​jak napisałem swój pierwszy list miłosny

Czytam listy Jarosława Iwaszkiewicza do swojego kilkadziesiąt lat młodszego kochanka i myślę, że to dobry czas, żeby spróbować sił w pisaniu na papierze.

tekst Mateusz Góra
|
10 Kwiecień 2017, 11:25am

kadr z filmu Wyśnione miłości

„Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego" to zbiór listów, które 60-letni pisarz wysyłał swojemu 25-letniemu kochankowi (chociaż ten rzadko na nie odpowiadał). To też historia zupełnego obłędu, bezkresnej obsesji na czyimś punkcie, romantycznego zrywu, który przedstawicielom naszego racjonalnego pokolenia raczej wyda się zupełnie pozbawiony sensu. Ale nie mnie. Pomimo że sam mam 26 lat, doskonale rozumiem romantyczne nastawienie Iwaszkiewicza. Przyszedł więc czas, żeby nauczyć się pisać prawdziwe, papierowe listy miłosne. Szczególnie, że mam sporo znajomych, którzy takie listy już w swoim życiu pisali. Pamiętam, że raz pomagałem nawet robić zdjęcia polaroidem mojemu przyjacielowi, który wysyłał je potem swojej dziewczynie, a ona woziła je ze sobą w plecaku.

Wyciągnąłem kartkę, chwyciłem długopis (chociaż nie pamiętam, kiedy ostatni raz w ogóle pisałem ręcznie) i postanowiłem wykorzystać wiedzę, którą zdobyłem w czasie czytania „Wszystko jak chcesz...".

Walka z papierem
Zasadniczym problemem jest to, że pochodzę z pokolenia piszącego na klawiaturze albo smagającego palcem ekran smartfona. Ręczne pisanie okazało się dla mnie czymś totalnie abstrakcyjnym. Oprócz podpisu czy krótkiej notatki nabazgranej koślawymi literami, niewiele w ostatnim dziesięcioleciu pisałem. Notatek na studiach nigdy nie robiłem, bo i tak zawsze w grupie znalazł się ktoś, kto potrafił je robić, a potem wszyscy tylko kserowali. Kiedy już po kilku godzinach trochę się wyrobiłem (i zmęczyłem), zacząłem odczuwać przyjemność płynącą z pisania. Nie można kasować i poprawiać w nieskończoność słów, więc musisz je wybierać bardzo ostrożnie. To powoduje, że więcej myślisz i analizujesz to, co naprawdę czujesz a to pomaga wszystko uporządkować.

Nagłówek
Po ogarnięciu samego pisania napotkałem na pierwsze schody. Jak właściwie zatytułować list miłosny. „Cześć" i „hej" raczej nie pasuje do takiej formy, z kolei zawołania w stylu „Drogi Przyjacielu!" (Iwaszkiewicz żył w czasach, kiedy geje nie nazywali się „partnerami" czy „chłopakami", ale tajemniczo „przyjaciółmi") czy „Mój Drogi!" brzmią tak anachronicznie, że zupełnie odebrałoby powagę mojej wiadomości. Z formy „Syneczku drogi" też raczej nie skorzystam, wiadomo. Iwaszkiewicz zaczyna czasem listy po prostu „Jurek!", postanowiłem postąpić podobnie i zacząłem od imienia chłopaka, w którym się kocham. Klasycznie i ponadczasowo.

Pisanie o emocjach
Czas na właściwą treść. Kiedy ostatnio pisaliśmy o badaniach dotyczących tego, jak dorasta nasze pokolenie, najbardziej zainteresował mnie fakt, że coraz większa ilość ludzi przyznaje, że dopiero pod wpływem używek jest w stanie prowadzić rozmowy o emocjach. No niestety, pisanie o uczuciach, tak samo jak rozmawianie o nich, to prawdziwa udręka. Jak wyrazić coś, żeby nie było skrajnie kiczowate i bezsensownie górnolotne? Papier nie daje możliwości wysłania ironicznego gifa (no, chyba że jesteś w stanie go narysować), który jest drogą ratunku w razie negatywnej odpowiedzi. Tymczasem w liście miłosnym, jak sama nazwa wskazuje, (niestety) trzeba wyznać miłość i to bez żadnych przemilczeń. To wydaje się skrajnie trudne, skoro na co dzień po prostu się o tym nie rozmawia, a głębokie rozmowy o życiu możliwe są jedynie w stanie podobnym do tego, w którym przez większość czasu znajdują się bohaterowie „Wszystkich nieprzespanych nocy".

