w życiu trzeba być rewolucjonistką

Daniela Vega, odtwórczyni głównej roli w filmie „Fantastyczna kobieta”, ma dla was kilka życiowych rad, które pomogą wam zmierzyć się z rzeczywistością, kiedy czujecie, że nie macie już siły.

|
paź 4 2017, 11:05am

Dostanie się na pokaz „Fantastycznej kobiety" Sebastiána Lelio, w czasie festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty graniczyło z cudem. W komputerowym systemie rezerwacji bilety rozchodziły się w ciągu minut, a to dlatego, że historia trans dziewczyny, Mariny, granej przez Danielę Vegę, to niesamowita lekcja godności i determinacji. Udało się nam porozmawiać z Danielą, która operację korekty płci przeszła w wieku 13 lat. Opowiedziała nam o tym, jak zbudować pewność siebie i poradzić sobie w najtrudniejszych momentach w życiu.
Film wchodzi na ekrany polskich kin 6 października.

Marina, w którą się wcielasz, ma silne poczucie godności i dumy z tego, kim jest. Myślisz, że może stać się wzorcem dla trans dziewczyn?
Uważam, że duma i godność to cechy, których nie można kupić. Nabywamy je przez wiele lat w procesie budowania własnej tożsamości. Oczywiście bardzo ważne jest to, żeby człowiek żyjący w danym kraju doświadczał wolności i szacunku, żeby mógł się wewnętrznie rozwijać. Sam proces dochodzenia do świadomości własnej wartości jest jednak najlepszym znakiem, że każdy może odkryć w sobie dumę i godność.

Nie wiem, czy Marina może być wzorem, bo samych siebie budujemy przez lata, a nasza wartość zależy indywidualnie od każdego z nas. Moim zdaniem, żeby być szczęśliwym i odkryć siebie, potrzebne są trzy podstawowe elementy: trzeba być rewolucjonistą — nie wolno zgadzać się na otaczające nas zło, trzeba być wolnym i trzeba mieć w sobie empatię.

Komu zawdzięczasz takie podejście do rzeczywistości?
Ciekawe pytanie. Uważam, że godność i dumę udało mi się zbudować dzięki wielu kobietom, które spotkałam na swojej drodze — babci, mamie, nauczycielkom i przyjaciółkom ze szkoły. Dzięki wszystkim doświadczeniom i spotkaniom z kobietami byłam w stanie zrozumieć, co tak naprawdę znaczy kobiecość.

Bycie kobietą to bardzo głębokie i intymne doświadczenie. Nie mam macicy, ale mam serce, jak każdy człowiek i z czasem doszłam do tego, że to właśnie serce jest motorem napędowym człowieka, a nie jego genitalia. Poprzez godność i umiejętność uczenia się od innych, możemy stać się wolni, nie raniąc równocześnie ludzi wokół.

Na postać Mariny wpłynęły mocno moje doświadczenia z dzieciństwa, kiedy jako dziewczynka byłam wystawiona na akty agresji, które też wiele mnie nauczyły.

Czy dyskryminacja ma płeć? Marina w filmie ze strony mężczyzn doznaje przemocy fizycznej, za to kobiety wykluczają ją ze swojego grona w sposób symboliczny, w pewnym sensie o wiele bardziej bolesny.
Dyskryminacja nie ma płci. Tak naprawdę uczymy dyskryminacji już małe dzieci, które same z siebie nie czują potrzeby stygmatyzowania kogokolwiek. W moim domu było nie do pomyślenia, żebym dyskryminowała kogoś z jakiegokolwiek powodu. Różnorodność jest wartością, a nie przeszkodą i tego powinniśmy uczyć. I chociaż dyskryminacja nie ma płci, to istnieją osoby odpowiedzialne za nią i są to dorośli.

W jednej ze scen bohaterka ucieka przed dyskryminacją i wszystkimi ciężkimi wydarzeniami do klubu. W wielu filmach o naszym pokoleniu pojawia się ostatnio ten motyw — wyrwania się z rzeczywistości i wyruszenia do świata, który jest bardziej akceptujący, daje szansę na zapomnienie o problemach. Gdzie ty uciekasz, kiedy w twoim życiu dzieje się coś złego?
Ja pewnie nie poszłabym na imprezę. Wybrałabym się za to do muzeum albo teatru. Każdy jednak szuka takiego miejsca ucieczki, które do niego pasuje. Marina jest bardzo przytłoczona i przybita śmiercią Orlando (swojego partnera — przyp. red.), potem przydarza jej się wypadek. Tłamsi w sobie wiele negatywnych emocji i dlatego ucieka, a schronem okazuje się dla niej klub. Myślę jednak, że to nie jest jedyne miejsce, które dla naszego pokolenia może okazać się schronieniem.

