jak pokochałem ninę bo'ninę brown

RuPaul’s Drag Race to Top Model dla drag queens. Brzmi śmiesznie, ale staje się popkulturowym fenomenem — jego widowiskowy zamysł jest atrakcyjny dla normalsów. Po zobaczeniu kilku odcinków można się od niego uzależnić!

tekst Miłosz Bańdura
|
15 Wrzesień 2017, 11:57am

RuPaul's Drag Race to Top Model dla drag queens — tu też znajdziemy sesje zdjęciowe, różnorodne zadania, walkę o tytuł i wszechobecną dramę. Celem programu jest znalezienie najbardziej utalentowanej drag queen, która zgarnie tytuł America's Next Drag Superstar.

Brzmi śmiesznie, ale program jest niesamowitą platformą dla artystek drag queen. Najpopularniejsze z nich zostają idolkami ludzi na całym świecie, mają miliony obserwujących na Instagramie, występują w teledyskach, reklamach, robią własne filmy i jeżdżą po całym świecie pokazując autorskie show.

RuPaul jest też pierwszym mainstreamowym programem dla społeczności LGBT+, w którym znajdziemy mnóstwo odniesień do gejowskiej kultury i żartów na jej temat. Program staje się popkulturowym fenomenem, jego widowiskowy zamysł jest atrakcyjny dla normalsów.
Po zobaczeniu kilku odcinków można się od niego uzależnić i przez parę dni obejrzeć kilka sezonów (czego jestem najlepszym przykładem). W Polsce zmagania uczestniczek można zobaczyć na przykład na Netflixie.

Pomimo że RuPaul to program rozrywkowy i mam świadomość tego, że producenci uwielbiają ckliwe historyjki, które tak dobrze się sprzedają, historia jednej z uczestniczek — Niny — niesie w sobie bolesną prawdę. Problemy czynią ją bardziej ludzką i powodują, że widzowie zaczynają się z nią utożsamiać. To, przez co przechodzi, jest doświadczeniem wielu z nas — odrzucenie, brak tolerancji, ucieczka z nienawistnego miasteczka, w którym nie ma miejsca na kreatywność — a wszystko dlatego, że z jakiegoś powodu nie pasujemy do ustalonego kanonu. Nina została moją faworytką, mocno w nią uwierzyłem, liczę, że do końca rozprawi się ze swoimi demonami.

Ale zacznijmy od początku. Nina Bo'Nina Brown, a właściwie Pierre Leverne Dease, wzięła udział w programie (a dokładniej 9. sezonie), żeby pokazać, na co ją stać i zaprezentować swoje artystyczne zdolności. Mimo że na starcie wydawała się faworytką i dystansowała konkurencję, z odcinka na odcinek obserwowałem, jak jej zapał niknie, a chęć wygranej odchodzi na dalszy plan. Powód? Depresja.

W pierwszym odcinku uczestnicy dowiedzieli się, że w głównym zadaniu muszą zaprezentować jedną z wybranych kreacji Lady Gagi, a poza tym, przedstawią też swoje miasto rodzinne jako własną kreację drag. Wiele queens przebrało się za Statuę Wolności, ponieważ Nowy Jork jest mekką kultury drag, było też parę kreacji inspirowanych Las Vegas, jednak Nina Bo'Nina Brown, jak na prawdziwą outsiderkę przystało, urodziła się w małym miasteczku w Południowej Karolinie, a obecnie mieszka w Atlancie w stanie Georgia, więc, żeby przybliżyć nam swoje strony, zmieniła się w brzoskwinię. Tak, prawdziwą, dosłowną brzoskwinię, ponieważ Georgia słynie z uprawy brzoskwiń i jest nawet czasami nazywana brzoskwiniowym stanem. Nie trzeba chyba dodawać, że wygrała ten odcinek.

Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że kocham Ninę i wszystko, co się z nią wiąże. To, że pochodzi z małego miasteczka na południu, to, że jej artystyczny, kreskówkowy makijaż, który tak odstaje od konwencji drag queens, to, że musiała uczyć się wszystkiego sama i przyznaje, że ciastolina i papier nauczyły ją więcej, niż drogie kosmetyki i to, że otwarcie mówi o swojej depresji. A także to, że jest genialną tancerką i jej lip-sync z Ają (konfrontacja dwóch drag queens— przyp. red.) przeszedł do historii jako najlepszy lip-sync sezonu, a dla mnie jest jednym z najlepszych w historii programu.

Mijały tygodnie Nina błyszczała na tle innych uczestniczek, ale z odcinka na odcinek dało się zauważyć, że coś jest nie tak.
Kiedy inni uczestnicy chwalili Ninę za wygraną i komplementowali jej wygląd, odpychała ich i zamykała się w sobie. Z początku ludzie myśleli, że jest po prostu nieempatyczna, jednak szybko okazało się, że problem tkwi w czymś innym. Jak już wspomniałem, Nina pochodzi z małego miasteczka na południu Stanów, gdzie bycie gejem (a co dopiero drag queen) jest piętnowane i uznawane za coś złego. Nawet po przeprowadzce do Atlanty, Nina nie miała łatwo, przez swój ekstrawagancki styl — innowacyjny makijaż, zamiłowanie do kreskówek, anime i cosplayu była odrzucana nawet przez inne drag queens, które nie rozumiały jej wyglądu i otwarcie krytykowały artystyczne wizje Niny.

W bardzo osobistym wywiadzie, którego udzieliła już po zakończeniu programu Nina przyznała, że jest dla siebie zbyt surowa i trudno jej się cieszyć sukcesem, jaki osiągnęła. Mówiła też, że w przeszłości ludzie często ją wyśmiewali i nie rozumieli tego, co robi
„Zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie mnie lubią. Chciałabym tylko żebym ja sama lubiła siebie bardziej", wyznała.

W kolejnych odcinkach, choć kreacje Niny nadal zapierały dech w piersiach (trzeba wspomnieć też o stroju myszy, ażurowej kreacji na wzór tej od Alexandra McQueena Lady Gagi i futurystycznym kostiumie księżniczki-kosmitki), to ona sama często wyglądała na zrezygnowaną. Nawet słowa otuchy ze strony RuPaula nie pomogły jej wziąć się w garść.

Tyra Sanchez (zwyciężczyni drugiego sezonu programu) w ostatnim wywiadzie wspomniała o Niniei poradziła jej: „Pokochaj siebie, przeczytaj 'Sekret', nie patrz na komentarze. A co najważniejsze, spieprzaj z Georgii najdalej, jak się tylko da". Tyra wyznała też, że utożsamia się z Niną i wie, przez co przechodzi, ponieważ sama także spotkała się z odrzuceniem i nienawiścią ze strony innych drag queens i fanów programu. Zwierzyła się, że planowała nawet popełnić samobójstwo a wszystko przez falę nienawiści, jaka spadła na nią tuż po wygranej. Jednak po tych traumatycznych chwilach zdecydowała, że musi się pozbierać i podjęła walkę. „Uważam, że jest fantastyczna, uważam też, że jest się w punkcie, gdzie ja byłam kilka lat temu. Za dużo myśli i blokuje się, ale kiedy tylko przezwycięży ten problem, wyrwie do przodu będzie nie do powstrzymania".

W końcu nadszedł moment, którego wszyscy się spodziewali. Nina została wyeliminowana. Jej ostatni kostium wyglądał beznadziejnie, a w samym lip-syncu Nina przyznała, że ma ochotę się poddać i tańczyła kompletnie bez zapału.

Niny już od dawna nie ma w programie, jednak ja, razem z tysiącami followersów na Instagramie wciąż ją obserwuje i z tego, co widzę, udało jej się chociaż trochę uwierzyć w siebie i pokonać swoje słabości. Artystka drag jeździ po świecie, występuje w niezliczonych klubach — ostatnio miała swoje tour w Australii i Europie.
Sue me.

Tagged:
Features
LGBTQ
RuPaul's Drag Race
Nina Bo'Nina Brown