ugrzeczniona gaga

Podczas występu na Super Bowl Lady Gaga wróciła na tron, śpiewając swoje największe hity. Mimo to wielu z nas zabrakło politycznego przesłania.

|
lut 6 2017, 4:55pm

„Zjednoczony naród, oddany przed Bogiem. Niepodzielny, zapewniający wszystkim wolność i sprawiedliwość".

Lady Gaga zaczęła swój występ na Super Bowl od końcówki przysięgi wierności sztandarowi Stanów Zjednoczonych. A zaraz potem zeskoczyła z dachu stadionu w Houston, zjeżdżając do fanów na linach jak Tom Cruise w „Mission Impossible".

Z pewnością obejrzycie to wideo, ale możemy wam streścić wydarzenia:

  • Gaga zaśpiewała „This Land Is Your Land" Woody'ego Guthriego (być może to jej jedyna prawdziwie otwarta wiadomość dla Trumpa)
  • Zeskoczyła z dachu i fruwała zawieszona na linach„Poker Face"
  • „Born This Way" (gwóźdź programu, polityczny popowy hymn dla queerów całego świata. Tancerze z różowymi pelerynami dali czadu)
  • „Telephone" (niestety bez Beyoncé)
  • Gaga złapała keytarę
  • „Just Dance"
  • Patriotyczne stwierdzenie
  • „Million Reasons" na pianinie
  • Gaga przytulała fanów, którzy z pewnością są podstawieni, bo wszyscy pod widownią tańczyli choreografię i mieli w uszach słuchawki (trochę przerażające)
  • Patriotyczne stwierdzenie o Super Bowl i czempionach
  • „Bad Romance"
  • Rzuca _mikrofon_ łapie_piłkę_i_zeskakuje_ze_sceny.gif
  • Mnóstwo fajerwerków

Królowa niespodzianek zaskoczyła nas brakiem bezpośredniego, politycznego przesłania w trakcie najważniejszego występu w jej dotychczasowej karierze. To podwójnie niespodziewane w czasach zawirować politycznych w Ameryce, z której jest tak dumna. 15-minutowy, intensywny majstersztyk przypomniał największe hity, jednak wydawało się, że śpiewa go inna artystka, a nie Gaga, która protestowała na śmieciarce przed Trump Tower w dniu wyborów. To nie ta Gaga, która zbudowała karierę, wypowiadając się w umieniu uciśnionych i płacząc na paradach równości.

„Tym występem mam okazję pokazać, że ci, których uważają się za tak odmiennych ode mnie i moich fanów, w sercu są tacy sami", Gaga wyjaśniła w piątek podczas specjalnej konferencji prasowej przed finałem. Zawiedli się ci, którzy kiedyś wierzyli, że Gaga zbawi ludzkość. Show miał dobre intencje, ale czegoś brakowało. Był bardzo patriotyczny, nawet opiewał super męską branżę footballu amerykańskiego. Oba systemy z natury pomijają różnorodność, wolność, queerowość, kobiety i ludzi o różnych kolorach skóry. Dlatego ciężko podzielać jej entuzjazm związany z przesadnym patriotyzmem, bo przecież granice są tylko społecznymi konstrukcjami myślowymi. Gdy Gaga krzyczała „Niech Bóg błogosławi Amerykę", „ta ziemia jest twoją ziemią, ta ziemia jest moją ziemią" oraz „Super Bowl to właśnie prawdziwi czempioni", po prostu czuliśmy się troszkę zawiedzeni.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Krytyka królowej Gagi wydaje się zdradą stanu. W końcu nie powinniśmy cały czas uważać jej za głos marginalizowanych grup, którym kiedyś była. Gdyby to była Taylor Swift albo Katy Perry, nawet nie kwestionowalibyśmy jej politycznych zamiarów i zadowoliłby nas przesłodzony, popowy pokaz. Ale to Gaga, która była najsłynniejszą, najbardziej szokującą gwiazdą na świecie. Nie było takiej rzeczy, której nie odważyłaby się zrobić, powiedzieć, albo założyć, jeśli uważała, że to konieczne. Dla mojego pokolenia to właśnie ona sprawiła, że wyrażanie siebie, odwaga i aktywizm stały się cool. Znam więcej queerowych osób z wytatuowanym napisem „Born This Way" niż da się policzyć na palcach obu rąk. Po kilku burzliwych latach i niesprawiedliwej utracie tronu („Artpop" jest genialny, walić krytyków) Gaga miała wiele do udowodnienia. Musiała pokazać, że nadal jest prawdziwą, ponadczasową gwiazdą. I bez wątpienia to udowodniła, chociaż nie w aż tak polityczny sposób.

