drugie życie sneakerów

Zamiast kupować nowe, wyczyść i odśwież. Zamiast wyrzucać, napraw. Pogotowie dla sneakerów właśnie się rozkręca.

tekst Basia Czyżewska
|
30 Maj 2016, 11:00am

Nie zdejmowałbyś ich z nóg, ale straciły kolor, popękały, są brudne i nie umiesz ich doczyścić… więc kupujesz nowe. A stare ustawiasz w długim rządku poprzednich, później masz pełną szafę nieprzydatnych butów i ekologiczno-ekonomiczne rozterki.

Martyna Zastawna sama miała podobny problem, nie mogąc znaleźć pralni butów, postanowiła otworzyć własną, która rozwinęła się w świetnie prosperujący biznes. Razem ze swoją 25-osobową ekipą fachowców bierze na warsztat zniszczone trampki, ale też szpilki, mokasyny, emu, a nawet kalosze. Wkrótce dołączą do nich fullcapy, żeby przywrócić je do stanu świetności. Jej pracownie możecie znaleźć w Warszawie i Łodzi, to zakłady szewskie w wersji 2.0.

Jak nauczyliście się swojego fachu?
Pierwsze kroki w odnowie butów stawiałam w ... internecie (uśmiech). Niestety w Polsce nie było nikogo, kto mógłby mi powiedzieć, jak to się robi, ile czasu to zajmuje itd. Przeczytałam milion artykułów, kupiłam kolejny milion produktów do odnowy butów. Zaczęłam testy metodą prób i błędów. Po kilku miesiącach znajomi, którzy widzieli moje „odpicowane" trampki, zaczęli namawiać mnie na odnowę ich butów... i tak się zaczęło.

Kim są twoi eksperci?
W większości to artyści, po ASP bądź pasjonaci obuwia, którzy na długo przed Wosh Wosh majstrowali przy butach (uśmiech). Jest również niezwykły szewc „cudotwórca" i kilka osób, które zajmują się szeroko pojętą obsługą klienta.

Co różni was od tradycyjnych szewców?
Przede wszystkim to, że również odnawiamy, czyścimy i personalizujemy buty naszych klientów. Dajemy sobie też radę ze wszelkimi naprawami szewskimi w sneakersach, których zwykli szewcy zazwyczaj się nie podejmują.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Kto najczęściej do was przychodzi?
Odwiedzają nas klienci w każdym wieku: licealiści, poważne bizneswomen, zdarzają się też starsze panie, zachęcone przez swoje wnuczki, które przychodzą i mówią: „o jaki fajny zakład szewski, nie wiedziałam, że takie jeszcze są. Muszę przynieść do was moje pepegi". To dla nas wielka frajda, że trafiamy do tak szerokiego grona odbiorców.

Do tej pory najcenniejszym okazem do renowacji był...
Bardzo ciężko to określić. Trafiły do nas buty za 10 czy 15 tysięcy, ale mieliśmy też obuwie bardzo cenne emocjonalnie, które klient dostał w spadku po dziadku, a ich wiek oszacował na 70 lat. Były też u nas buty z pierwszego meczu koszykówki obecnego reprezentanta Polski, buty ze ślubu, chrztu itp.

A największym wyzwaniem? 
Tutaj również ciężko wybrać jedno wyzwanie. Niestety nasza praca jest bardzo niewymierna czasowo. Z niektórymi butami radzimy sobie w kilka godzin, a na niektóre musimy poświęcić miesiąc, a takich było już kilka.

Jak widzisz to miejsce za 5 lat?
Duży nacisk kładziemy na udoskonalenie procesu odnowy butów, bardzo intensywnie pracujemy też nad nowym punktem w Trójmieście. Marzy nam się otwarcie salonów w całej Polsce.

WoshWosh

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcie: Wosh Wosh

Tagged:
ekonomia
Μόδα
buty
ekologia
sneakery
martyna zastawna
wosh wosh