bawi mnie mówienie o kobiecie, która nosi rozmiar 40, że jest „plus size”

Stylistka i kostiumografka popularnych polskich seriali Ania Męczyńska powiedziała nam, jak naprawdę świat mody traktuje dziewczyny, które nie noszą rozmiaru „0".

tekst Mateusz Góra
|
29 Wrzesień 2016, 9:55am

@breekish

Ania Męczyńska jest jedną z najbardziej rozchwytywanych ekspertek od krojów i fasonów. Zajmuje się stylizowaniem popularnych seriali, jak „Rodzinka.pl" czy „Prawo Agaty", przez co ma wpływ na kształtowanie naszego podejścia do ciała i mody. Zdradza, że nosi rozmiar 48 i wygląda świetnie. Chociaż od 21 lat działa w branży, przyznaje, że musiała długo pracować na swoją pewność siebie, bo większość osób skreślała ją na wejściu ze względu na jej sylwetkę. Zapytaliśmy ją więc, jak temat body positive jest interpretowany przez polską branżę.

Czy rozmiar nadal ma dla nas tak duże znaczenie, jak kiedyś?
Od dłuższego czasu istnieje dyktat rozmiaru. To nie jest tak, że nagle niedawno rozpoczął się boom na bardzo szczupłe dziewczyny. Trzeba też pamiętać, że na przestrzeni lat nasze sylwetki się zmieniały. Inaczej żyjemy, mamy inną dynamikę rozwoju, jak każdy kraj pewien dominujący rodzaj sylwetek. Z pewnością inaczej wygląda sytuacja w przypadku dziewczyn o innym kolorze skóry albo pochodzących z innego miejsca na świecie.

Dlaczego branża nie dostrzega potrzeby różnorodności?
Nie mamy w sobie zgody na to, jak wyglądamy. Tymczasem firmy to wykorzystują. O wiele łatwiej jest uszyć ubranie na „kobietę-wieszak", bo nie wymaga to zastanawiania się nad konstrukcją. W przypadku pełniejszych kobiet jest trudniej. Uszycie czegoś, co by dobrze leżało, wymaga przemyślanego krawiectwa, a to oznacza, że trzeba zatrudnić więcej ludzi i poświęcić więcej czasu.

@barbienox

Z drugiej strony od kolejnych projektantów i sieciówek płyną zapewnienia, że nie są przeciwnikami bardziej realistycznego pokazywania ciała...
Pozornie zwiększa się przychylność branży dla krąglejszych kobiet, ale tak naprawdę nie jest to autentyczne zjawisko. Projektanci przyznają, głównie ze względu na poprawność polityczną, że ostatecznie różnorodność jest do zaakceptowania, ale nie płynie to z serca, z realnego przekonania.

Oprócz materiałów problemem są jeszcze rozmiary, które często kończą się na 40…
Dokładnie, na dodatek każda sieć ma inne rozmiary i wszystko trzeba mierzyć. Kobiety się frustrują, bo nie postrzegają siebie w kategoriach „wyglądam dobrze", ale „jaki rozmiar noszę". Kiedy kupują ubrania o rozmiar większe, niż normalnie, od razu w ich głowach pojawia się myśl: „aha, przytyłam". Warto by zrobić taki eksperyment — wypruć wszystkie metki. Wtedy się przekonamy, że dobrze skrojony ciuch bez względu na rozmiar leży świetnie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Ale przecież nie wszystkie dziewczyny, które ubierają się u projektantów, noszą najmniejszy rozmiar. Dlaczego więc branża nie stara się trafić reklamami do swoich realnych klientów?
Z moich obserwacji wynika, ze mnóstwo polskich projektantów nadal nie myśli sprzedażowo — produkują pojedyncze egzemplarze. Tylko jeśli dysponują pieniędzmi, dostosowują konkretny model na klientkę o większych rozmiarach. Ubieranie się u projektantów to nadal luksus i markom zależy, żeby wypchnąć egzemplarz wybiegowy. Istnieje coś paradoksalnego, jeśli chodzi o kobiety, które ubierają się u projektantów. Albo rzeczywiście posiadają rozmiar „0", albo mają krągłe kształty. Mało jest klientek o pośrednich rozmiarów.

@palomija

No właśnie, gdzie naszym zdaniem kończy się „normalna" sylwetka a zaczyna plus size? Czy jest sens w ogóle budować taki podział?
Jestem szczerze rozbawiona mówieniem o kobiecie, która nosi rozmiar 40, że jest „plus size". To nie tak. Ja mogę o sobie powiedzieć, że jestem dużą kobietą, mając rozmiar 48. Dyktat szczupłości sprawił, że odwykliśmy od tego, że kobiecość nie wynika z rozmiaru.

Z jakimi reakcjami na większe dziewczyny się spotykasz? Nie lubimy patrzeć na ludzi krągłych, może to nas krępuje, nie jesteśmy przyzwyczajeni?
Pamiętam, jak moi bardzo szczupli znajomi komentowali wygląd krągłych osób przy mnie. Zapytałam ich, czy nie sądzą, że dla wielu ludzi ich nadmierna szczupłość, której hołduje świat mody, też może być nie do przyjęcia. Zapanowała cisza. Z drugiej strony mam też kolegów i koleżanki, którzy są szczupli i starają się przytyć. W takich sytuacjach trzeba wykazać się empatią, nie oceniać człowieka zbyt pochopnie. Czy świat mody jest empatyczny? Nie sądzę. Jeżeli ktoś nosi rozmiar 48 albo 50 w świadomości ludzi istnieje przekonanie, że się zapasł, że jest łakomy, leniwy, zaniedbany. Jeżeli kobiety nie mają samoświadomości, to bardzo cierpią i to jest po prostu niesprawiedliwe, że branża modowa wpędza je dalej w kompleksy.

@ylvahoward

Z czego twoim zdaniem bierze się tak mała ilość marek, które produkują większe rozmiary?
Marki, które kierują swoje rzeczy do większych kobiet, nie utrzymują się długo na rynku. Moda plus size oznacza, że powinieneś szyć jakieś dziwne jamochłony. Wydaje mi się, że firma, która zaczyna mówić głośno o tym, że szyje większe ubrania, traci swój status w świecie mody. Tu leży problem — nikt nie chce być łączony wizerunkowo z takimi produktami.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcia: Instagram @ylvahoward@barbienox@palomija@breekish

Tagged:
Kultura
moda wywiady
ania męczyńska