Ale czy gwiazdy popu w ogóle powinny angażować się w politykę? Niektórzy odpowiedzą: „Nie", ale moim zdaniem odpowiedź brzmi „Tak". Oczywiście, że tak. W końcu gdy twoja widownia liczy 115,5 mln ludzi (a to tylko 15 mln mniej niż głosujących w trakcie amerykańskich wyborów), pora wysłać w świat mocny przekaz. Gdy na świecie dzieje się coś beznadziejnego, nie szukamy wskazówek u Andrzeja Dudy, Angeli Merkel, Theresy May ani Trumpa. Szukamy wsparcia u naszych idoli, chcemy żeby mówili w naszym imieniu i reprezentowali fanów w swoich pracach. Na szczęście Gaga wciąż z tego słynie. Wykonanie „Born This Way" z 2011 roku jest teraz bardziej politycznym aktem, niż w dniu premiery singla. Tonący brzytwy się chwyta, ale może uda się doszukać polityki w jedności, którą wprowadziła wspólna radość i rozrywka? Z pewnością to mantra, którą kierowano się, reżyserując spektakl w trakcie Super Bowl.

Genialnym posunięciem było ogłoszenie światowej trasy koncertowej Joanne tuż po zniknięciu ze sceny. Wczorajszy występ był jednym z najpiękniejszych, najbardziej kultowych i dopracowanych w jej karierze. Jeśli przymkniemy oko na sytuację polityczną albo cofniemy się 4 lata to dostrzeżemy, że Gaga po prostu rozwaliła system. Niestety, prawdę mówiąc teraz potrzebujemy od gwiazd czegoś mocniejszego. Szczególnie od tych, które zasłynęły z nawiązań do polityki.

Jeśli kogoś zawiódł ten brak kontrowersji, zapraszamy do przeczytania fanfika o występie Gagi:

Lady Gaga zstępuje z bram niebios w kształcie waginy. Ląduje na 500 tysiącach nagich queerowych osób o różnych sylwetkach, którzy obmacują się i tworzą razem jeden wielki but na obcasie. Gaga trzyma flagę, która ogłasza początek rewolucji i drogi ku wolności. Śpiewa „Born This Way". W trakcie momentu kulminacyjnego (czyli w trakcie wątpliwej jakości rapu wyjaśniającego różne sposoby, na które „możesz się z tym urodzić") na Instagramie pojawia się album wizualny-niespodzianka, który ogłasza, że przez skumulowanie się tak wielkich połaci Gagowej energii, Donald Trump jakimś cudem zniknął z powierzchni świata (i Twittera). A razem z nim homofobia, rasizm, transfobia i mizoginizm — wszystko się kończy. Prasa szaleje, w końcu bije przed Gagą pokłony, na które zasługuje. Wraca na tron jako prawowita królowa gejów, lecz okazuje się, że w tej queertopii nie ma już potrzeby na wyznaczanie liderów, granic, toczenie wojen, media społecznościowe ani na Ritę Orę w nowym sezonie amerykańskiego „Top Model".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Tom Rasmussen
Zdjęcie: Wolfgang Tillmans [Wydanie The Hedonist, numer 313, lato 2011 roku]