Reklama

najlepsza recenzja płyty lorde, jaką przeczytasz

Dwie dziewczyny z Nowej Zelandii analizują „Melodrama” pod kątem zgodności z ich doświadczeniami z szalonych domówek.

tekst Georgie Wright and Clementine de Pressigny
|
20 Czerwiec 2017, 11:05am

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

Wszystkiego najlepszego z okazji premiery nowego albumu Lorde! Długo na niego czekaliśmy i w końcu się doczekaliśmy — już wyszedł i bardzo się cieszymy. Leci w biurze i-D, a nasze głowy same się bujają. Na potrzeby tej stuprocentowo profesjonalnej recenzji poprosiliśmy nasze dwie Nowozelandki na emigracji, by napisały kilka słów o albumie, który opowiada historię jednocześnie beznadziejnej i zajebistej domówki. Jak to naprawdę ma się do beznadziejnych i zajebistych domówek Nowej Zelandii?

Jedną z tych Nowozelandek jestem ja, Georgie - cześć, jak się macie? Jestem bardzo wykwalifikowana, by podjąć się tego zadania. Słuchałam jej pierwszego albumu w kółko przez całe lato, bo przemówił do mnie - przybitej nastolatki z przedmieścia w Nowej Zelandii. Mogę dosłownie wyrecytować wam każde słowo, po prostu zabierzcie mnie na karaoke. Kocham karaoke. Napisałam także prawie 2 tys. słów o teledysku do „Royals" na uczelnię.

Naszą drugą reprezentantką jest Clem, „pieprzona legenda", jak to mówimy w „New Zuland" - wszyscy myślą, że tak wymawiamy nazwę naszego kraju, chociaż to nieprawda. Jest znawczynią zarówno Nowej Zelandii, jak i imprez, a nawet ich połączenia, dlatego jej wkład w tę recenzję będzie nieoceniony. Przez recenzję mamy na myśli przejście kawałek po kawałku przez analizę dzikich domówek. Sama muzyka jest świetna — w tej kwestii tyle powinno wam wystarczyć.

1. „Green Light"
Georgie: Ponieważ to pierwsza piosenka na albumie, zakładam, że to przemyślenia na temat potwornych korków w Auckland (jej rodzinnym mieście), a także ogromnej niecierpliwości jego mieszkańców, którzy chcą dostać się na imprezę już teraz, w tej chwili. Światło jest czerwone dosłownie od 9 minut, proszę, litości, niech zmieni się już na zielone. Drugi dom Lorde, czyli Los Angeles, też mógłby być inspiracją w tym temacie.
Clem: „Te żarłacze białe mają wielkie zęby" — Lorde, zawsze pływaj na strzeżonych kąpieliskach. Każdy w Nowej Zelandii to wie.

2. „Sober"
Georgie: To chyba jedna z moich ulubionych piosenek — przez te trąbki. Świetnie też oddaje nowozelandzkie imprezy. Zamiast kamerdynerów z imprez w LA, o których mówiła Lorde (czyli zamiast namiastki klasy wyższej) mamy tu grupę ludzi, którzy są porządnie narąbani i nie myślą nawet o jutrzejszym kacu. Więc upijają się jeszcze bardziej.
Clem: Ta piosenka przypomina mi grę w Goon of Fortune (Dzban fortuny). Do obrotowej suszarki na pranie przypnijcie spinaczami torbę wina z kartonu (nazywaną goon bag). Ustawcie się wokół niej i zakręćcie suszarką. Gdy przestanie się kręcić, osoba stojąca najbliżej wina musi się go napić.

3. „Homemade Dynamite"
Georgie: To byłaby dobra ścieżka dźwiękowa, żeby się narąbać w Noc Guya Fawkesa [angielskie święto obchodzone w rocznicę wykrycia tzw. spisku prochowego — udaremnionego zamachu, podczas którego chciano wysadzić Izbę Lordów]. Ale to nie jest nowozelandzki zwyczaj, prawda? Chyba nie można winić tej kobiety za to, że nie możemy się z tym utożsamić — Lorde jest dla mas, a nie dla garstki wybrańców. Za to pokazuje swoją prawdziwie nowozelandzką naturę, nadużywając słowa awesome (super). Jeśli znacie kogoś z jej stron to wiecie, że tak już mamy. Rozkręcasz grilla, stary? Super! Masz kilka browarków w chłodziareczce? Super! Ktoś właśnie puścił pawia z Maka na ganku? Super!
Jednak Lorde jakimś cudem udaje się sprawić, że to słowo brzmi całkiem poetycko. Pewnie dlatego jest multiplatynową artystką, grającą na Glastonbury (a także entuzjastką krążków cebulowych), a my nie.

4. „The Louvre"
Clem: Nawet w Nowej Zelandii, na krańcu świata, w miejscu które według ogółu jest pełne owiec i Hobbitów, znamy się na #sztuce i możemy być #wyrafinowani. Możemy też coś osiągnąć na arenie międzynarodowej. Patrz: Lorde. Patrz: tekst „Powieszą nasze prace w Luwrze". Mimo to jesteśmy bardzo skromną (czyli realistyczną) paczką. Patrz: tekst „Gdzieś tam w kącie, ale co z tego — to nadal Luwr".

