Reklama

„techno jest kobietą”

Iwona i Joanna, przyjaciółki i pomysłodawczynie Instytutu, tworzą kreatywny kobiecy duet. Kolejna z cyklu legendarnych imprez odbędzie się już w ten weekend, więc spotkaliśmy się z dziewczynami, żeby poznać ich historię.

tekst Artur Wojtczak
|
29 Wrzesień 2017, 1:42pm

zdjęcie: Adam Radosny

„Gdyby przyznawano w Polsce ordery za organizację imprez klubowych, Groove Control otrzymałoby najwyższe odznaczenie", napisała w 2004 roku Gazeta Wyborcza z okazji 5-lecia agencji. Iwona Korzybska i Joanna Wielkopolan, szefowe -założycielki, zaczynały od managementu zagranicznych DJ-ów i koncertów w klubach takich jak Sfinks, Piekarnia czy Palmiarnia, żeby w końcu zgromadzić tysiące fanów muzyki elektronicznej na masowych imprezach w Instytucie Energetyki i w Amfiteatrze na Torze Wyścigów Konnych na Służewcu.

Instytut pojawił się w Polsce na początku lat 00., wasza agencja Groove Control istnieje już od roku 1999. Jak to się zaczęło?
Joanna: Poznałyśmy się w licealnej ławce. Potem nasze losy układały się różnie: Iwona wyjechała zagranicę, potem wróciła, wtedy wyjechałam ja. W ten sposób obie zetknęłyśmy się z kulturą klubową, która nas zafascynowała. Ja nawet wylądowałam kiedyś na prywatnym party urodzinowym Carla Coxa. Potem Iwona ściągnęła mnie z Londynu i otworzyłyśmy pierwszy klub.

Iwona: Z Gerhardem Derksenem pojechaliśmy na słynny festiwal Awakenings. Tam poznałam szereg fascynujących osób: promotorów, DJ'ów. Stałam jak zaczarowana na tym festiwalu, słuchałam genialnej muzyki w oszałamiającym wnętrzu i pomyślałam: musimy taki duży rave sprowadzić do Polski. Po powrocie do Warszawy odwiedzałyśmy różnorakie miejsca, jak opuszczone fabryki, aż trafiliśmy na Instytut Energetyki. Po przekroczeniu bram Hali Najwyższych Napięć poczuliśmy od razu tę energię. Wiedzieliśmy, że właśnie dzieje się coś istotnego, magicznego. Taki był początek.

Mathew Jonson

Początki polskiego clubbingu pokazane zostały niedawno na wystawie w klubie Smolna „Lokomotywą do Blue Velvet"...
Iwona: Tak, dokładnie. Jesteśmy integralną częścią tej historii.

Jak czujecie się jako kobiety w techno biznesie zdominowanym nadal przez mężczyzn?
Iwona: Czujemy się świetnie! (śmiech)
Joanna: Wszystko ma dwie strony medalu. Z jednej strony kobietom jest zdecydowanie trudniej przetrwać i zaistnieć w tym świecie. Trzeba się starać, żeby być odbieraną na równi z facetami. Pamiętam, że jeżdżąc po różnego rodzaju pozwolenia na imprezy nazywana byłam przez urzędników „dziewczynką". A przecież chciałam być traktowana jako silna dziewczyna z nowatorskiej agencji (śmiech)! Z drugiej strony jednak będąc takim „rodzynkiem", pojawiają się czasami ułatwienia, chęć pomocy i wsparcia.

Iwona: Uważam, że jesteśmy w tej branży unikatowe. Jeżdżąc po imprezach w Polsce i na świecie obserwuję, że kobiet w tym biznesie jest wciąż mało. Pojawiają się jako DJ-ki i promotorki, producentki, ale to wciąż mniejszość w porównaniu do mężczyzn. Zwróć uwagę, że w przypadku imprez Instytut, to my – 2 kobiety – te imprezy w pełnym zakresie tworzymy: wymyślamy strategię, line up, całą warstwę techniczną, produkujemy wydarzenie. Zarządzamy całą grupą ludzi: od ochrony po światła, budowę sceny. To zawsze zarządzanie męskim światem (śmiech)! Konstrukcję, światła i tak dalej stawiają przecież faceci! Cieszy nas, że coraz więcej DJ'ek robi karierę, wspomnę tu chociażby Amelie Lens, Ninę Kraviz czy Anję Kraft z Polski. Kobiety mają siłę charakteru, są odporne na stres i zwyczajnie uzdolnione. Nasza ogłada i inteligencja emocjonalna pomagają nam w załatwieniu wielu trudnych spraw.

zdjęcie: Sebastian Piechnik, HouseMafia.pl

Przy organizacji imprez współpracujecie z ludźmi z innych zawodowych światów: naukowcami, dyrektorami zarządzającymi laboratoriami i kadrą badawczą, inżynierami. Jak wyglądają te kontakty? Czy wasze światy się przenikają?
Iwona: Nasze relacje są długoletnie i docierają się w ten sposób przy każdej imprezie, co bardzo doceniamy.

