nowa dorosłość

Rozmawiamy z Justyną Suwałą, która w „Kamperze” wcieliła się w pierwszą w polskim kinie dziewczynę ze świata gier.

tekst Mateusz Góra
|
19 Lipiec 2016, 9:35am

kadr z filmu Kamper

Justyna robi w swoim życiu dosłownie wszystko - gra w filmach, przygotowuje scenografie do reklam i teledysków, niedawno została mamą, a teraz zakłada fundację zajmującą się muzyką. Przy okazji nie narzeka na brak czasu, szuka sobie jeszcze czegoś do roboty. Chociaż nie trzyma się tak blisko ziemi, przypomina trochę Dorotę, bohaterkę, którą zagrała w „Kamperze". Jest silna, wie, czego chce i bez problemu odnalazłaby się w „męskim" świecie gier… jeśli lubiłaby gry. Przy okazji premiery rozmawiamy o aktorskich eksperymentach i przezwyciężaniu stereotypów. No i o dorosłości, której nie powinniśmy nazywać dorosłością...

„Body/Ciało" było dla ciebie aktorskim eksperymentem, teraz pojawiłaś się w kolejnym filmie, jak to jest nie być już debiutantką?
O „Body…" łatwo się opowiada - pojawiłam się znikąd, trafiłam między profesjonalnych aktorów. W przypadku „Kampera" było trochę z drugiej strony. Łukasz, który sam debiutuje, myślał, że będę miała szansę po raz pierwszy zagrać w jego filmie, a tymczasem ja miałam już jakieś doświadczenie. Na dodatek nie miałam być w ciąży. To było super z jego strony, że włączył ten element do filmu. Długo zwlekałam, żeby mu powiedzieć: „słuchaj, będę miała brzuch w czasie zdjęć". W końcu to powiedziałam. Na początku myśleliśmy, czy da się to ukryć, w jakim czasie brzuch urośnie, itd. Łukasz stwierdził jednak, że trzeba zmienić scenariusz, bo należy korzystać z tego, co się wydarzyło. Wydaje mi się, że w kontekście tego, jaka jest postać Kampera i z czym się boryka, postać jego ciężarnej koleżanki jest fajnym, „twardym" spotkaniem z rzeczywistością.

A bardzo zmieniła się postać Doroty, kiedy nagle stała się ciężarna?
Z własnego doświadczenia wiem, że ciąża nie musi koniecznie zmieniać twojego świata. Postać Doroty jest bardzo przyziemna, minimalistyczna, prostolinijna w dobry sensie. Uważa, że nie ma co kombinować i świetnie radzi sobie w „męskim świecie". To, że będzie miała dziecko, nie ma na to wpływu.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Chyba każdy zna taki typ człowieka…
Tak, to jest pewien określony typ człowieka. Tacy ludzie kojarzą mi się z kamieniami, o które można się oprzeć i to jest super. W kontekście wszystkich szaleństw dookoła jest stabilna. Obserwuje, dostrzega różne problemy i myśli o nich, ale nie wtrąca się do życia innych.

Dziewczyny w ciąży pokazuje się rzadko jako pewne siebie, mnóstwo osób myśli stereotypami w stylu „Matka-Polka wijąca gniazdo".
Rzeczywiście ciężarność jest pokazywana jako stan humorów, obżerania się i bycia psychopatką. Nie znoszę tych przypinek, ja nie przygotowywałam gniazda. Jeśli Łukasz poprosiłby, żebym była leżącą, celebrującą ciążę dziewczyną, to pewnie dałabym radę, ale na szczęście tego nie chciał.

W buty której postaci łatwiej ci było wejść - Olgi czy Doroty?
To była totalnie inna rola, niż w „Body…". Z szalonej nastolatki nagle stałam się stąpającą twardo po ziemi kobietą. Miałam szczęście, że te role były tak różne, że uniknęłam szufladki. Czas grania w „Body…" był szalony. Nie przeżywałam nigdy takich emocji, jak Olga, ale byłam w jakiś sposób do niej podobna. Nie jestem typem człowieka, który jest stateczny, który siedzi w domu i powoli rozgryza swoje problemy. W przypadku „Kampera" byłam w zupełnie nowej sytuacji i to jakoś naturalnie wpłynęło na tę rolę. Łukasz zresztą wykorzystywał w filmie to, jacy byliśmy w danym momencie, czerpał z tego. To był szalony czas, ale nie taki hardkorowy, jak przed „Body".

W „Body…" miałaś mnóstwo emocjonalnych scen, w „Kamperze" twoja bohaterka jest cicha, nie okazuje tak uczuć. Co jest łatwiejsze do zagrania?
Trudno jest powiedzieć coś bez większych emocji. Takie prozaiczne sceny są dla mnie największym wyzwaniem. Na szczęście moja bohaterka jest typem obserwatorki, więc mogłam dużo zagrać spojrzeniem. Wszystko się dobrze ułożyło - postać pasowała do mojego stanu, mój stan okazało się pasował do scenariusza.

„Kamper" to też film o odciąganiu momentu, w którym staniemy się dorośli. Myślisz, że to cecha naszego pokolenia?
Dużo się zmieniło - nasi rodzice w wieku 25 lat mieli już dzieci i byli już dorośli. Teraz to się przesunęło i nie stało się wymogiem narzuconym przez twardą rękę społeczeństwa. To jest też związane ze stereotypami. Sama uciekałabym od dorosłości w postaci rodziny, jakbym myślała, że macierzyństwo to jest samo zło. Bez sensu jest też myślenie, że coś musisz albo coś trzeba, bo jest się w odpowiednim wieku.

Czyli wszyscy jesteśmy trochę jak Kamper, nie chcemy być, jak nasi rodzice…
Kiedy do Polski przyjechali Rolling Stonesi i rzucali mikrofonem po scenie, dzieciaki nie wiedziały w ogóle, że tak można. Nie było internetu, nie byliśmy w stanie razem przeżīwać młodości czy buntu. Teraz mamy lęk, że staniemy się ofiarami tego samego mechanizmu, co nasi rodzice. Ja nie czuję się dorosła, bo urodziłam dziecko. „Dorosłość", samo to słowo, powinno zostać całkowicie zredefiniowane. Używa się go w negatywnym kontekście - „dorośnij", „teraz musisz być dorosły", „masz być dorosły". Nie wierzę w to, odsuwam się od tego. Dorosłość jest dla mnie cechą, którą za wszelką cenę chcą zdobyć ci, którzy przeżyli jakąś traumę w swoim życiu. Poza tym teraz też negatywnie mówi się o uciekaniu od dorosłości, trwa kulturowa nagonka na bycie niedorosłym. Znam ludzi, którzy mają 50 lat, są ogarnięci, odpowiedzialni, ale nie są dorośli. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra

Tagged:
Film
sztuka