niebinarne piękno

Rozmawiamy o płci, reprezentacji i tożsamości z fotografką podważającą normy.

tekst Tish Weinstock
|
24 Maj 2017, 6:25am

Laurence Philomène pochodzi z kreatywnej rodziny i sztukę ma we krwi. 23-latka szybko jednak stwierdziła, że nie pasuje do swojego bardzo konserwatywnego otoczenia we francuskiej części Kanady. Jest niebinarną, queerową osobą i czuła się nieswojo. Uczucie niepokoju potęgowały nawroty chronicznej choroby, której doświadczała w okresie dorastania. Dzięki sztuce w końcu udało jej się pogodzić ze sobą i przyjąć własną tożsamość. Najpierw Laurence fotografowała swoją kolekcję laleczek Blythe i zamieściła je na Flickrze. Po entuzjastycznych reakcjach skierowała aparat na siebie i swoich niebinarnych przyjaciół.

Z pomocą swojego mentora, Ivana Shawa (dyrektora ds. fotografii w Condé Nast) w 2012 roku Laurence pomogła założyć The Coven — feministyczny kolektyw artystyczny, pokazujący prace młodych artystek i niebinarnych artystów. Jej kolorowe portrety podejmują temat tożsamości płciowej i oddają hołd różnym historiom, których często się nie pokazuje w mainstreamowym ujęciu. Świeżo po wernisażu jej najnowszej wystawy „Non-Binary Portraits" (stworzonej we współpracy z Curated by GIRLS), złapaliśmy się z artystką, by porozmawiać o płci, tożsamości i reprezentacji w mediach.

Jak twoje pochodzenie cię ukształtowało?
Dorastałam w bardzo artystycznej rodzinie. Mój ojciec robi sitodruki i często współpracujemy, więc zawsze czułam, że mam swobodę i mogę tworzyć sztukę, jaką chciałam — co jest wspaniałe. To dla mnie ciężkie pytanie, ponieważ dorastałam w bardzo heteroseksualnym otoczeniu we francuskiej części Kanady. W pewnym momencie poczułam, że muszę się od tego odciąć, bo nie nie mogłam tam być w pełni sobą jako niebinarna osoba queer. Dlatego nie wiem w jakim stopniu ukształtowało mnie to środowisko.

Z jakimi wyzwaniami musiałaś się mierzyć w młodości?
Całe dzieciństwo cierpiałam na kilka chronicznych chorób. Nie wszyscy o tym wiedzą, bo teraz po raz pierwszy w moim życiu mój stan życia jest dość stabilny. Chorowanie co dzień czy dwa przez dwie dekady z pewnością bardzo na mnie wpłynęło i mnie ukształtowało. Wiele czasu spędzałam sama, w szpitalu i musiałam znaleźć kreatywne sposoby na zapewnienie sobie rozrywki i wyrażenie siebie. Myślę, że największym wyzwaniem było uniknięcie zgorzknienia. Mam też ADHD i paranoję, więc w okresie dorastania dużo czasu spędziłam pogrążona w myślach — i nadal to robię.

Jak udało ci się uporać z tymi wyzwaniami?
Dzięki mocnej woli przetrwania. Musiałam się też nauczyć, jak obchodzić się ze sobą delikatnie. Ten proces nadal trwa.

Kiedy po raz pierwszy zainteresowałaś się sztuką?
Od małego uwielbiałam tworzyć sztukę, ale przełom nadszedł gdy zaczęłam kolekcjonować laleczki Blythe i robić im zdjęcia. Zamieszczałam je na Flickrze i zaczęłam dostawać pozytywne recenzje. Zachęciło mnie to do dalszej pracy. W końcu zaczęłam fotografować siebie i moich przyjaciół. Poznałam na Flickrze innych młodych fotografów, nawiązaliśmy więzi i pomagaliśmy sobie się rozwinąć. To z pewnością ukształtowało mój warsztat.

Jak twoje rozumienie płci i tożsamości zmieniło się z biegiem lat?
To trudne pytanie. Myślę, że z biegiem lat zmieniło się głównie moje rozumienie własnej płci i tożsamości. Wiele rzeczy zdawało się nie mieć sensu: to kim byłam, kim powinnam być, jak powinnam istnieć w tym świecie. To zaczęło nabierać sensu dopiero gdy pogodziłam się z własną niebinarną tożsamością.

Czy możesz powiedzieć nam coś więcej o projekcie „Non-Binary Portraits"?
To trwający projekt, w ramach którego fotografuję moich niebinarnych przyjaciół (identyfikujących się w wielu kategoriach tożsamości trans, które niekoniecznie wpasowują się w sztywne ramy „mężczyzna lub kobieta") w sposób, w jaki chcieliby być zaprezentowani. Ten projekt ma być współpracą między mną i modelami. Pytam ich jak chcieliby zostać przedstawieni. Celem tego przedsięwzięcia jest oddanie hołdu historiom, których często nie prezentuje się w mainstreamowych dyskusjach na temat społeczności trans i dać bohaterom większą podmiotowość. 

Co zapoczątkowało ten projekt?
Moje pragnienie współpracy z przyjaciółmi, stworzenia pracy, którą chciałabym oglądać. Czułam potrzebę, żeby zwrócić obiektyw w stronę czegoś bardziej szczerego, bliższego temu, kim jestem. Chciałam pokazać, kim są ludzie, których kocham i dać im większą autonomię. 

Co chcesz przekazać widzom?
Projekt nie powstał, by kogokolwiek pouczać. Zrobiłam go dla siebie i moich przyjaciół, ale każdy może czuć się jego cenioną częścią. To wszystko, czego pragnę.

Czemu ten projekt jest ci tak bliski?
Zawsze fotografuję moich przyjaciół i ludzi, których kocham. Ten projekt był wyjątkowy, bo mogłam ich wysłuchać i zobaczyć, jak oni widzą siebie, jak interpretują swoją płeć. To było wspaniałe. Oczywiście jest to bardzo bliskie mojemu sercu, bo sama jestem osobą niebinarną.

Gdybyś mogła zmienić jedną rzecz w tym świecie, co by to było i dlaczego?
Zmieniłabym tyle rzeczy! Przepraszam, jeśli to brzmi jak wymijająca odpowiedź, ale naprawdę wiele rzeczy trzeba by zmienić. Nasz świat jest teraz nieźle porąbany dla większości ludzi. Myślę, że u podstaw wszystkich problemów leży biała supremacja. Na początek chciałabym zmienić jedną rzecz: przeprowadzajcie mniej wywiadów ze mną, a więcej z artystami o kolorze skóry innym, niż biała.

Jakie masz nadzieje na przyszłość?
Chciałabym, by wszyscy czuli się bezpiecznie.

Non-Binary Portraits  można podziwiać w berlińskiej coGalleries w dniach 19-31 maja.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock
Zdjęcia: Laurence Philomène

Tagged:
trans
Kultura
Laurence Philomène