odnaleziony gejowski polski film sprzed lat

Zbigniew Bzymek, reżyser, autor teledysków dla Brodki i Mary Komasy, współpracownik Krystiana Lupy i Krzysztofa Garbaczewskiego, dzieli się z nami swoją zaginioną gejowską etiudą sprzed lat, w której występuje 19-letni Jan Komasa.

|
wrz 27 2017, 11:01am

„Płynące wieżowce" Tomka Wasilewskiego to pierwszy pełnometrażowy polski film opowiadający o miłości między chłopakami i homofobii. Nie oznacza to jednak, że w szufladach i na półkach innych reżyserów nie możemy znaleźć wcześniejszych prób podjęcia tematu bliskich relacji między osobami tej samej płci. Jedną z takich prób jest etiuda „Bierność" Zbigniewa Bzymka, która powstała 16 lat temu, kiedy Zbyszek studiował w łódzkiej Filmówce. Film dopiero przed kilkoma dniami ujrzał światło dzienne.

Dzisiaj jego autor pracuje nad projektami VR i AR w Warszawie i Krakowie z Krzysztofem Garbaczewskim, na stałe mieszka w Nowym Jorku, a jego filmy możecie zobaczyć na Berlinale, w Sundance czy Nowych Horyzontach. Dla nas powrócił na chwilę do przeszłości, żeby opowiedzieć o tym wyjątkowym znalezisku.

Pamiętasz, dlaczego postanowiłeś zrobić ten film? Czy podjąłeś decyzję pod wpływem określonego zdarzenia?
Tak, trudno zapomnieć. Atmosfera tego filmu wynika z wielu lat tłamszenia w sobie różnych miłości i obsesji. Przypomina mi się jednak też jedno konkretne wydarzenie w Łodzi, które zainspirowało, jeśli tak można powiedzieć, ten film. Zostałem mocno pobity w nocy w przejściu podziemnym. Teraz patrzę na ten film i rozumiem, że ma głębsze znaczenie dla mojego poczucia polskości. „Bierność" wiąże się z poczuciem niemocy, którego Polacy doświadczyli w czasie wojny, ale też z wydarzeniem z mojego własnego życia, kiedy byłem opuszczony przez rodziców w wieku pięciu lat w czasie stanu wojennego. To był wynik naszej nieudanej próby emigracji – zostaliśmy rozdzieleni i żyliśmy osobno przez dwa lata. Mocno identyfikuję się z momentem, kiedy bohater grany przez Marcina Brzozowskiego zostaje opuszczony przez kumpla (Jasiek Komasa). To jest taki mój emocjonalny guzik.

Jak określiłbyś swój film — to bardziej wypowiedź artystyczna czy aktywistyczna?
Lubię filmy o miłości i nawet o takiej pomylonej, pokręconej, w której można się zagubić. Takie filmy są dla mnie poza sferą polityki. Wręcz przeciwnie – potrafią sprawiać wrażenie reakcyjnych, wydają się czasami konserwatywne. Tymczasem są o ludziach, pomyłkach. „Bierność" to dla mnie film o czymś pierwotnym i elementarnym. Zawsze jednak starałem się być aktywistą i mam serce aktywisty — nie znoszę niesprawiedliwości, może dlatego, że byłem wychowany przez idealistów. Wiem, że moje filmy nie są idealne, są za to bardzo ludzkie.


Mówisz, że profesorowie w szkole filmowej nie rozumieli twoich gejowskich etiud". Z jakimi reakcjami się spotykałeś?
Łódzka Filmówka była dla mnie niesamowitym, cennym wtajemniczeniem, ale był tam też jeden profesor, który nie chciał oglądać na zajęciach moich etiud, bo mówił, że gejowskich tematów „nie rozumie". To było bardzo nie fair, bo wszystkie inne etiudy były pokazywane i dyskutowane. Ja z kolei stałem się buntownikiem i czasem przesadzałem w swoich etiudach. Z czasem nauczyłem się, gdzie leży granica między pokazywaniem na ekranie erotyzmu i psychologii. Filmowcy w Nowym Jorku się nimi bardziej zainteresowali niż profesorowie w Polsce.