Niedawno powstał dokument „Mów mi Marianna", pierwszy polski pełnometrażowy film pokazujący postać trans kobiety. Podobnie „Fantastyczna kobieta" przeciera szlaki w kinie chilijskim. Dlaczego tak długo musieliśmy czekać, żeby kino zajęło się tym tematem?
Wydaje mi się, że wcześniej inne tematy były bardziej palące i one były eksponowane w kinie. Temat osób trans wyszedł na światło dzienne w tym momencie, bo wcześniej pokazywano ludzi znajdujących się na skraju wykluczenia z innych powodów. Można zapytać: „dlaczego straciliśmy tyle czas i dopiero teraz pokazujemy kobiety trans na ekranie?". Ja jednak wolałabym powiedzieć: „trudno, tyle czasu to zajęło, ale teraz możemy zająć się edukacją nowych pokoleń, pokazując im, jaka może być droga do akceptacji".

Ten film ma być swoistym znakiem swojego czasu — chcę, żeby to po mnie zostało i było lekcją dla przyszłych pokoleń. Każde dzieło sztuki — film, obraz, spektakl, fotografia — niesie ze sobą przekaz i empatię, dlatego ma mocny związek z polityką. Artyści podejmują pewne tematy, które zaczynają krążyć w społeczeństwie, a dopiero później biorą się za nie politycy.

No właśnie, jaka jest rola kultury w kształtowaniu rzeczywistości? Czy poprzez Instagram, na którym osoby trans pokazują swoją przemianę dzień po dniu, filmy z aktorami trans, grupy wsparcia na Facebooku, w końcu zmienia się nasze podejście do tematu różnorodności?
Uważam, że zmiany społeczne nie dzieją się w sztuce, na obrazie wiszącym w galerii, w filmie czy zdjęciach z Instagrama. Zmiany społeczne mają swój początek w polityce. W momencie, kiedy władze państwowe i administracja rządowa wprowadzają przepisy, które gwarantują prawa i przywileje wszystkim środowiskom. Musimy pamiętać, że dopóki to się nie stanie, żyjemy w pewnego rodzaju ułudzie. Zobaczmy, ile tak naprawdę jest aktorek i aktorów trans na świecie. Bardzo mało. To, że ktoś zagra w filmie, nie zmienia jeszcze rzeczywistości.

Osoby trans są obecne w każdej dziedzinie życia, a pierwszym krokiem do pozbycia się dyskryminacji jest zwalczanie uprzedzeń. Czym tak naprawdę jest płeć? Przecież to zupełnie nieistotne. Ważne jest to, żeby każdemu zagwarantować równe szanse i żeby ludzie mogli żyć swoim życiem.

Skąd bierzesz siłę do działania? Nieustannie odkrywasz się emocjonalnie, to musi być wyczerpujące.
Przyznaję, że tak naprawdę to najbardziej polityczny wywiad, jakiego udzieliłam w Polsce. Mówimy o tematach, które mają duże znaczenie dla tego, jak wygląda rzeczywistość. Odkryłam się nie tylko w tym, ale też w dwóch poprzednich filmach, w których wystąpiłam. Uważam, że to jak żyję, pozwoliło mi znaleźć siłę i nie oszaleć.

Żyję w zgodzie z samą sobą i nie kwestionuję rzeczy, które kiedyś zaprzątały mi głowę. Kiedyś faktycznie może byłam wojowniczką, ale zrozumiałam, że życie jest proste i nie należy go komplikować. Przeszłam operację korekty płci, kiedy miałam 13 lat, teraz mam 28. Bardzo wsparła mnie wtedy rodzina, więc było mi łatwiej niż większości osób trans. Teraz nie rozdzieram szat — myślę, jak mogę obronić swoją pracę jako piosenkarka i aktorka. Prowadzić swoje życie nadal w taki sposób, jaki mi odpowiada.

Uratowała mnie sztuka, szczególnie teatr. Każdy musi znaleźć drogę, która będzie dla niego wybawieniem. Każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jaka jest jego/jej ścieżka. To oczywiście prostsze, kiedy ma się wsparcie rodziny i przyjaciół, jak ja. To nie znaczy, że nie mam swoich problemów, bolączek. Jestem czasem na diecie (śmiech). Nauczyłam się jednak, że życie jest proste, wzięłam je za rogi i zachęcam wszystkich, żeby odważyli się zrobić to samo.