„Zajmuję się teraz rekonstrukcją całej naszej znajomości dzień po dniu, tydzień po tygodniu - ale właściwie dobrze zaczyna się dopiero od mojej wizyty w sanatorium w Otwocku. Dopiero w ten dzień zrozumiałeś, zdaje się, jaki jest mój prawdziwy stosunek do Ciebie. A raczej zrozumiałeś nagle sam (pomiarkowałem po Twojej radości z mojego przyjazdu), że zupełnie niepostrzeżenie zaangażowałeś się uczuciowo, przywiązałeś do mnie", pisze Iwaszkiewicz, a ja zastanawiam się, czy coś takiego dzisiaj nie wydałoby się nam beznadziejnie naiwne? Pamiętam list dziadka, który przysłał mojej babci. Na wielkiej płachcie formatu A2  zapisanej maczkiem intymnymi wyznaniami i planami na przyszłość. Wątpię, żeby w naszych głowach takie myśli się już nie pojawiały, ale prędzej powiemy o nich terapeucie albo znajomym, niż komuś, w kim się podkochujemy. Postanowiłem jednak spróbować i kilka takich górnolotnych myśli przemieszałem z informacjami o zwykłych, codziennych sprawach, jak często robił to Iwaszkiewicz. Dzięki temu nie brzmiało to jakbym był bardzo nietrzeźwy w trakcie pisania.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Dodatki
Dopiski, fragmenty na marginesie czy małe rysunki zawsze są dobrym dodatkiem do miłosnego wyznania. Na jednym z listów Iwaszkiewicz robi nad przykład dopisek: „Przypomnij mi, abym Ci powiedział o 'wielkim i małym życiu'". Ja pamiętam za to fragment listu, który dostałem kiedyś od kolegi w czasach liceum, w którym napisał: „Tak właśnie wygląda mój mały, kiczowaty i tekturowy, kosmos". Chyba takie drobne uwagi i dopiski są najlepszym miejscem, żeby dorzucić coś wieloznacznego, może nawet niezrozumiałego, ale bardzo osobistego. Wszystkie te dodatki sprawiają, że lepiej czuć osobowość kogoś, kto pisał dany list. I chociaż moje rysunki są beznadziejnej jakości, nie przejmuję się za bardzo. W końcu to taka konwencja - list miłosny powinien być kiczowaty, ale równocześnie jest w jakiś sposób rozczulający dla osób, pomiędzy którymi odbywa się wymiana.

Podpis
Kwestia podpisu jest równie ciężka, jak nagłówka. Iwaszkiewicz używał najróżniejszych podpisów, od po prostu Jarosław, przez Gustaw aż po Balon. Kiedy pisanie listów miłosnych nie jest jednorazową zabawą, ale wchodzi w krew (on napisał ich kilkaset), pozwala też na zmianę stylu i przyjęcie innej tożsamości. Jarosław niekoniecznie miał podobne odczucia i przemyślenia, co Gustaw. Ja podpisałem się po prostu swoim imieniem, może wysłałbym tych listów więcej, jeśli dostałbym na ten odpowiedź? Kto wie, na razie jednak i tak dużo z siebie dałem, żeby napisać chociaż ten jeden. Nie wiem, jak ludzie w filmach Wesa Andersona są w stanie maszynowo pisać takie listy. W końcu na pewno jest to doświadczenie o wiele bardziej obciążające psychicznie niż inne formy komunikacji, ale z drugiej strony w jakiś sposób oczyszczające.

Oczekiwanie na odpowiedź
Nie wiem, czy spodobało mi się pisanie listu miłosnego. Być może napisanie jednego od czasu do czasu jest dobrym pomysłem, bo daje szansę na poważne przemyślenie kilku spraw i uczy, że słowa mają znaczenie i swój emocjonalny ciężar. Na pewno lepiej jest coś napisać, podrzeć kilka razy i w końcu być w miarę zadowolonym z efektu, niż wyrzucać z siebie tysięcy słów na minutę przez słuchawkę telefonu albo uderzać z prędkością światła w klawiaturę.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Czekanie na odpowiedź. To pewnie emocjonujące myśleć, w jaki sposób ktoś odbierze to, co napisaliśmy i jaki będzie komunikat zwrotny. Potencjalnie szansa namówienie kogoś na szerszą odpowiedź niż kciuk albo „ok" jest większa - mało kto nie doceni konieczności kupienia koperty i znaczka oraz odwiedzenia urzędu pocztowego, który wydaje się reliktem przeszłości. Z drugiej odpowiedź może nie przyjść nigdy, a to chyba gorsze niż wyświetlona wiadomość na Facebooku, na którą nigdy nie uzyskaliśmy reakcji. Ja w każdym razie swój list schowałem do szuflady, bardziej się przyda mnie niż chłopakowi, do którego go napisałem. Za kilka lat zobaczę, ile się u mnie zmieniło. A dla was na koniec fragment jednego z moich ulubionych listów Iwaszkiewicza, w którym tworzy kilka bajek ze swoim ukochanym Jurkiem w roli głównej. No bo chyba każdy by chciał dostać taki list, w szczególności od jednego z największych polskich pisarzy XX wieku.

Kochany! Dzisiaj zabawimy się w bajki. [...] Jesteś ubrany w czarne ubrania i taką śmieszną muszkę, szarą z różowym paskiem. Na głowie masz nowy beret, a na ubraniu prześliczny granatowy płaszcz oficera marynarki. Poza tym masz nową koszulę i jesteś bardzo starannie ogolony. Twoja miękka i gładka skóra pachnie dobrą wodą kolońską i jest w dotknięciu jak skórka owocu. [...] Jest ciemna jesienna noc. Stoisz na ścieżce w parku usypanej zeschłymi liśćmi. [...] O parę kroków od Ciebie stoi Twój przyjaciel,stary i brzydki człowiek. Poza tym histeryk. Obejmuje gładki pień sosny i płacze - znowuż on - i powiada, że dalej już nie może, że tak nie można wytrzymać. Przyjaciel Twój jest stary, i w gruncie rzeczy poczciwy, ale nudny i bardzo Ciebie irytuje. Nie wiesz, co z tym wszystkim zrobić. 'Dobrze - powiadasz - więc spotkajmy... [list się urywa - przyp.red.]".  

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra

Tagged:
miłość
Kultura
Jarosław Iwaszkiewicz
Listy
mateusz góra
wszystko jak chcesz