie, musimy się uporać z całym tym gównem! Filmiki z zakupowych wypraw mają więcej wyświetleń, niż polityczne tyrady. Albo spójrz na tę białą i złotą sukienkę. Codziennie mnóstwo ludzi znika bez śladu, a medialne nagłówki donoszą nam o kolorze jakiejś sukienki!". Ursula Holliday, perkusistka i wokalistka Skinny Girl Diet, przyznaje rację koleżance z zespołu. Zaznacza także, że jeśli mówisz coś wartościowego, to medium za którego pomocą to przekazujesz jest kwestią drugoplanową. „Chodź na demonstracje, załóż zespół wyśpiewujący polityczne teksty, twórz sztukę. Aktywnie wyrażaj swoje opinie i rób to w takim formacie, w jakim tylko możesz". Dziewczyny, które dobijają teraz do dwudziestki, uczestniczą w londyńskich protestach studentów. Grały też charytatywne koncerty, wspomagając tym różne inicjatywy - od okazywania wsparcia dla Pussy Riot do popierania budownictwa społecznego.

Jeśli chodzi o przyszłość naszej planety, Generacja Z stoi przed aż nazbyt bogatym wyborem problemów, z którymi należy się zmagać. Od zmian klimatycznych do polityki i nierówności społecznej. Nasze tablice na portalach społecznościowych i przechodzące ciągłe przeobrażenia media informacyjne sprawiają też, że jesteśmy ich aż nadto świadomi. Czasami może się to zdawać dołujące. Ale w aktywizmie, oprócz działania w słusznej sprawie, chodzi też właśnie przede wszystkim o optymizm. „Rób to, dzięki czemu czujesz, że żyjesz" - nakłania nas Tamsin. „Nie udawaj. Kiedy dowiesz się, co jest dla ciebie naprawdę ważne, mów o tym innym. Spraw, żeby też zaczęło się to dla nich liczyć. Nie bój się w ogóle. Trzeba być tylko szczerym i prawdziwym".

Jak Generacja Z zmieni otaczający nas świat? Dowiedźcie się więcej.

@MillyAbraham


Kredyty


Tekst Amelia Abraham