5. „Liability"
Georgie: „Więc jadę do domu, prosto w ramiona dziewczyny, którą kocham. Jedynej miłości, której nie spieprzyłam. Tak ciężko ją zadowolić, ale jest jak ogień". Czytaj: musisz dobrze czuć się w pojedynkę, bo poza oglądaniem powtórek „Masterchef Australia" z mamą, tak właśnie spędzisz większość swojego dzieciństwa na przedmieściach bez prawa jazdy.
„Będziesz patrzeć, jak znikam w słońcu". Czytaj: Nie wiem, może to ma coś wspólnego z wielką dziurą ozonową nad Nową Zelandią, przez którą promienie słoneczne wysmażą cię na pokrytą bąblami skwarkę, jeśli spędzisz na zewnątrz ponad 10 minut bez odrobiny kremu z filtrem na skórze?
Clem: A ja sądzę, że ta piosenka opowiada o paleniu gumy i kręceniu bączków samochodem.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

6. „Hard Feelings/Loveless"
Georgie: Nowozelandczycy nie są mistrzami w rozmawianiu o urazie, trudnych uczuciach ani w zasadzie o żadnych uczuciach. Wolimy zamieść je pod dywan poplamiony czerwonym winem, który i tak trzeba wyrzucić po imprezie, bo ktoś na niego narzygał. Dlatego szacun dla Lorde za próbę poruszenia tej kwestii, a potem dosłownie zmianę klimatu — kawałek nagle zmienia się w zupełnie inną piosenkę.
W części „Loveless" Lorde mówi, że jesteśmy „pokoleniem pozbawionym miłości". Cóż, nie zakochałam się w nikim w Nowej Zelandii, więc mogę potwierdzić, że to prawda. Nie mogę jednak mówić za całe pokolenie. Jestem pewna, że ktoś tam się zakochuje. W końcu właśnie dobiegł końca trzeci sezon naszej edycji „Kawalera do wzięcia" — jeśli to nie jest szczyt miłości, to nie wiem co nim jest.

7. „Sober II (Melodrama)"
Clem: „Zbieram kieliszki po szampanie" - nie jestem pewna, do jakiej domówki to ma się odnosić. Główne naczynia, jakie ja pamiętam z tych imprez, to stosy poprzebijanych, pustych puszek po Woodstocku (mieszance coli i rumu — obrzydliwe, ale robi swoje), importowanych z Ameryki czerwonych kubeczków do gry w beer ponga i dzban po grze w Koło Śmierci.

8. „Writer in the Dark"
Clem: W Nowej Zelandii dość ciężko dostać pseudoefedrynę, o której śpiewa. Czy na pewno mówi tu o imprezie w tym kraju, a może to tylko tzw. licentia poetica (swoboda literacka)?
Georgie: „Jadę metrem". Tak, zdecydowanie swoboda literacka.
Clem i Georgie: „Pewnie żałujesz dnia, w którym pocałowałeś pisarkę w ciemności?" - mów za siebie, Lorde.

9. „Supercut"
Georgie: Lorde jasno powiedziała w kawałku „Team" z poprzedniej płyty: „Mieszkamy w miastach, których nigdy nie widzicie na ekranach". „Supercut" nawiązuje do tej kinowej idei. Lorde śpiewa o tym, jak wyobrażamy sobie montaże z naszych poprzednich związków. Wiecie, takie jak w filmach albo reality show, gdzie pary miziają się na plaży z różą w zębach, a w tle brzdąka piosenka Celine Dion.
Clem zdążyła już prawie całkowicie stracić zainteresowanie. Szczerze mówiąc słucha głównie metalu.

10. „Liability (Reprise)"
Georgie: To ta część imprezy, na której wszyscy albo się liżą po kątach z podwiniętymi sukienkami Lonely Hearts*, albo uciekają bez pożegnania, żebyście nie zaczęli się do nich pruć po tym imprezowym rollercoasterze, który trwał trzy godziny. A może cztery? Dlatego dopijasz drinka przez słomkę, wydając ten okropny dźwięki i bujasz się koło odtwarzacza, bo starasz się wskrzesić imprezę (i swoją skostniałą duszę) przez włączenie tej piosenki, która wcześniej TOTALNIE pozamiatała! Dawajcie! Wstawajcie i tańczcieeeee!
Ale to jest naprawdę dobra piosenka.
* Lonely Hearts — bardzo popularna nowozelandzka marka z bardzo odpowiednią nazwą (samotne serca).

11. „Perfect Places"
Georgie: Noc dobiega końca i jesteś już kompletnie nawalona, więc postanawiasz, że udasz się do „idealnego miejsca". Albo przynajmniej tam, gdzie wciąż brzdąkają jakieś beznadziejne trapy, a kilka narąbanych osób jeszcze trzyma się na nogach — „bo nie możemy znieść samotności". A potem zastanawiasz się: „Czym do cholery w ogóle są idealne miejsca?". Bądźmy szczerzy, tu jest Nowa Zelandia — wszystko zamyka się koło 3:00 w nocy i dosłownie nie ma dokąd pójść. Pora na kaca. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Georgie Wright i Clementine de Pressigny