Dlaczego teraz postanowiłeś podzielić się z nami tym filmem? Czy rzeczywiście dopiero niedawno go znalazłeś, a może leżał po prostu w szufladzie przez tyle lat?
Nie wiedziałem, gdzie są moje stare kasety miniDV i niedawno dopiero je znalazłem. Oczywiście, wiedziałem, że ten film gdzieś jest, że jest dla mnie na swój sposób wyjątkowy. Kocham na przykład postać matki, która pojawia się z grejpfrutem. Doceniam też poświęcenie Marcina Brzozowskiego, który zawsze pozwalał mi eksplorować moje zaklęte rejony za swoim pośrednictwem. Lubię też niesamowite zdjęcia Bartka Kaczmarka – wszystko w tym filmie miga. I oczywiście genialny, piękny 19-letni Jan Komasa, który nadal jest moim kumplem, chociaż teraz robi superprodukcje, a ja undergroundowe eksperymenty.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

No właśnie, jak to się stało, że do filmu zaangażowałeś Janka? Wspominasz, że jest „aliantem gejów". Co masz na myśli?
Chciałem zrobić dokument o Janku na pierwszym roku, bo strasznie mnie fascynował. Janek był nietypowy – miał 19 lat, był najmłodszy na roku. Przy tym był otwarty, miał żonę i dziecko i zrobił film o grafficiarzach z Warszawy. Był dresiarzem i kolegował się z księdzem – z wyglądu był trochę brutalny, ale też bardzo inteligentny. To było połączenie cech, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałem. Ja z kolei byłem 5 lat starszy i mieszkałem przez parę lat w Nowym Jorku. Udawałem, że jestem wyrafinowany, ale brakowało mi wnikliwości. Tak naprawdę kochałem wszystkich moich polskich kolegów i koleżanki, bo to była dla mnie radość pobyć w kraju, z którego zostałem wyrwany w wieku pięciu lat. To jest też temat, który poruszam w nowym projekcie z Krzysiem Garbaczewskim, „Serce Odważnych" (instalacja VR podejmująca temat wolności w sferze wirtualnej), w którym non stop pada pytanie: „Czy jesteś aliantem?". Dla mnie Janek Komasa jest właśnie takim niesamowitym aliantem gejów i innych mniejszości, bo zupełnie jak ja nie znosi i walczy z niesprawiedliwością. Jestem szczęściarzem, że mam tak bardzo fajnych polskich kumpli.

Z Krzysiem też teraz robimy projekt AR (augmented reality), dający szansę na współtworzenie wiersza z Mironem Białoszewskim, który był jeden z naszych najwybitniejszych polskich gejowskich artystów! Ja gram Białoszewskiego jako skanowany na żywo w 3D awatar! Myślę, że trzeba nieustannie odkopywać polską gejowską historię i dlatego też odkopałem „Bierność".

Nie pokazujesz wprost relacji łączącej bohaterów, bardziej rodzące się między nimi napięcie. Chodziło ci o wydobycie potencjału tkwiącego w spojrzeniach i niejednoznacznych gestach?
Chciałem zrobić film, do którego każdy może się odnieść. Wiedziałem, że jeśli pojawią się w nim erotyczne sceny gejowskie, to nie będzie uniwersalny. Zadałem sobie też pytanie, gdzie jest granica między miłością braterską a gejowską? Lubię o tym myśleć i uważam, że pojawiają się w tym wypadku ciekawe niuanse, ważne w takiej krótkiej formie filmowej. Na przykład bohaterowie kumplują się, grając w gry wideo. Widzimy ich razem tylko z maszynami do gry w tle, co świadczy o ich „wirtualnym związku". To jest świat nieszczęśliwego gejowskiego zakochania: myślisz bez przerwy: „czy to jest mój kumpel, czy jest między nami coś więcej?".

Już sam tytuł filmu, „Bierność", dużo mówi o naszym stosunku do przemocy wobec mniejszości. Kiedy teraz patrzysz na ten film i na rzeczywistość wokół, jaką zmianę widzisz?
Po raz drugi wyprowadziłem się z Polski w 2008 roku, bo byłem prześladowany przez nacjonalistów. Dzwonili do mnie bez przerwy i mi grozili. Zatęskniłem za Nowym Jorkiem i tu wróciłem. Z homofobią możesz spotkać się wszędzie, ale w Polsce naprawdę nie powinno jej być. Jesteśmy niesamowitym krajem pełnym wrażliwych ludzi, którzy przeżyli tyle okropnych rzeczy. Nie stać nas emocjonalnie, żeby powtarzać banalne przesądy. Musimy wykreślić z naszego języka wyrazy, które poniżają gejów i zrozumieć, że to nie chodzi o polityczną poprawność, ale sposób myślenia, który zaczyna się w języku i sięga głębiej. Wiem, że samo gadanie nic nie zmieni, ale już pomysły potrafią zmienić świat. Musimy więc spełniać swoje najgłębsze marzenia i pracować, żeby osiągnąć to, co jest odpowiedzialne.
Czy to się właśnie teraz dzieje w Polsce? Nie wiem, chyba ty musisz odpowiedzieć na to pytanie. Mnie długo nie było, ale tęsknię i chcę wrócić – tylko czy już mogę?