siła to nie mięśnie

Razem z Reebok Classic spotykamy się ze wspaniałymi dziewczynami, które spełniają się w zajęciach 'nie dla kobiet'.

tekst Milena Liebe
|
07 Czerwiec 2017, 10:55am

Julia Rogowska - reżyserka

Co daje ci energię?
Energię daje mi poznawanie i robienie nowych rzeczy. Lubię zmiany. Nie wyobrażam sobie też życia bez sportu, to mój antydepresant. Jeżdżę na rowerze, biegam, gram w tenisa i chcę więcej.

Siła to dla ciebie...
zgoda ze sobą i swoim sumieniem.

Pamiętasz pierwszy sport, w który się wkręciłaś?
Najpierw było pływanie, treningi sześć razy w tygodniu. Później koszykówka. Za koszykówką czasem tęsknię.

Co czujesz, spełniając się w działaniach „nie dla dziewczyn"?
Chciałabym, żeby za kilka lat nie było takich podziałów.

Jak interpretujesz hasło #PerfectNever?
Dążenie do perfekcji często zabiera nam radość z samej drogi do celu. My dziewczyny w ogóle jesteśmy dużo bardziej krytyczne wobec siebie. Ja ciągle uczę się cieszyć ze swoich sukcesów, zamiast zastanawiać się co mogłam zrobić jeszcze lepiej.

Co najbardziej lubisz w sobie?
To, że się nie zatrzymuję i cały czas się rozwijam i zmieniam. Wydaje mi się, że na lepsze.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Dominika „Billi" Korzeniecka - perkusistka

Co daje ci energię?
Życie w trasie i dobre jedzenie.

Siła to dla ciebie...
Raczej nie mięśnie, bardziej ogarnianie rzeczywistości, w której akurat jesteś i odpowiedzialność za ewentualne fuck-upy.

Pamiętasz pierwszy sport, w który się wkręciłaś?
Pływanie.

Co czujesz, spełniając się w działaniach „nie dla dziewczyn"?
Nie ma „działań nie dla dziewczyn", są tylko ograniczeni ludzie. Wszystko co robię jest świadomym wyborem. Praca w studio fotograficznym i gra na perkusji nie jest po to, żeby udowodnić, że dziewczyny są ludźmi. Po prostu chcę, żeby tak wyglądało moje życie. I jeśli jeszcze raz usłyszę „nieźle jak na dziewczynę", to chyba odgryzę sobie kciuk.

Jak interpretujesz hasło #PerfectNever?
Może nie zawsze wszystko pójdzie zgodnie z planem, ale ważne, że ma się swoją zajawkę.

Co najbardziej lubisz w sobie?
Lubię swoją chaotyczną organizację.

Zofka Jabłońska - rzemieślniczka

Co daje ci energię?
Nowe wyzwania. Dają mi taki stres, który mnie nakręca. Rutyna mnie dobija. Ciągle muszę próbować nowych rzeczy. Podobno mam słomiany zapał. Coś w tym jest, próbuję czegoś, zazwyczaj mi wychodzi - odhaczone, lecę dalej. Energię dają mi też fajni ludzie, nieoceniający, życzliwi, takimi staram się otaczać.

Siła to dla ciebie...
Przyznawanie się do błędów, branie odpowiedzialności, proszenie o pomoc, wyrażanie emocji. To mówienie o swoich oczekiwaniach wobec drugiego człowieka i akceptowanie, że nie wszystkie zostaną spełnione. Siła dla mnie w kapitalizmie, patriarchacie to iść pod prąd - rezygnować z kolejnej fuchy za kasę, szukać siebie, podtrzymywać dobre relacje, nie ghostować ludzi na portalach randkowych. Robić wszystko to co czujesz, a co niektórym wydaje się „frajerstwem" i „słabością".

Pamiętasz pierwszy sport, w który się wkręciłaś?
Moją absolutną miłością było przez wiele lat żeglarstwo. Na pierwszy obóz pojechałam za namową babci w wieku 13 lat i całkowicie się wciągnęłam na wiele upojnych wakacyjnych dni i nocy. Żeglarstwo, takie jakie ja znałam, to był bardzo zmaskulinizowany sport, a jeśli chciałaś być żeglarką nie było taryfy ulgowej. Jak okazałaś się zdeterminowana, dobra i wytrwała - w pracy i imprezowaniu - stawałaś się „one of the guys" - swoim chłopakiem. Bardzo aspirowałam do takiej roli i bardzo długo było to moim powodem do dumy. Tam też pierwszy raz zetknęłam się ze stolarstwem… a właściwie takim szkutnictwem. Z czasem zaczęło jednak do mnie docierać, że chociaż dla moich kolegów byłam „chłopakiem", kimś w dużej mierze aseksualnym, to jednak ich seksistowskie żarty, komentarze, zachowania odnoszą się także do mnie, bo jednak jestem dziewczyną. To była trudna konfrontacja.

Jak interpretujesz hasło #PerfectNever?
Nie chcę wymagać od siebie więcej, niż w danej chwili mogę dać. Zawsze daję z siebie 100%, ale czasem jest to takie malutkie 100%, bo na więcej mnie nie stać, z powodu problemów osobistych, choroby, złamanego serca, a czasem po prostu lenistwa. Staram się to akceptować i szanować swoje słabości i swoje granice. To trudne, bo zostałam nauczona czegoś innego. Czasem mam ochotę się zmuszać do czegoś, bo mój wewnętrzny krytyk mnie strofuje: „nic nie robisz", „marnujesz czas". Wtedy mówię do siebie jak do małej dziewczynki: „Zosiu, masz być dla siebie dobra. Nikt nie zrobi tego za ciebie".

Co najbardziej lubisz w sobie?
To, że potrafię robić dużo rzeczy, i w większości jestem niezła. Nie dążę do perfekcjonizmu, jaram się różnymi rzeczami. Ostatnio jeśli mam na coś ochotę - zaczynam to robić, to bardzo wyzwalające. W ogóle coraz bardziej siebie lubię, to podobno przychodzi po 30-ce.

Co czujesz, spełniając się w działaniach „nie dla dziewczyn"?
Czuję siłę i że stawiam opór. A tak naprawdę czuję, że bawię się tym, co chłopaki często biorą bardzo „na serio". Mam wrażenie, że gram na nosie facetom, którzy to co robią, widzą jako taką „męską" tajemną wiedzę, niedostępną dla dziewczyn. Grabaż mówi, że dziewczyny nie potrafią grać rocka, a ja mówię do niego i jego kolegów „pocałujcie mnie w dupę" - i gram na basie. Nie podoba się - nie słuchaj. Koledzy w szkole stolarskiej na pierwszych zajęciach „z troską" pokazywali mi, jak trzymać dłuto i odpalać wyrzynarkę. Już tego nie robią, odechciało im się. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Milena Liebe
Zdjęcia: Bartek Wieczorek

Tagged:
girlpower
dziewczyny
feminizm
Reebok Classic
silne dziewczyny