Joanna: Gdy po raz pierwszy pojechaliśmy na spotkanie do Instytutu, żeby zaproponować organizację imprezy, musiałyśmy być wielkim zaskoczeniem: Iwona w długich dreadach, ja obcięta na zapałkę, z tyłu krótkie czerwone włosy (śmiech)...

Iwona: Tłumaczyliśmy na miejscu, co to jest muzyka techno, oni tego nie do końca rozumieli, nie wiedzieli jak wpuścić do tej przestrzeni poważnych działań obcą im brzmieniowo muzykę. Ale do dziś pamiętam piękne słowa wypowiedziane przez dyrektora: „Świat nauki i kultury czy muzyki się przenikają, są sobie pokrewne".

Joanna: Myślę, że dla osób z Instytutu jesteśmy też odskocznią. Patrzą na nas z ciekawością i nam kibicują. Dlatego jestem pewna, że ta współpraca nadal będzie kwitnąć. Jesteśmy im bardzo wdzięczne za pomoc, wsparcie jakie nam dają od lat. W ubiegłym roku nasza impreza zdobyła tytuł imprezy roku w plebiscycie Muno.pl. I zaraz po rozdaniu nagród, pojechałyśmy do Instytutu, żeby podziękować za wszystko i podzielić się naszą radością. Bez nich tego sukcesu by nie było.

zdjęcie: Sebastian Piechnik, HouseMafia.pl

Sława i renoma imprez Instytut ciągnie się już daleko poza granice Polski: mówi się o was, przekazuje dobre wrażenia. Artyści sami zgłaszają się, żeby u was grać?
Joanna: Tak, zaproszeni artyści faktycznie doskonale nas wspominają: imprezę, obiekt, atmosferę. Kluczem jest też chyba nasza gościnność. Bez względu na liczbę problemów czy zmęczenie, zawsze staramy się okazać serdeczność i troskę, traktujemy wszystkich jak rodzinę.

Iwona: Dochodziły do nas głosy, że artyści przekazują między sobą, że u nas warto grać i że w Polsce robimy wyjątkowe imprezy. Matthew Johnson mówił, że nigdy czegoś podobnego nie doświadczył, ogrom obiektu, reakcje ludzi, nasze zaangażowanie . Liebig czy Dettmann zawsze promują Instytut, puszczając dobre słowo dalej. W tym roku podczas setu Richiego Hawtina doszło do oświadczyn.

Ważnym elementem Instytutu jest fakt łączenia pokoleń; odwiedzają was raverzy, którzy pamiętają pierwsze imprezy i ci najmłodsi.
Iwona: To piękne i wzruszające obrazki, kiedy widzę na parkiecie ludzi z dwóch czy trzech pokoleń.

Joanna: Widuję mamy, które pojawiają się u nas z dorosłymi dziećmi. A ja je przecież pamiętam z pierwszych eventów.

Czemu w takim razie w większości polskich klubów panuje dyskryminacja wiekowa? Dlaczego osoby starsze albo nie ruszają się z domu albo nie przechodzą selekcji?
Iwona: U nas daje się starszym odczuć, że to często nie jest dla nich miejsce. To szalenie szkodliwa polityka, bo ogranicza dostęp do rozrywki i zwyczajnie dyskryminuje. Każdy powinien tańczyć jak długo chce, a uczestnictwo w tej kulturze bardzo rozwija! Same jesteśmy tego najlepszym przykładem (śmiech).

Jesteście w tym wszystkim autentyczne, prawdziwe, a nie nastawione marketingowo...
Iwona: Tak, robimy to z miłości do muzyki i chyba jest to wyczuwalne. Jak robisz coś profesjonalnie i z pasją, to trafisz we właściwe miejsce, do duszy innych ludzi.

Czy techno jest kobietą?
Iwona i Joanna: Oczywiście! Bo ma w sobie piękno, duszę, głębię i...gwałtowność!

zdjęcie: Sebastian Piechnik, HouseMafia.pl
Tagged:
techno
warszawa
instytut
muzyka wywiady