Reklama

kampania craiga greena pokazuje, że w grupie siła

Brytyjski projektant po raz kolejny każe nam uruchomić wyobraźnię.

tekst Steve Salter
|
22 Sierpień 2017, 2:28pm

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

Działające na wyobraźnię kampanie Craiga Greena potrafią przenieść nas do innego świata w ułamku sekundy — od dronów z jesieni po dynamicznych tancerzy z wiosny. „Sądzę, że kampanie, tak jak pokazy, powinny mieć w sobie element fantazji — oba formaty mają swoje ograniczenia, ale właśnie to sprawia, że są interesujące", wyjaśnił w mailu projektant. „Lubię kampanie, które w inny sposób pokazują, o co chodzi w kolekcji". W tej na jesień/zimę liczyło się bronienie swojego kultu marzycieli przed wyimaginowanym strachem i brutalną rzeczywistością oceanu. Jego typowa mieszanka wojowników i wyznawców zmieniła się w marynarzy, nurków i ratowników.

Większość krytyków modowych opuściła pierwszy rząd z poczuciem, że kolekcja była świadomie zainspirowana wielką niewiadomą, drzemiącą pod wodą, ale także stanowiła formę reakcji na wszechobecną atmosferę pełną lęku, która ostatnio nas nęka. „To był przypadek, chociaż moim zdaniem wręcz nie da się robić rzeczy, które przynajmniej w jakimś stopniu nie są reakcją na to, co dzieje się w świecie lub wokół nas", zaznaczył. „Jednakże [kolekcja] nie jest zainspirowana żadną konkretną rzeczą, ani też nie jest bezpośrednim przesłaniem czy komentarzem. To ważne, żeby ludzie mogli na swój sposób interpretować to, co widzą". My na pokazie dostrzegliśmy nadzieję i tu widzimy ją ponownie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Od pokazu minęło osiem miesięcy, a globalny klimat socjopolityczny wciąż jest przesiąknięty strachem. Na szczęście kampania Craiga Greena w obiektywie Dana Tobina Smitha, którą wystylizował Robbie Spencer, wciąż daje nam równie mocną dawkę nadziei. „Zaczęło się od idei symetrii maszynerii, patrzenia na obrazy bogów i bóstw z wieloma kończynami, idei ludzi jako maszyny, jako siły działającej w harmonii", wyjaśnia projektant. Inspiracje rozciągają się więc od człowieka witruwiańskiego Leonarda da Vinci po wielorękie hinduskie bóstwa. Na pięciu zdjęciach kilku mężczyzn zmienia się w jedną, nieprzezwyciężoną siłę. Ich splecione ręce stają się trybikami w maszynie, która zanurza się w nieznane. Na każdym zdjęciu machina uderza w wodę — która nie tylko łączy wszystkie formy życia na ziemi, ale też jest kluczowym kryterium określającym, czy teren nadaje się do zamieszkania. Kryje się za nią możliwość życia. Nadzieja.

„Zawsze staram się w romantyczny sposób spojrzeć na rzeczy, które nie są romantyczne w oczywisty sposób", dodaje. „Z nutą romantyzmu przyglądam się sposobowi, w jaki ubierają się grupy ludzi – w sile roboczej, w społecznościach, w tłumach. Mam nadzieję, że widzowie dostrzegą piękno w tych zdjęciach i w sile zjednoczonych ludzi".

Przeczytaj też: